Tata Potwora

Blog szalonego taty

Month: Czerwiec 2015 (Page 1 of 2)

Szóste urodziny

Kiedy Potwór przychodził na świat była deszczowa sobota. Nad miastem przetaczały się burze, które w połączeniu z panującą dość wysoką temperaturą zmieniały je w saunę. Na pewno nie pomagało to Mamie Potwora, ale w okolicach południa młody znalazł się zdrowo na tym świecie. Wiele rzeczy zmieniło się w życiu Potwornickich, ale patrząc z perspektywy czasu należy uznać, że potomek należy do mało kłopotliwych i nie zniechęca innych do posiadania dzieci. Szóste urodziny to dobry czas żeby spojrzeć wstecz. Tata Potwora twierdził, twierdzi i pewnie będzie się w tym utwierdzał, że narodziny syna to najlepsze co mu się w życiu przytrafiło. Coś się w tymże zmieniło, chwilami bywa ciężko, ale jest w tym też mnóstwo radości. Odkrywanie świata z młodym jest naprawdę fascynujące i bardzo pouczające. Ponieważ we wrześniu Potwór idzie do szkoły, był to najlepszy czas, aby przy okazji obchodów jubileuszu zaprosić najlepsze kumpele i kumpli na imprezę. Tę rodzice postanowili zorganizować w klubie wspinaczkowym.

@Ania Sadurska-Czochra

@Ania Sadurska-Czochra

Mimo niesprzyjającej pogody na miejscu stawili się wszyscy, którzy potwierdzili, że przybędą na urodziny. W niewielkim pomieszczeniu rozstawiony został poczęstunek, ale zebrana dzieciarnia ominęła go z początku szerokim łukiem. Wręczono prezenty i pognano do sali, gdzie trwało wstępne szkolenie. Najpierw nastąpiło przeplatanie lin i późniejsze wyplątywanie powiązanych dzieci. Oczywiście Potwory nie chciały specjalnie współpracować i śmieszyło je bardzo przeszkadzanie sobie nawzajem. Ale prawdziwy szał nastąpił, gdy przyszło do prawdziwej wspinaczki w poszukiwaniu zawieszonych na ścianach woreczków z kluczami do skarbów. Początkowo nieśmiało, z czasem z coraz większym entuzjazmem milusińscy pokonywali pionowe krawędzie i docierali pod sufit wysokiej hali. Prym wiodły w tym dziewczęta, które opanowały tę sztukę prawie do perfekcji. Później przyszedł czas na przeciąganie liny, gdzie obie drużyny dały z siebie wszystko przy czynnym dopingu i zaangażowaniu rodziców. Poszukiwanie skarbu też było wesołym zadaniem, jak i dopasowywanie klucza do kłódki. W środku czekaly żelki i drobne gadżety dla wszystkich, którzy odwiedzili urodziny Potwora.

Zmęczona dzieciarnia przybyła na tort – oczywiście z rysunkiem Angry Birds. Wypito bezalkoholowego szampana, upaprano siebie i okolicę kremem oraz odśpiewano sto lat. Tortu było tyle, że dojadali go jeszcze rodzice, co też sprawiło im frajdę. Wygląda na to, że urodziny Potwora zostaną przez wszystkich zapamiętane. Tata Potwora obawia się tylko trochę, że dostanie rachunek za lekcje wspinaczki, które rodzice będą musieli wykupić swoim pociechom zaszczepionym bakcylem wysokości.

Po powrocie do domu Potwór przystąpił do rozpakowywania prezentów. Książeczki, puzzle, figruki, LEGO i inne dobra sprawiły mu olbrzymią radość. Nic się nie powtórzyło, wszystko było świetne i wspaniałe. To były cudowne urodziny.

Facebooktwittermail
Facebook

Morskie opowieści

Od kilku miesięcy Potwór krążył po domu wyśpiewując szanty i inne morskie pieśni. Wzbudziło to zrozumiałe zainteresowanie rodziców, bo w domu raczej jest mało marynarsko, choć dziadek jest dyplomowanym kapitanem. Powód nagłego zainteresowania marynistyką okazał się dość prosty. Otóż szykowane było przedstawienie z okazji Dnia Mamy, Dnia Taty, Dnia Rodziny i pożegnania odchodzących do szkoły przedszkolaków. Dzieci ćwiczyły intensywnie przynosząc do domu kolejne fragmenty występu. Już mniej więcej po miesiącu znana była cała jego treść, bo Potwór siła rzeczy nauczył się wszystkiego na pamięć. Nie przeszkadzało to oczywiście w radosnym oczekiwaniu na pełną wersję z chórem kilkudziesięciu przedszkolaków. Impreza odbyła się pod miastem, w miejscu gdzie poza odpowiednią salą znalazła się też kulkolandia, dmuchany zamek i kawał placu zabaw.

Morskie Opowieści

@Ania Sadurska-Czochra

Potworniccy przybyli na miejsce o czasie. Przebranie było dość proste, bo poza pasiastą koszulką Potwór otrzymał czapkę marynarską. Dzieciarnia kłębiła się na scenie, przejęci rodzice dawali ostatnie porady, panie strały się zapanować nad żywiołem, a fotoreporterzy i kamerzyści zajmowali dogodne pozycje. Zanim zaczęło się przedstawienie do grona rodziców podeszła przebrana za syrenę koleżanka Potwora i powiedziała “Ogon mi odpadł”. Wywołało to dość powszechną wesołość, na szczęście ogon dało się łatwo przyczepić. Późniejszy występ był wspaniały. Obecne były hałas, zgiełk i wielka duma zgromadzonych rodziców. Na koniec dzieci wręczyły wykonane ręcznie pamiątki, po czym tłumnie pognały nurkować w kulkach i skakać po dmuchańcu. Zabawa była naprawdę wyśmienita, choć po 4 godzinach szaleństw, gdy Potwór, jako ostatni i najbardziej spocony, opuszczał lokal, padło stwierdzenie “To ja teraz chcę do innej kulkolandii, bo się za mało wyszalałem”.

 

 

Facebooktwittermail
Facebook

Ponownie o kotach

O tym, że koty w domu Potwornickich nie mają lekkiego życia pisałem już nie raz i nie dwa. Oczywiście wraz z dorastaniem Potwora mają trochę lżej, a przynajmniej o tyle, że rzadziej słychać wrzaski i płacze. Do tego dzieć wyrósł już z etapu organoleptycznego poznawania przyrody przez szarpanie i gryzienie. Dlatego nawet nie schodzą mu specjalnie z drogi, a młodsza kota próbuje nawet potomka terroryzować. To właśnie ona dała mu dwa razy pazurem po łapach, jak przyparł ją do muru. Od tego czasu trochę się jej boi i czasami trzeba mu nawet tlumaczyć, że to kot ma się bać, a nie on. Dzieje się tak szczególnie w chwilach, gdy Potwór głośno śpiewa, albo pokrzykuje. Duża kota obraca się na drugi bok i śpi dalej, a młodsza podejmuje próby pacyfikacji źródła dźwięku. Podchodzi do Potwora, głośno miauczy i czasem paca łapą. Już kilkukrotnie Tata Potwora musiał ją przeganiać i tłumaczyć, że w takich wypadkach Potwór powinien być ciszej, ale też tupnąć na kota, niech wie, że nie wszystko mu wolno.

Kot poluje

@Ania Sadurska-Czochra

Pewnego dnia Tata i Potwór siedzieli rano nad przyrodniczym atlasem z naklejkami. Przeglądali, których jeszcze brakuje, a także czytali o różnych zwierzakach. Domowe futra zajmowały się tym co zwykle, czyli w przypadku dużej spaniem na kartonie na oknie, a w przypadku małej na próbach podkradania klocków LEGO. W pewnej chwili duża kota poderwała się na cztery łapy i zaczęła miauczeć wpatrując się w okno. Potwór spojrzał na nią i powiedział.

– O, pewnie widzi ptaka. Czemu tak robi?

– Bo koty mają instynkt łowczy, chcą polować na wszystko co się szybko rusza i jest mniejsze od nich.

– To może ją wypuścimy, żeby sobie popolowała?

– To nie jest chyba dobry pomysł.

– Czemu? Upoluje sobie ptaszora i wróci.

No i trzeba było wytłumaczyć Potworowi, że udomowiony kot może sobie nie poradzić samopas w nieznanym terenie. Potwór przyjął do wiadomości i postanowił jednak nie otwierać okna. Przynajmniej na razie.

Facebooktwittermail
Facebook

Potok

Zgodnie z obietnicą z poprzedniego odcinka, tym razem przyjrzymy się wyczynom Potwora w otwartych częściach doliny. Gdy Tata Potwora był mały, w górach uwielbiał końcówki małych dolin (Białego czy Za Bramką), gdzie mógł godzinami zajmować się przestawianiem potoków przez budowanie zapór z patyków i kamieni. Potwór nie zdradza podobnych zamiłowań – jest wyraźnie stworem nastawionym na wspinaczkę i pokonywanie wyzwań. Jednak podobnie, jak wszystkie inne dzieci ciągnie go do potoków.

Potok

@Ania Sadurska-Czochra

Na Polanie Pisanej Potwór stwierdził, że nadeszła pora na piknik. Zasiadł zadowolony na trawie i zajadał się warzywami z pudełka śniadaniowego. Potem stwierdził, że chce się powspinać na kamienie leżące w potoku. Najpierw wybrał się tam w sandałach, ale po chwili stwierdził, że woli jednak biegać boso. Był to zdecydowanie dobry pomysł, bo kręcące się obok wycieczki szkolne z uporem maniaka kąpały się w potoku w pełnym obuwiu wywołując zgrozę opiekunów. Potwór tymczasem właził na kamienie, przechodził na inne głazy i starał się nie wpaść do wody. Szło mu całkiem dobrze, do chwili, gdy mocniejszy podmuch wiatru nie spowodował, że usiadł pupą w potoku. Tata Potwora westchnął tylko i wyjął zapasowe spodenki i majtki, w które przebrał syna, gdy ten zakończył już taplanie się w wodzie. Panujący upał w połączeniu z wiatrem spowodował, że rzeczy wyschły błyskawicznie. I dobrze, bo w drodze powrotnej ze schroniska Potwór wykonał podobny manewr kąpielowy. Był bardzo z siebie zadowolony. Jak później stwierdził, w górach najfajniejsze są kamienie, wspinaczka i jaskinie. Przynajmniej mamy jasność.

Facebooktwittermail
Facebook

Jaskinie

Weekend upłynął Potwornickim pod znakiem aktywności fizycznej. Tata Potwora w piątek wybrał się w góry i wdrapał się (sapiąc, pufiąc, zipiąc, plując, ziejąc i przeklinając własną głupotę) na Starorobociański Wierch, z którego zszedł na dokładkę przez Ornak. A już w sobotę, nie bacząc na ból nóg, dał Mamie Potwora dzień oddechu i zabrał Potwora do Doliny Kościeliskiej. W planach było przejście przez jaskinię Mroźną, zerknięcie (o ile Potwór da radę) do Smoczej Jamy oraz zwiedzenie Obłazkowej. Pierwotny zamysł obejmował też dojście do Smerczyńskiego Stawu, ale to już jako punkt dodatkowy. Życie postanowiło oczywiście zweryfikować ambitne pomysły, ale i tak emocji było co nie miara.

Na szlak Tata i Potwór wyruszyli o 9 rano. Słoneczko grzało, wiał wiaterek, było cudownie. Potwór wlókł się dnem doliny w tempie ślimaka. Chodzenie po płaskim wyraźnie go nudziło. Ożywił się przy pierwszym mostku, a potem przy odejściu do Mroźnej. Sprawdził czy źródełko po drodze jest zimne, a potem zobaczył kamienie stanowiące szlak w górę. I wtedy włączył się w nim dodatkowy motorek. Wyrwał do przodu zostawiając jęczącego i sapiącego Tatę daleko w tyle. Był przeszczęśliwy. Zasapany Tata opatulił na górze Potwora i siebie ciepłymi ubraniami i nastąpiło przejście przez jaskinię. Było fantastycznie, zimno, mokro, trochę ciemno i strasznie. Potwór wykąpał jednego buta w częściowo zalanym wąskim przejściu i generalnie świetnie się bawił. Po wyjściu i zejściu postanowił zwiedzać potok (o tym następnym razem).

Jaskinie

@Ania Sadurska-Czochra

Później potworniccy udali się do Wąwozu Kraków i wieńczącej go Smoczej Jamy. Na widok 10-metrowej drabiny Potworowi zaświeciły się oczy. I zaczęła się wspinaczka. Tata Potwora szedł za potomkiem ubezpieczając go przed upadkiem i z każdym krokiem pocąc się coraz bardziej i lekko panikując. Bestia sprawnie pokonała drabinę oraz łańcuchy stając u wlotu jaskini. Z jedną latarką na głowie, a drugą w garści grotołazi udali się w głąb czeluści. 3/4 jamy pokonano bez trudu, a potem zrobiło się śmiesznie. Potwór zawisł na łańcuchu, nie mogąc dosięgnąć nogą wykutego w skale kolejnego stopnia. Tata pospieszył na ratunek drugą, bardziej błotnistą, ścianą jaskini. Następnie wykonał szpagat, chwycił się pod dziwnym kątem łańcucha i popchnął Potwora w górę. I wtedy nagle usłyszał dźwięk rozpinanego rzepa. Na dnie mózgu zakołatała mu myśl, że przecież nie ma nic na rzepy. Skupił się jednak na asekuracji Potwora i wyszedł za nim na zewnątrz. Tata Potwora, kiedy już spłynęła z niego adrenalina podszedł do syna. Ten spojrzał krytycznie na zasapanego, ubłoconego niemiłosiernie rodziciela i stwierdził: Widać Ci pośladek.

Okazało się, że dźwięk “rzepa” wydały z siebie spodnie, prując się od pasa po dół krótkiej nogawki. Było wiele radości, ale przynajmniej Tata Potwora miał dodatkowy system chłodzenia.

W tej sytuacji nie było już mowy o pójściu do Obłazkowej, a Potwór jeszcze marudził, że chce iść do Mylnej i Tata może zaczekać przy wyjściu, bo on sobie poradzi. Osłaniając tyły przewiązaną w pasie kurtką Tata Potwora dotarł do schroniska, a później w dół do samochodu. Potwór już szykuje się na kolejną wyprawę – w końcu musi przejść Mylną. Ciekawe co zostanie sprute tym razem.

Facebooktwittermail
Facebook

Page 1 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén