Tata Potwora

Blog szalonego taty

Month: Luty 2014 (Page 1 of 2)

Król placu zabaw

Na Potwornickim osiedlu znajduje się duży plac zabaw. Ze względu na piękną wiosenną aurę tej zimy jest oblegany przez stada Potworów. Po pierwszej wizycie Tata Potwora wie już mniej więcej jak ubrać Potwora i siebie, aby przetrwać. Z racji roztopów i prowadzonych jesienią prac budowlanych (obok huśtawek położono takie miękkie coś, co ma amortyzować upadające Potwory – ma to konsystencję gruboziarnistego papieru ściernego, więc Tata Potwora ma dość wyraźną wizję, co się stanie, gdy Potwór zaryje w to fizjonomią) na całym placu pełno jest błota. Ale nie jakiegoś tam byle jakiego błota. To jest błoto prima sort, miejscami głębokie na pół łydki, w którym bezpowrotnie giną drobne przedmioty i nierozważne czworonogi. Dlatego Potworniccy ubierają wysokie, dobrze zapinane buty, a resztę ubioru Tata Potwora dobiera na zasadzie “To już jest brudne, więc mu nie zaszkodzi”. Czasem Tata Potwora myśli sobie, że sprowadzi duńskie wdzianko przedszkolne, stanowiące skrzyżowanie kombinezonu nurka ze strojem promieniochronnym, w którym dziecko może bez obaw przedzierać się przez syberyjskie mokradła.

Król placu zabaw

Potwór biega po placu zabaw. Najpierw usilnie stara się unikać małego zwyrodnialca, którego rodzice nauczyli rozwiązywać problemy pięścią. Tata Potwora obserwuje rozwój wypadków, gotów ruszyć do boju i rozszarpać na strzępy zagrożenie, ale na szczęście mamotwór kończy papierosa i zabiera swój miot z dala od Potwora. Pół placu zabaw oddycha z ulgą. Obok biega jakiś Filip czy inny Olek, który na plac zabaw przybył z babcią. Ta co chwila powarkuje z ławki “Nie biegaj, bo się spocisz!”. Tata Potwora myśli sobie, że place zabaw są właśnie po to, żeby Potwory się spociły i zmęczyły, ale pewnie jest w mylnym błędzie. Tymczasem Potwór rusza do otoczonego fosą z błocka statku pirackiego. Tam zagląda do kajuty i oczywiście czyta absolutnie wszystkie wulgarne napisy “Pokaż cycki! Tola jest głupi ogran żeński” i tym podobne. Tata Potwora zbiera potępiające spojrzenia wszystkich rodziców – dobrze czuł, że z czytania nic dobrego nie wyniknie. Potwór wspina się na górę i wyciąga królewskie berło – pojemnik z płynem do baniek. Automatycznie zostaje władcą placu zabaw. Rozpylane z wysokości lecą daleko, a trzy czwarte Potworów zaczyna je gonić – przez największe błota! Obrzydliwe mlaśnięcia niosą się dookoła wywołując przerażenie na twarzach mam i babć. Nie pomagają rozpaczliwe okrzyki i próby ogarnięcia stada. Tata Potwora obserwuje całą sytuację z pobliskiej ławeczki próbując strząsnąć z butów choć trochę mazi. Jakiś dzieciak pada twarzą w najgłębsze błocko – Potwór zaśmiewa się do łez. Czyż to popołudnie nie jest piękne?

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Nie mów do mnie Misiek!

Potwór jest wielkim fanem LEGO. Tak wielkim, że gdy tylko dowiedział się o filmie LEGO: Przygoda to chodził i bez przerwy pytał, kiedy Tata Potwora zabierze go do kina. Dwa dni przed tym epokowym wydarzeniem opowiadał o tym w autobusie z przedszkola “W sobotę jest specjalny dzień, bo idę z Tatą na LEGO: Przygoda”. Po wymianie składu osobowego w pojeździe rozpoczął swój wykład ponownie. W końcu Tata Potwora, pełen obaw po zobaczeniu spolszczonych zwiastunów, zabrał Potwora do kina. Potwór grzecznie przeczekał reklamy, które Tatę Potwora tradycyjnie wprawiły w tryb berserkera. Zgodnie z przewidywaniami, z filmu Potwór zapamiętał tylko rzeczy, których nie powinien – najpodlej przetłumaczone dowcipy – „gdzie są moje gacie”. A tydzień później do domu dotarła paczka z grą na podstawie filmu.

Nie mów do mnie Misiek

Szał trwa. Potwór z padem w łapie pokrzykuje na Tatę Potwora, który próbuje spełniać recenzencki obowiązek i w miarę dokładnie przejść kolejny poziom. “Tata ja chcę być Batmanem, oddaj pada!”. Następuje wymiana kontrolerów. Potwór demoluje, buduje, skacze i bawi się w najlepsze. “Teraz chcę być Witruwiuszem!”. “A teraz Emmetem!”. I tak w koło macieju przez godzinę, którą tradycyjnie Potwór może przeznaczyć na oglądanie bajek lub granie. W którymś momencie Potwór zostaje znacząco z tyłu poziomu, co powoduje gniewny pomruk Taty Potwora “Misiek, rusz się wreszcie, czekam tu na Ciebie!”. Na co Potwór głosem pełnym oburzenia mówi “Nie mów do mnie Misiek! Mów do mnie Żyleta”.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Czytelnictwo

Potwór, gdy ledwie odrósł od ziemi i nauczył się jako tako przemieszczać bez wpadania na wszystko, postanowił nauczyć się czytać. Budzi tym sensację, a Tata i Mama Potwora przy każdej okazji są podpytywani, jak udało im się nakłonić potomka do czytania. Cały wic polega na tym, że nikt Potwora nie nakłaniał. Wziął się i sam nauczył jak miał chyba trzy latka. Od tego czasu rozwija umiejętności czytając dość płynnie duże i małe litery, bokiem, do góry nogami, a Tata Potwora podejrzewa, że pewnie jeszcze w lustrzanym odbiciu. Zdarzają się takie poranki, gdzie Potwór wstaje po cichu, przemieszcza się potajemnie po mieszkaniu (czyli robi hałas na poziomie śmieciarki, a nie odrzutowca), po czym zamyka w swoim pokoju i oddaje lekturze. Gdy Tata Potwora nieśmiało zagląda do pomieszczenia widzi, że bestia leży na dywanie z książeczką rozłożoną przed sobą i czyta o powstawaniu wszechświata. “Tata wyjdź. Ja tu czytam”.

Czytelnictwo

Tata Potwora pojechał kiedyś na wycieczkę z całą bandą Potworów z przedszkola. W drodze powrotnej niechcący przysłuchał się rozmowie dwójki rodziców, która wprawiła go w trwający godzinę stupor. Otóż rodzice owi rozważali czy posłać swe pociechy na naukę dwóch kolejnych języków i dodatkowe zajęcia z gry na puzono-waltorni poprzecznej czy czymś równie atrakcyjnym. Wszystko pięknie, ale Potwory miały wtedy po trzy i pół roku, w porywach cztery. Tata Potwora najpierw poczuł się jak ostatni zwyrodnialec, który nie zapewnia dziecku rozwoju – pewnikiem powinien posłać Potwora na chiński, norweski, portugalski i starocerkiewnosłowiański. Potem jednak tknęła go myśl, a jak wiadomo nieczęsto myśl go tka, że Potwór powinien mieć jednak dzieciństwo, a nie horror nauki od kołyski. Zresztą bestia sama pokazuje, że jak chce to się nauczy. Z czytelnictwem Potwora jest jeszcze jeden problem, czyta wszystko jak leci, głównie to czego nie powinien – nazwy alkoholi w sklepie, wiadomości kibicowskie ze ścian budynków i inne rzeczy, których normalny człowiek nie zauważa, a dla Potwora świecą jak neony. Tata Potwora ma niejasne przeczucie, że z tego powodu będzie miał jeszcze sporo kłopotów.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Dekapitacja

Poranek. Potwór chwilowo walczy z klockami LEGO i na próby nawiązania interakcji odpowiada gniewnymi pomrukami. Korzystając z okazji Tata Potwora jedną ręką prasuje koszulę, drugą robi kanapkę, trzecią zmywa gary, czwartą wyjmuje naczynia ze zmywarki, piątą wrzuca do plecaka rzeczy do pracy, szóstą się goli, siódmą szuka lekarstwa, a ósmą drapie po czerepie uświadamiając sobie, że wypadałoby przyciąć niesforne kudły (coś tam o dbaniu o siebie celem zasłużenia na coś, co Tata Potwora już nie pamięta, bo było wczoraj i już jest nieważne). Po względnym opanowaniu chaosu Tata Potwora siada przy stole, chwyta kanapkę i otwiera trzecią stronę książki, tej co to ją od lipca próbuje przeczytać. Nagle wszystko leci mu z rąk, bo z pokoju Potwora dobiega ryk “Tata! Głowa mi wpadła pod kanapę!”.

Dekapitacja

Ze zmierzwionym włosem Tata Potwora biegnie do pokoju Potwora mijając po drodze pędzące w przeciwnym kierunku przerażone koty. Dwa bolesne uderzenia o framugę później znajduje Potwora całego i zdrowego siedzącego ze zbolałą miną i wskazującego łapą na kanapę. “Głowa mi wpadła! Wyciągnij!”. Tata Potwora orłem z biologii nigdy nie był, ale coś tam o anatomii wie i widzi, że Potwór posiada jednakowoż czerep, ciągle przytwierdzony do reszty i raczej dość oddalony od kanapy. Ponieważ jest poranek, po dwóch wstawaniach do spadającej kołdry, Tata Potwora jest w stanie wydobyć z siebie tylko “Ale o szo chodzi synu?”. Wyraźnie zdegustowany Potwór pokazuje na stertę klocków pośrodku pokoju i mówi “Głowa od ludzika wpadła mi pod kanapę, wyciągnij proszę”.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Hałas

“Ona tu jest i tańczy dla mnie” – po raz dwudziesty tego poranka Potwór intonuje swoją nową pieśń bojową. Tę, która występuje zastępczo z “Będzie się działo i nocy będzie mało”. Tata Potwora rozpaczliwie wygląda ratunku, ale dziś jest sobota i nie odpocznie sobie w pracy. “Synu błagam, czy możesz zmienić repertuar?” – Tata Potwora podejmuje desperacką próbę negocjacji. To tylko woda na młyn Potwora, który wyczuwa, że może podrażnić rodziciela i z większą energią i natężeniem decybeli rozpoczyna kolejny hymn. Zadowolona mina sugeruje, że sprawia mu to niewysłowioną przyjemność.

halas

Niedoczekanie. Tata Potwora zastanawia się czy jak zabije przedszkolanki, które puszczają Potworom radio, to zostanie skazany za morderstwo z premedytacją czy w afekcie. Jednak w atakowanym potwornościami rodzimej muzyki rozrywkowej umyśle rodzi się tajny plan. Kiedy po południu Potwór daje się namówić na wyjazd do Babci następuje zemsta. “Posłuchamy teraz prawdziwej muzyki synu”. I Tata Potwora włącza Fear of the Dark – Iron Maiden. Potwór zamiera zasłuchany po czym uśmiecha się i mówi: “Podoba mi się ta muzyka, bo oni strasznie hałasują”. Tata Potwora jest zadowolony.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Page 1 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén