Tata Potwora

Blog szalonego taty

Month: Listopad 2016 (Page 1 of 2)

Los jest super

Potwór należy do dzieci, które raczej nie mogą narzekać na swój los. Szczególnie odkąd Tata Potwora zajął się dziennikarstwem parentingowym. Plusów jest mnóstwo, a najważniejszym jest to, że pojawiają się różne książki i rzeczy do recenzji. Tata Potwora ma wrażenie, że młody jest przez niego rozpieszczany. Zwłaszcza, że po każdym powrocie do domu rodziciel jest witany słowami “Masz coś dzisiaj?”, zamiast “Dzień dobry ukochany ojcze. Cieszę się, że wróciłeś do domu. Na pewno jesteś zmęczony. Spocznij sobie na fotelu, a ja przyniosę Ci książkę i herbatę”.

los

Zdaje się, że Tata Potwora sam sobie zasłużył na ten los, ale z drugiej strony Potwór nie ma problemów z dzieleniem się rzeczami. Te które mu się znudziły lub których po prostu nie chce oddaje innym dzieciom i bardzo go cieszy, że może komuś zrobić przyjemność. Wychodzi więc na to, że dziecię nie wyrasta na samolubnego typa i psa ogrodnika. Przynajmniej na razie.

Tata Potwora ma mnóstwo własnych klocków LEGO, którymi raczej nie dzieli się z dzieckiem. Nie znaczy to, że młody nie ma prawa bawić się zestawami ojca. Może, ale nie może ich mieszać ze swoimi. Jednak był taki czas, gdy Potwór otrzymał mnóstwo klocków, które zostały po kompletowaniu zestawów na sprzedaż. Dzielnie pomagał w segregowaniu elementów i w nagrodę otrzymywał spore ilości tych, które ojciec uznał za niepotrzebne. Potem zebrał to wszystko na jedną kupę i zaczął budowanie. Tata Potwora obserwował to z zainteresowaniem i słuchał, co jego potomek mruczy sobie przy tym pod nosem.

– To będą pieńki albo słupki. Teraz wygląda trochę na wiewiórkę. A te klocki przydadzą się do mojej rajdówki. Teraz to wygląda jak szczęka. Los jest super!

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Pokemony to ukryta moc

Młody ma fazę na Pokemony. W chwilach przerwy od fazy Star Wars. Czasami oba światy się przenikają i wtedy jest jeszcze zabawniej. Pikachu z mieczem świetlnym to bodaj najmniej hardkorowy wynalazek, jaki rodzi się w głowie młodego człowieka. Co prawda po lekturze tekstu z pewnego bardziej prawicowego magazynu, Tata Potwora zastanawia się poważnie czy powinien pokazywać dziecku Pokemony.

W końcu to przecież demony, które dysponują złymi mocami i skłaniają dzieci do złego. Obok klasyki okultyzmu, jaką jest podobno Dungeons&Dragons, Pokemony to największe nieszczęście. Podobno, bo o ile Potwór po oglądaniu rzeczywiście trochę bardziej rozrabia, to innych negatywnych skutków na razie nie dostrzeżono. Do tego Tata Potwora, który nie za bardzo kocha “chińskie bajki”, zaczął się doszkalać i już wiem z grubsza co to są te Pokemony. Zresztą Potworowi strasznie imponuje, że wie więcej od taty i może się tą wiedzą podzielić. Sprawia mu to dużą radość i motywuje do działania. Jak można mu tego zabronić?

pokemony

Oczywiście chwilami Tata Potwora ma dość tego, że wszędzie są Pokemony. Tyle szczęścia, że posiada telefon z systemem operacyjnym, na który nie opracowano wersji najnowszej gry. Wtedy trzeba byłoby biegać po krzakach, wykrotach i innych cmentarzach (ha! Jednak jest ten okultyzm i czarna magia) w poszukiwaniu rzadkich stworów. Wystarczy, że Tata Potwora lata czasem po dziwnych miejscach szukając geoskrytek.

Co ciekawe, Potwór ogląda Pokemony na Netflixie, gdzie dostępne jest tylko kilka serii. Część jest tylko po angielsku i z polskimi napisami. Mimo, że lecą dość szybko, to Potwór jest w stanie przeczytać je wszystkie. Do tego śpiewa polską wersję piosenki tytułowej do angielskiego podkładu, co jest jeszcze bardziej niesamowite. Za to Tata Potwora w swej wrodzonej złośliwości postanowił namieszać dziecku w głowie i chodzi nucąc “Pokemon! To ukryta moc”, czyli łącząc Pokemony z Transformerami. Mama Potwora zgrzyta zębami, ale nic nie mówi. Jest fajnie. Tylko czy Transformery nie są czasem okultystyczne?

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Gwiezdne Wojny

Gwiezdne Wojny

Tata Potwora się złamał i pozwolił Potworowi obejrzeć Gwiezdne Wojny. Długo dojrzewał do tej decyzji, ale argumentem, który przeważył szalę była chęć obejrzenia z dzieckiem Rebeliantów. Rodziciel stwierdził, że bez znajomości trylogii (jest tylko jedna trylogia!) ani rusz i młodzian musi swoje wycierpieć i rzeczoną ramotę obejrzeć. W domu znajduje się wersja odświeżona, z poprawionymi efektami specjalnymi i taką właśnie Nową Nadzieję obejrzał Potwór. Tata Potwora był przygotowany na całą litanię pytań, ale padło ich w sumie tylko pięć, bo młody zna kanon Gwiezdnych Wojen lepiej niż rodziciel. Głównie dlatego, że czyta wszystkie znoszone do domu encyklopedie, albumy i książki o tej tematyce. A tego ostatnio pojawiło się sporo. Dlatego na pytanie ojca:

– A wiesz co to za planeta?

Odpowiedział z wyrzutem:

– Tata, bo przecież, że Tatooine.

 

Cały film Potwór przesiedział grzecznie, chłonąc jak gąbka. Tata Potwora załamywał się patrząc, jak bardzo zestarzała się ta produkcja. Może nie w sferze efektów specjalnych, bo te są ciągle imponujące (zwłaszcza te praktyczne), ale w sferze prowadzenia narracji i dynamiki opowieści. A już najbardziej wkurzał go Obi-Wan Kenobi. Wielki mistrz Jedi, który w pierwszym swoim wejściu prawie wywija orła na kamieniach idąc jak epileptyczna kaczka, a w czasie pojedynku z Vaderem robi obrót wokół osi pionowej odsłaniając plecy. To, że Vader go nie ciachnął, to chyba tylko dlatego, że był w ciężkim szoku i zastanawiał się, co stary mistrz odtatooinia. Niemniej miło było popatrzeć na młodego Forda, Hamilla i przede wszystkim Carrie Fisher. A potem nadszedł koniec filmu i oburzony Potwór zadał najważniejsze pytanie w dziejach:

– A dlaczego Chewbacca nie dostał medalu?

No właśnie! Dlaczego?!

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Ser i dużo jabłek w życiu

Potwór potrafi zaskoczyć. Tacie Potwora wydawało się, że dziecię jest już na tyle duże, że ma za sobą numery, które wprawiają w stupor. Wydawało się tak przez jakiś tydzień, a potem młody pokazał znów coś niezwykłego. I tak mniej więcej raz na tydzień, żeby nie było za nudno i aby podtrzymać przepływ adrenaliny w ojcowskich żyłach.

Ser i dużo jabłek w życiu

Na szczęście Potwór nie ma w planach podboju świata. Jeszcze. Nie skacze też z dachów, nie kradnie i nie bije kolegów. Nie dręczy też kotów. Za to czyta encyklopedie, słowniki wyrazów obcych i bliskoznacznych. Potem chodzi po domu i zadaje dziwne pytania co to jest ambiwalencja albo eudajmonizm. Tata Potwora erudytą specjalnym nie jest i po każdym takim pytaniu ma problem. O ile jeszcze ambiwalencję jakoś potrafi wyjaśnić, to już w głębszej gęstwinie językowej gubi się z kretesem i woła rozpaczliwie o pomoc. Czasem też odsyła dziecko do innych słowników i encyklopedii. Niech się Potwór uczy korzystać ze źródeł.

Trudne pytania to jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Otóż okazuje się, że Potwór również tworzy nowe słowa, języki oraz ma swoją wymyśloną planetę. Na niej nie wszystko jest tym czym się wydaje, a wiele rzeczy zmienia się co chwila. Dlatego Tata Potwora nie jest specjalnie zaskoczony, gdy znajduje dziwne napisy na tablicy, albo przyklejone do lustra. Podobnie rzecz się ma z Mamą Potwora. Są jednak chwile, gdy zaskoczenie jest zbyt duże. Ostatnio Mama Potwora usiadła przy swoim biurku i zamarła.

– Czemu na moim biurku jest napisane ser i dużo jabłek w życiu? – zapytała słabo

Potwór spojrzał na rodzicielkę z politowaniem.

– Robiłem listę zakupów, a potem mi powiedziałaś, że jest dzień jeża i mamy napisać dla niego życzenia. To po prostu napisałem obok.

Proste, prawda?

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

LEGO Doctor Who – recenzja pięknego zestawu

Pamiętam swoje pierwsze zetknięcie z serią Doctor Who. To było jak porażenie prądem. Szok i niedowierzanie, że można zrobić serial science-fiction z takim dystansem, a jednocześnie włożyć w niego tak wiele emocji. Od tego czasu regularnie oglądałem kolejne odcinki. A gdy w programie LEGO Ideas pojawiły się projekty związane z serialem, dzielnie dodawałem im głosów. W końcu marzenie zostało spełnione. LEGO wyprodukowało zestaw Doctor Who.

Niezwykły projekt

Projekt, który został wybrany do masowej produkcji powstał w wyobraźni wieloletniego fana Andrew Clarka. Szybko zebrał wymagane 10 tysięcy głosów i po pewnych przeróbkach doczekał się oficjalnej premiery.

Zasadniczy pomysł związany jest z niezwykłą właściwością pojazdu, jakim porusza się tytułowy Doktor. TARDIS (Time And Relative Dimensions in Space) wygląda z zewnątrz jak telefoniczna budka policyjna. Można je było spotkać na ulicach w Wielkiej Brytanii w latach 60. XX wieku, czyli wtedy, gdy debiutował serial. Wygląd TARDIS to oczywiście maskowanie, bowiem w jej wnętrzu kryją się technologie nie z tego świata, pozwalające na podróże w czasie i przestrzeni. Pojazd jest większy w środku, co niezmiennie dziwi wszystkich ludzkich towarzyszy Doktora.

Zestaw LEGO Doctor Who odtwarza tę niezwykłą właściwość TARDIS w interesujący sposób. Możemy albo złożyć budkę telefoniczną, albo otworzyć jej część, niejako oglądając ją od środka. Znajdziemy tam mechanizm sterujący odpowiadający ostatnim zmianom scenografii serii, schody, przełączniki i ekrany. Jest tu mnóstwo smaczków i jedyne czego brakuje, to dźwiękowy klocek, który odtwarzałby charakterystyczny dźwięk silnika TARDIS.

Cztery minifigurki +

W zestawie znajdziemy cztery minifigurki. Przedstawiają one odpowiedniki jedenastego i dwunastego Doktora. Grali ich odpowiednio Matt Smith i Pete Capaldi. Obie wersje Doktora można wyposażyć w soniczny śrubokręt – charakterystyczne narzędzie bohatera. Głowa jedenastego Doktora ma dwie wersje nadruku, a dwunasty tylko jednego. Do tego postać Matta Smitha można wyposażyć w fez, w którym występował w części odcinków.

Kolejne dwie postaci to Clara Oswald (w serialu grana przez Jennę Coleman) oraz Płaczący Anioł. Clara to towarzyszka Doktora, która pomaga mu w zmaganiach z przeciwnościami losu. Jej model wyposażono w dwie wersje twarzy. Podobnie rzecz ma się z figurką Anioła. To jeden z najgroźniejszych przeciwników Doktora, który pojawił się w słynnym odcinku „Blink”. Te monstra poruszają się tylko wtedy, gdy się ich nie widzi, np. podczas mrugania oczami.

W zestawie są jeszcze dwie postaci. Co prawda nie są to minifigurki, ale wielkościowo im odpowiadają. To słynni Dalekowie, najstraszliwsi wrogowie Doktora, którzy doprowadzili do zniszczenia całej jego rasy – Władców Czasu. Choć wyglądają jak skrzyżowanie odkurzacza ze szczotką do przepychania toalet, to potrafią wywołać przerażenie. Głównie za sprawą zniekształconego, metalicznego głosu.

Budowa

Nie było lekko. Model składa się z 500 klocków, co nie wydaje się jakąś astronomiczną liczbą, ale wymaga dużej uwagi. Jest tu mnóstwo niewielkich klocków, a kilka kroków w montażu zmusza do precyzji, aby nie musieć cofać się w celu poprawek. Fantastyczne jest to, że wszystkie elementy zawierające grafiki są nadrukami. Nie ma tu żadnych naklejek. To cecha charakterystyczna modeli z serii Ideas, którą bardzo sobie chwalę. Dzięki temu znajduje się tu kilka unikatowych klocków, których nie znajdziemy nigdzie indziej (soniczne śrubokręty, drzwi, ekrany czy tabliczka na drzwiach budki).

Doskonałym pomysłem jest podzielenie budowania TARDIS na dwa etapy. Najpierw konstruujemy wnętrze modelu, po czym następuje przerwa na skonstruowanie Daleków. Wydawać by się mogło, że od tego momentu będzie z górki, bo przecież budka jest stosunkowo niewielka. Nic bardziej mylnego. Jest tu mnóstwo elementów, tworzących skomplikowaną i bardzo sprytnie zaprojektowaną konstrukcję. Wymaga ona sporo uwagi, ale po ukończeniu jest naprawdę imponująca. Co ciekawe, gdy jest zamknięta, mieści się tam jeden ludzik LEGO.

LEGO Doctor Who Tardis

Podczas budowy spotkałem się z wyjątkową sytuacją. Jestem przyzwyczajony, że w zestawach LEGO zawsze znajdują się zapasowe drobne klocki. Jednak tutaj zostałem w dwoma belkami 2×4. Przekopałem całą instrukcję sądząc, że pominąłem coś w montażu, ale okazało się, że nie. Interesujące.

Wrażenia

To była na pewno wymagająca budowa. Pomyliłem się co najmniej raz, przez co musiałem cofać się o kilka kroków. Jednak satysfakcja i wygląd gotowego modelu były warte wysiłku. Figurki i Dalekowie wyglądają fantastycznie. Budka i patent z jej otwieraniem i zamykaniem, to kolejny majstersztyk. Nic się nie rozpada, całość trzyma się sztywno i świetnie prezentuje na półce w każdej postaci.

To jeden z czterech modeli serii Ideas, które mam w swojej kolekcji. Stojąc obok Exo Suit, DeLoreana i Ghostbusters robi świetne wrażenie. To wspaniałe, że mogłem go dołączyć do zbioru, zwłaszcza, że LEGO wycofało go już ze swojego sklepu internetowego.

Jeżeli jesteście fanami Doktora Who, to nie powinniście się namyślać, tylko czym prędzej nabyć ten model, zanim jego cena stanie się astronomiczna. Zdecydowanie warto.

Dziękuję firmie LEGO za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

 

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Page 1 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén