Tata Potwora

Blog szalonego taty

Month: Październik 2015 (Page 1 of 2)

Wspinaczka

Stali czytelnicy bloga pamiętają być może, że szóste urodziny Potwora odbyły się w klubie wspinaczkowym. Było to wydarzenie, które odbiło się szerokim echem, a przynajmniej jednych rodziców wpędziło w biedę, gdy ich dziecię zapałało miłością do wiszenia na wysokościach. Tymczasem Potwór wydawał się zapomnieć o możliwości spalania kalorii podczas wspinania. Prawdopodobnie miało to związek z ciepłym latem i chęcią spędzania czasu na powietrzu (nie napiszę, że świeżym, bo w mieście Potwornickich ten przymiotnik prawie nigdy nie jest prawdą). Jednak wraz z nadejściem jesiennych chłodów, mgieł i niepogody bestia przypomniała sobie, że ma jeszcze kupony na darmowe wejście na ściankę. Dlatego też w pewną niedzielę Tata i Potwór wyruszyli do znajomego miejsca, aby wykorzystać gratisy i spędzić ciekawie popołudnie.WspinaczkaNa wstępie Tata Potwora przeszedł przeszkolenie z asekuracji. Mimo że był w harcerstwie, to nigdy jakoś nie opanował sztuki robienia węzłów – stąd chwilę trwało zanim ogarnął to i owo. Traktował tę sprawę wyjątkowo poważnie, bo bezpieczeństwo potomka jest dla niego najważniejsze. Ten za to niecierpliwił się guzdralstwem ojca, ale grzecznie czekał aż zostaną opanowane podstawy zabezpieczeń. Później zaczęła się wspinaczka. Była chwila strachu i wahania, ale później praktycznie każda ścianka kończyła się za wcześnie – pod sufitem hali. Jeszcze więcej radości sprawiała specjalna drabinka, z której można było zeskakiwać i latać na wysokościach na rozbujanej linie. To była największa atrakcja tego popołudnia. Tata Potwora miał też wiele radości, bo liny poobcierały mu ręcę – te, które poobijał poprzedniego dnia mordując się z nowym łóżkiem Potwora. Ale czego się nie robi dla dzieci, prawda?

Po dwóch godzinach szaleństwa Potwór padł na materac i powiedział “Już nie dam rady, ręce mnie za bardzo bolą”. W drodze powrotnej do domu zaczęło się snucie planów na kolejną wizytę “I ja tak będę się huśtał na tej linie aż znowu padnę”.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Powrót do przyszłości

Ten tydzień stoi pod znakiem filmu, który w rankingu Taty Potwora zajmuje na zawsze zaszczytne pierwsze miejsce. Dlatego musicie czytelnicy wybaczyć, ale będzie wspominkowo i nostalgicznie. Powrót do przyszłości, bo o tym dziele mowa, Tata poznał mając może 10 lat. Były to magiczne czasy sprowadzanych z dziwnych stron odtwarzaczy VHS i kaset wideo wątpliwej jakości, gdzie dziwni lektorzy tworzyli wariacje na temat dialogów. Film oglądany był u Wujka Potwora wraz z kuzynami – należeli do awangardy posiadającej tak niesamowity wynalazek jak magnetowid. Tata Potwora niewiele pamięta z tego seansu – raczej jakieś ogólne wrażenia, że obcuje się z czymś niesamowitym. Wiele lat później Tata Potwora był już tak zmaniaczony, że kupił sobie (za 450 koron) film na VHS z duńskimi napisami – byle tylko nie słyszeć Pana Lucjana (którego w między czasie poznał osobiście i serdecznie znienawidził). Potem nadeszły czasy szerokopasmowej sieci i magnetowid porósł kurzem. A jeszcze później była premiera DVD całej trylogii. Co ciekawe, w Polsce nastąpiło to wcześniej niż w USA.Powrót do przyszłościDlaczego jednak o tym czytacie? Tata Potwora uważa, że zarówno Powrót do przyszłości, jak i cała trylogia są przykładem idealnych filmów rodzinnych. Pokazują jak ważna jest przyjaźń, miłość i właśnie rodzina. I dlatego niedługo planuje obejrzeć film razem z Potworem. Wiadomo, że ma dopiero 6 lat i może nie zrozumieć wszystkiego. Tata Potwora chce jednak zaszczepić w potomku to wspaniałe uczucie uczestnictwa czymś wyjątkowym… oraz miłość do DeLoreana. W końcu ktoś będzie musiał Tacie Potwora, gdy już przejdzie na emeryturę, takie autko kupić. Zresztą Potwór podkrada czasem, za cichym pozwoleniem, LEGO-wą wersję pojazdu. Dwa razy uczestniczył nawet w jego budowie. Strasznie podoba mu się ludzik Doktora Browna i bawi go, że ma na imię Emmett – tak jak bohater LEGO The Movie. Być może Tacie Potwora uda się uzbierać kwotę potrzebną na zakup LEGO Dimensions wraz z dodatkiem Back to the Future*. Wtedy razem będą szaleć w prawdziwym i wirtualnym świecie klocków. Bo tę przygodę można przeżywać wiele razy i na wiele sposobów.

* Swoją drogą LEGO Dimensions nie ma w żadnym sklepie z elektroniką i zabawkami w Krakowie. Czy to możliwe, że brak jest rodzimej dystrybucji tej genialnej produkcji? Może Tata Potwora weźmie ją na siebie?

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Ostatnie słowo

Potwór jest gadułą. Ma tę opcję wbudowaną na stałe po Tacie, który w zgodnej opinii całej rodziny, oddziedziczył tę zdolność po Ciotce. Jest to postać z pewnością nietuzinkowa, której energii mogą pozazdrościć wszyscy młodsi nawet o kilka pokoleń. Ciocia, jak sama twierdzi, uczyła już dinozaury gry na fortepianie i uczyć będzie długo po tym, jak ludzkość pójdzie w zapomnienie. Tata Potwora przekonał się kiedyś, że jej uczniów można spotkać wszędzie – np. na campingu w zapadłej dziurze w Chorwacji. Ciocia należy też do osób, które raczej zawsze będą miały ostatnie słowo. Nie uznaje tego, że świat toczy się tak, a nie inaczej i zawsze posteruje wszystkim dookoła tak, aby wyszło tak, jak tego chce. Tata Potwora obserwuje tę cechę również u Potwora. W zasadzie jest to charakterystyka większości dzieci. W połączeniu z żywą inteligencją i niewiarygodnym sprytem, stanowi mieszankę wybuchową.

Ostatnie słowo

Pewnego wieczora Potwór nie bardzo miał ochotę iść się myć i spać. Dlatego imał sie wszystkich sposobów, aby opóźnić ten proces. W końcu jakimś cudem udało się go wygonić do łazienki. Nie minęły dwie sekundy, jak otworzyły się drzwi, Potwór wystawił głowę i powiedział:

– A wiecie co mi się najbardziej podobało w szkole?

– Nie wiemy – odparli zgodnie rodzice.

– Zajęcia dodatkowe.

– To świetnie, a teraz idź się myć.

Drzwi się zamknęły. Dwie sekundy później otworzyły się ponownie:

– A kolega to powiedział, że to i tamto.

– Cudownie. Idź się proszę myć.

Drzwi się zamknęły. Dwie sekundy później Potwór wystawił głowę:

– I ja myślę, że ta Piniata, co jej jeszcze nie mamy to jest bardzo rzadka.

– Tak, jest. Wiesz co masz robić. – Tata złapał się za głowę.

Drzwi się zamknęły. Dwie sekundy później:

– A z Piniat, to ja najbardziej lubię Bunnycomba. – tu już rodzicie turlali się ze śmiechu i nie bardzo mogli udzielić jakiejkolwiek odpowiedzi.

Drzwi się zamknęły. Dwie sekundy później:

– Z czego się tak śmiejecie? – Tata Potwora ocierał łzy z oczu i starał się nie prychać dookoła herbatą.

Drzwi się zamknęły. Dwie sekundy później….

W sumie cała zabawa trwała jeszcze kilkanaście minut. W końcu Potwór został umyty, zagoniony do łóżka, a bajka przeczytana. Kiedy już zasypiał, w ostatnim rzucie przytomności powiedział:

– A jutro będę dalej hodował moje Piniaty.

Musi mieć ostatnie słowo, po prostu musi.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Kropki

Kiedy wysyła się do szkół małe dzieci, należy się liczyć z tym, że nauczyciele nie będą mieli łatwego życia. Maluchy są mało zdyscyplinowane i zazwyczaj chcą wyrazić swoje zdanie zaraz natychmiast już. Daleko im jeszcze do pełnej dyscypliny, grzecznego podnoszenia ręki i odzywania się tylko w odpowiedzi na bezpośrednio skierowane pytanie. Stąd nauczyciele szukają różnych metod motywacji. Jedni warczą, straszą i karzą – to ten rodzaj edukacyjnych stworzeń nazywany bywa pogardliwie belframi. Na szczęście jest to gatunek wymierający. Druga metoda polega na motywowaniu pół-pozytywnym. Tu wchodzą do gry różne rozwiązania, np. tytułowe kropki. W szkole Potwora każdego dnia dzieci otrzymują kolorowe kropki. Niebieską, kiedy były bardzo grzeczne, zielone, kiedy zdarzyło im się trochę gadać czy rozrabiać, żółte, gdy było tego znacznie więcej, czerwone, gdy blisko było masakry oraz czarne, gdy rzeczona masakra nastąpiła.

Kropki

Potwór od początku czuł się mocno zmotywowany przez kropki. Miał silne postanowienie zbierać same niebieskie. Znając swoje dziecko, Tata Potwora uznał, że prędzej koty zaczną latać niż uda się taka sztuka. Nie dlatego, że Potwór jest niegrzeczny czy cierpi na ADHD. Nic z tych rzeczy – jest po prostu strasznym gadułą, lubi mieć ostatnie słowo i jeśli coś go intryguje czy interesuje, natychmiast dzieli się tym donośnie z całą okolicą. Nie ma w tym nic złego, ale mało pasuje to do utartych szkolnych reguł. Zazwyczaj przynosił do domu niebieskie i zielone kropki. Ale dwa razy przyszedł też z żółtą. Wywołało to zrozumiały niepokój rodziców. Przy drugiej kropce zadali sakramentalne pytanie:

– Czemu dziś też masz żółtą kropkę?

– Bo się nudziłem na apelu.

– Za nudzenie dostałeś?

– Nie. Za to, że z nudów poszedłem spać na ławkę.

Nastąpiła jedna z tych sytuacji, gdy nie wiadomo czy ganić, czy się śmiać. Rodzice ograniczyli się tylko do wskazówki, aby Potwór starał się jednak nie spać w szkole.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Śnieg

Tata Potwora lubi śnieg i zimę. Przyjaciele twierdzą, że dzieje się tak, ponieważ nienawidzi innych ludzi i lubi patrzeć, jak się wściekają stojąc w korkach, ślizgając na chodnikach i zasłaniając twarze przed wszędobylskim wiatrem. Nie jest to do końca prawda. Tata Potwora lubi śnieg, bo przykrywa on zimową szarość. Nie bardzo za to lubi, gdy śnieg przykrywa złotą polską jesień. Zima jest też fajna dlatego, że wiadomo jak się ubrać. W przeciwieństwie do upalnego lata, gdy najchętniej zdrapałoby się z siebie skórę. Co prawda wysokogórskie wyprawy stają się zimową porą trudniejsze, ale jakże przy tym ekscytujące. Można też iść na sanki. Na narty nie, bo Tata Potwora jeździł na nich dwa razy – pierwszy i ostatni. Nie te lata, nie te kolana, także ten tego – nie.ŚniegTata Potwora zwlókł się o 6:45 z łóżka i niechętnie poczłapał do łazienki. Później poszedł potrącić Potwora, aby zaczął się budzić i wstał do szkoły. Odsłonił roletę w oknie i zamarł. Połowa października, a za oknem kilka centymetrów śniegu. Pierwsza myśl oscylowała wokół letnich opon, których zmiana planowana była na przyszły tydzień. A potem pojawiła się druga – jak szybko i skutecznie obudzić Potwora.

– Synu, jest mnóstwo śniegu za oknem.

– Nie chce mi się wsta… śnieg! Naprawdę?

– Sam zobacz.

Potwór wyskoczył z łóżka i z zachwytem oglądał pobielony świat. Zaraz zaczął biegać po domu, poganiać Tatę, że trzeba się szybko ubrać i iść rzucać śnieżkami. Ledwo udało się go odpowiednio opatulić i zarzucić plecak, gdy wyleciał z domu i zaczął bobrować w śniegu. Pierwszą kulkę Tata Potwora zaliczył jeszcze w drzwiach klatki schodowej. W drodze do szkoły, jakieś 10 minut powolnego spaceru, dostał jeszcze kilkanaście razy. Potwór był przeszczęśliwy. Podobnie, jak większość innych dzieciaków zmierzających do szkoły. Z kolei rodzice i dziadkowie wyglądali jak skazańcy zagonieni do wyrąbu tajgi. Zerkali nieufnie na uśmiechniętego, pokrytego śniegiem Tatę Potwora i orbitującego wokół niego potomka. Widać było nad nimi komiksowe dymki z napisem “Szaleniec!”. A przecież było tak fajnie. Może w tym roku zima zafunduje trochę więcej śniegu?

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Page 1 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén