Tata Potwora

Blog szalonego taty

Month: Grudzień 2014 (Page 1 of 2)

Sanki

Wreszcie nastała zima. Choć wiadomo, że rzeczony stan, zwłaszcza w mieście Potwornickich, nie potrwa długo. Po powrocie ze Świątecznych wojaży rodzina zastała swoje miasto zupełnie odmienione, pełne śniegu i od razu jakby przyjaźniejsze. Dla kierowców może ciut mniej. W niedzielę Potwór został zabrany do Babci, gdzie czekał nie niego ostatni prezent od gwiazdki. Gdy go zobaczył to zapomniał o całym bożym świecie, dlatego Tata Potwora zwątpił czy uda się bestii wyperswadować wyjście na pobliską górkę na sanki. Jednak Potwór dał się namówić na przewiezienie pojazdem z płozami od garażu do domu. A kiedy siedział już na twardych deskach udało się wynegocjować, że zajrzymy na górkę. Na trzy zjazdy i wrócimy do domu.

sanki

Miejscowa górka była oblężona. Zamknięta w pierścieniu wrażych sił dziecięco-rodzicielskich, które ponawiały szturmy na jej szczyt, by po chwili odpaść od oblodzonych zboczy i zjechać z wrzaskiem na dół. Potworniccy ruszyli do ataku w imię cywilizacji. Na górze Tata Potwora wbił się w tył sanek, usadowił potomka na kolanach i fru, ruszył z górki na pazurki. Połączona masa dwóch osobników spowodowała, że prędkość przelotowa wyciskała łzy z oczu, a pojazd dotoczył się aż do rosnących przy alejce drzew. Potwór był zachwycony. Nastąpił drugi zjazd i trzeci. I Potwór stwierdził, że nie idzie do domu tylko na górkę. Szczególnie zachwycony był, gdy sanki przemknęły przez samopowstałą skocznię i Potworniccy zaliczyli popisową wywrotkę. Tata Potwora w próbach ratowania potomka walnął się w łokieć i cudem tylko nie połamał. A potem bestia chciała jechać sama i wykonała przewrót z turlaniem. Było wiele radości. A po kolejnych zjazdach nadszedł czas na powrót do domu i robienie orzełków na śniegu. Szkoda tylko, że takiej aury nie starczy na długo, bo Tata Potwora chętnie pochodziłby jeszcze trochę na sanki.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Słodycze

Potwór nie należy do stworzeń, które pochłaniają słodycze w ilościach ekstremalnych. Małą paczkę Skitlesów potrafi zjadać przez trzy tygodnie, misie żelki też potrafią przeleżeć pół roku, a lizak jest zlizywany przez tydzień. Oczywiście są chwile, gdy bestia stara się dorwać do jak największej liczby słodkich przekąsek. Zwykle jest to dziesięć minut przed obiadem. Potem dziwnym trafem posiłek nie jest zjadany w całości, bo brzusio jest pełne. Dlatego Mama Potwora wprowadziła limit słodyczy. Potwór może zjeść maksymalnie dwa cukierki dziennie. Do tej kategorii nie są wliczane niektóre wypieki domowe oraz owoce, które można spożywać we wszelkich ilościach. Ze zrozumiałych względów bestia próbuje owe limity obchodzić, co jest szczególnie trudne w soboty, gdy odbywają się wyprawy do Babci.

slodycze

W ostatni weekend Potwór bardzo chciał otrzymać ulubiony rogalik. Ulubiony nie dlatego, że jest z czekoladą, ale dlatego, że zawiera kolekcjonerskie kółeczko z Angry Birds. Potwór zawarł umowę z Mamą, że ponieważ jest to już drugi słodycz, to u Babci nie będzie podjadał. Zapchany rogalem nie był specjalnie rozmowny w trasie, ale już na miejscu zainteresował się paczką, którą otrzymała Babcia oraz stertą slodyczy przygotowanych na obchody imienin. I cały misterny plan i obietnice wzięły w łeb. Tu ciasteczko, tam czekoladka, a tu jeszcze galaretka. Bestia napchała się po uszy i była bardzo zadowolona. Po powrocie do domu Mama usłyszała o wszystkich zjedzonych smakołykach. Jak łatwo się domyśleć nie była zadowolona. Jednak odpowiedź na pytanie dlaczego Potwór złamał obietnicę skutecznie Mamę zdetonowało: – Bo babcia tak bardzo chciała mnie poczęstować, no przecież nie mogłem jej sprawiać przykrości.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Opieka

Bywają takie dni, gdy Mama i Tata Potwora chcą gdzieś wyjść razem, ale bez nieletniego balastu. Wiadomo, że nie bardzo można zabrać go do kina na dorosły film, albo na odbywający się w godzinach wieczornych koncert. Wtedy też organizowana jest pomoc opiekuńcza. Zwykle wykonywany jest telefon do siostry Mamy Potwora, ale w 9 na 10 przypadków w tym czasie pracuje. Za to jej partner częściej bywa dostępny i do tego lubi spędzać czas z Potworem. Jednak ostatnio nie poszło tak gładko, bo również on nie miał czasu. O pomoc został poproszony zatem Wujek Osti, którego Potwór bardzo, ale to bardzo lubi. Stary harcerz nie odmówił w potrzebie, zabrał tylko ze sobą swą lepszą połowę. Jako stali czytelnicy bloga wiedzieli czego się spodziewać. Z grubsza.

opieka

Gdy przybyli na miejsce bestia zajęta była rozwiązywaniem rebusów i nie wyraziła zainteresowania przybyłymi. Dopiero później zajęła się dostarczaniem im rozrywki. Na pierwszy ogień poszła książka z budowlami LEGO i pokazywanie wszystkich klocków. Ciocia i Wujek okazali się fajni, bo budowali różne rzeczy, np. samochód czy niebieskiego ptaka. Do tego później oglądali książeczki. Specjalne wyróżnienie otrzymała Ciocia, bo na nią padło czytanie na dobranoc. Później już było tylko zasypianie i opowiadanie dziwnych historii np. o tym, jak to Potwór będąc z rodzicami w Warszawie po drugiej stronie ulicy widział Ninja. Ale ten Ninja był taki szybki, że tylko bestia go widziała i nikt inny nie zdołał. Opowieść jest szczególnie ciekawa z tego względu, że Potwór nigdy nie był w stolicy. Chwilę później bestia zasnęła. Zdaje się, że nie zraziła harcerzy do dzieci. Gdy rodzice wrócili po koncercie Potwór spał już słodko snem sprawiedliwego. Znaczy opiekunowie byli dobrzy, dziękujemy!

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Misja na Marsa

Weekend przyniósł całe mnóstwo atrakcji. Najważniejszą były obchody urodzin jednego z lepszych kumpli Potwora. Impreza odbywała się w domu jubilata, a hasłem przewodnim była Misja na Marsa. Potwór przeczytał zaproszenie chyba ze sto razy i poziom ekscytacji rósł u niego z każdą godziną. Wcześniej wybrał prezenty dla kolegi, czyli dwa zestawy LEGO Mixels. Tata Potwora został wyekspediowany po ich zakup, którego dokonał w sposób właściwy ku zadowoleniu potomka. Bestia została wystrojona, prezent spakowany i cała rodzina ruszyła w drogę. Składanie życzeń było krótkie: “Cześć, tu masz prezent, w co się bawimy?”. Po czym obaj zaczęli biegać dookoła wydając z siebie dzikie wrzaski. Sytuacja powtarzała się, gdy przybywali kolejni goście. W sumie w pomieszczeniu znalazło się chyba 11 sztuk dzieciarni wydając z siebie odgłosy zdolne zagłuszyć startujący odrzutowiec. Co wrażliwsi dorośli szukali zatyczek do uszu. A potem nastąpiła część programowa.

mars

Młodzież otrzymała kosmiczne legitymacje, do których wklejono ich zdjęcia. Jubilat, jako kapitan misji, podpisywał wszystkie egzemplarze, co chwilę trwało, ale wyraźnie napawało go dumą. Potem przyszedł czas na przymierzanie kasków kosmicznych wykonanych z kartonów po winie. Dzieciarnia ozdabiała je różnymi esami-floresami, a Potwór na swoim wypisał wielkimi literami OCHRONA. Po czym biegał z mieczem samurajskim twierdząc, że chroni misję przed złymi kosmitami. Ponieważ na Marsie dzielni kosmonauci mieli szukać złowrogiej Piniaty w kształcie króla świń z Angry Birds, trzeba było przygotować koszyczki na cukierki. Ich lepienie i ozdabianie też chwilę trwało, ale sprawiło wiele radości. Był też przepyszny tort i śpiewanie Sto Lat.

A potem przyszedł czas na clue programu, czyli start rakiety kosmicznej. Licząca sobie dobre 2 metry wysokości robiła imponujące wrażenie. Tata jubilata wyniósł ją na taras i podłączył do instalacji startowej. Dzieci obserwowały wszystko z wnętrza domu. Rakieta została podpięta do żyłki, która z kolei była przymocowana do wyglądającej groźnie kombinacji drabiny i grabii zawieszonych na balkonie. Lont został podpalony. Tata jubilata pociągnął za linkę. Linka się urwała. Rakieta zaczęła wydzielać od dołu mnóstwo płomieni, ale nie bardzo startowała. Za to zaczęła się dość gwałtownie palić. Dobrze, że na podorędziu była gaśnica. Kłęby piany i dymu spowiły rakietę, która za nic miała sobie strażackie umiejętności dorosłych i nie przestała się palić. Ponieważ nie było prawie nic widać Tata jubilata skorzystał z okazji, chwycił pojazd i popędził kurcgalopem dookoła domu ciągnąc za sobę obfity płomień i kłęby dymu. Dzieci zgodnie uznały, że rakieta poleciała i gna w stronę Marsa. W czasie, gdy młodzież szykowała się do poszukiwania Piniaty, Tata jubilata latał z wiadrami wody za dom, gdzie rakieta dokonywała żywota w malowniczych jęzorach ognia.

Później nastąpiły poszukiwania skrabu. Po jego odnalezieniu Tata Potwora wyręczył biegających z wodą gospodarzy w przywiązaniu Piniaty do barierki schodów. Dzieci zmasakrowały obiekt plastikowym kijem baseballowym i dorwały się do cukierków. To cud, że nie dostały zapaści cukrowej. Powracający z akcji pożarniczej gospodarz postanowił przestraszyć młodzież i założył resztki Piniaty na głowę. Pożałował tego gorzko chwilę później, gdy dostał kilka ciosów baseballem. Było wiele radości.

To była bardzo udana impreza, Tata Potwora jest pełen podziwu dla gospodarzy, którzy przygotowali tyle atrakcji i wyraźnie dobrze się przy tym bawili. W drodze powrotnej Mama Potwora stwierdziła, że urodziny bestii odbędą się poza domem. Tata Potwora zgodził się z nią całkowicie.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Teleport

Pewnego dnia przy obiedzie Potwór rozpoczął opowieść o tym, że on zna pewną magiczną krainę, gdzie jest piękna pogoda i powietrze nie łapie za gardło próbując Cię udusić. Tatę Potwora kraina ta bardzo zainteresowała i postanowił drążyć temat. Otóż do tego miejsca można dostać się tylko z przedszkola przez teleport.

teleport

  • Ale to taki szybki teleport, że jak się znika, to Pani nie zauważa.
  • A jak sie teleportuje?
  • Machasz lewą ręką o tak, ziu – Potwór ruszył ręką z góry do dołu.
  • I już? A jak się wraca?
  • Machasz prawą ręką o tak, ziu -analogiczny ruch tylko drugą ręką.
  • OK. To ja bardzo chcę taki teleport, możesz mi powiedzieć, jak go zdobyć?
  • Trzeba mieć specjalny niewidzialny medal.
  • A jak można zdobyć ten medal?
  • Trzeba mieć niewidzialne narzędzia i się nimi posługiwać.
  • Mógłbyś nam dać takie narzędzia?
  • Nie, bo są niebezpieczne, jak tak piła mechaniczna z zębami, która jak się obraca to robi wiatr, ale mnie te zęby nie kaleczą.
  • No dobrze, ale jakbym miał taką piłę, to mogę dostać teleport?
  • Nie, bo musisz mieć narzędzia, niewidzialny puchar i medal. I tylko ja mogę je dostać.

No i za przeproszeniem pupa zbita. Tata Potwora będzie dalej oddychał wyrobem powietrzopodobnym zamiast hasać po łąkach pachnących kwiatami. Strasznie samolubny ten Potwór.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Page 1 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén