Tata Potwora

Blog szalonego taty

Month: Styczeń 2016 (Page 1 of 2)

Urlop

Nadchodzi taka chwila w życiu każdego człowieka, że chce wziąć urlop. Najlepiej natychmiast i taki od wszystkiego, w tym od dziecka. Taki odpoczynek jest niezwykle ważny dla ludzkiej psychiki. Pozwala odreagować stresy, zatrzymać się na chwilę i posłuchać co w człowieku piszczy. Nie bez powodu hasło “a może by tak rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady” jest tak niezwykle popularne. Tata Potwora miał do tej pory dwa takie urlopy. Pierwszy w 2012 r., gdy w napadzie radosnego optymizmu zrealizował odkładaną od ponad dekady wyprawę do Norwegii. Dwa tygodnie samotności zaoowocowały szeregiem niesamowitych przemyśleń i utwierdziły Tatę Potwora w przekonaniu, że uwielbia góry. Drugi epizod urlopowy miał miejsce w 2015 r., gdy Mama Potwora zabrała Potwora do Babci Potwora. Niestety w drugim przypadku zbiegło się to z różnymi nieprzyjemnymi wydarzeniami, więc odpoczynek szlag trafił. Mama Potwora z kolei miała swoją podróż twórczą, gdy wybrała się na kilka dni do Paryża zbierać materiał do drugiej książki. Można więc uznać, że panuje tu pewna dysproporcja i że teraz jest jej kolej na wyjazd.

urlop

Odkąd pojawił się Potwór urlop siłą rzeczy spędzany jest raczej stadnie. Poza opisanymi powyżej pojedynczymi przypadkami, rodzina przemieszcza się w komplecie. Mama i Tata Potwora nie bardzo mają komu podrzucić potomka na dłużej (albo daleko, albo zaświatowo). W rezultacie nawet możliwość wspólnego wypadu do kina jest dla nich świętem. Nie znaczy to, że nie chcą spędzać czasu z Potworem. Chcą, ale im też należy się czasem urlop od rodzicielstwa. Tata Potwora wypracował sobie jeszcze jeden sposób na walkę o poczytalność. Raz na jakiś czas bierze jeden dzień urlopu w pracy i jedzie w Tatry. Taki jeden dzień ganiania po Czerwonych Wierchach czy Orlej Perci potrafi naładować mu akumulatory na kilka kolejnych tygodni. Potwór siłą rzeczy orientuje się, że istnieje takie zjawisko jak ulop. Jednak do niedawna Tata Potwora nie miał pojęcia, jak dobrze potomek pojmuje jego istotę. Wieczorem przytargał kilka kartek papieru. Rozłożył je na podłodze, zaczął po nich z zapałem kreślić i stawiać pieczątki.

– Co robisz synku?

– Wypełniam dokumenty za moich dwóch pracowników, którzy wzięli sobie urlop do 1 lutego.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Fistaszki – wzorcowy przykład bajki dla dzieci

Czas na kolejną recenzję bajek oglądanych przez Potwora. Po strasznym Dobrym Dinozaurze przyszedł czas na Fistaszki. Po niemiłych doświadczeniach związanych z ostatnim dziełem Pixara, szedłem do kina z pewnymi obawami. Na szczęście okazało się, że były one bezpodstawne, bo bajka spełniła wszystkie kryteria dobrej opowieści dla dzieci. Podobnie jak słynny komiksowy pierwowzór, który był tworzony przez 50 lat, skupia się na pokazaniu losów poczciwego Charliego Browna. Mały chłopiec, który bardzo stara się być w czymś dobry, a strasznie mu to nie wychodzi od początku budzi sympatię. Jednak z punktu widzenia Potwora najlepszym bohaterem filmu był piesek Snoopy oraz mały ptaszek Woodstock.

Historia toczy się dwutorowo przedstawiając podchody Charliego do nowej dziewczynki w klasie oraz przygody Snoopiego, który tworzy powieść o losach dzielnego psa, asa lotnictwa z czasów I wojny światowej, latającego na budzie. To oczywiście przeniesione z komiksów najważniejsze wątki, ale podano je w prostej, skondensowanej formie. Do tego animacja utrzymana jest w stylu opowieści obrazkowych z dodatkiem nowoczesnej technologii w tle. Dzięki częstemu przeskakiwaniu między wątkami bajka nie nuży młodego widza. Sama treść jest równie dobra. Bajka jest mądra i niesie ważne dla malucha wartości – ważna jest uczciwość, wiara we własne siły i wewnętrzna dobroć. Można powiedzieć, że bajka jest chwilami wręcz cukierkowo słodka, ale naprawdę podoba się dzieciakom. Dorosłym też powinna przypaść do gustu, choć nie wetknięto tu żadnych “smaczków” tłumaczeniowych – i bardzo dobrze.

fistaszki

Potworowi najbardziej podobał się Woodstock i Snoopy. To właśnie ich przygody wywoływały najwięcej uśmiechów u młodych widzów. Generalny odbiór bajki był niesamowicie pozytywny zarówno po stronie rodzica, jak i dziecka. Powtórzę jeszcze raz – to jest mądra, dobra bajka, wręcz wzorcowy przykład tego jak powinien wyglądać film dla dzieci. Także jeśli szukacie dobrego filmu dla dzieciaków, to powinniście wybrać Fistaszki. Gwarantuję, że sami też się uśmiechniecie. Potwór potwierdza! Kupimy to natychmiast, jak tylko wyjdzie na DVD.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Wycinanki

Zaczęły się ferie. Tradycyjnie już, dni wolne od zajęć pozadomowych Potwór rozpoczął katarem. Nie przeszkadza mu to jednak w byciu bardzo aktywnym stworzeniem. A aktywne stworzenia trzeba czymś zająć, zwłaszcza, że Tacie Potwora urlop zaczyna się dopiero od środy. Owszem, są planszówki, ale po pewnym czasie nawet one zaczynają robić się nudne. Dobrze, że w niedzielę Potworniccy wybrali się na giełdę staroci nakupić przecenionych gazetek z różnorodnymi łamigłówkami. Dzięki temu przez dwa dni Potwór był zajęty rozwiązywaniem, często niełatwych, zadań. Mama Potwora widząc zapędy dziecka postanowiła dołożyć jeszcze dodatkowe zadania, połączone z nauką języka angielskiego, którą Potwór uwielbia. Przyniosła też różne kolorowanki, zagadki i wycinanki. Tych ostatnich Tata Potwora trochę się obawia, bo ilekroć widzi dziecko z nożyczkami włącza mu się w głowie taka wielka czerwona żarówa i wewnętrzny głos krzyczy “Alarm!”. Nie bardzo wiadomo, jak to wyłączyć, zwłaszcza, że Potwór jest ostrożny, gdy operuje narzędziami zbrodni. Być może ma to jakiś związek z wewnętrzną fobią Taty Potwora dotyczącą kierowania w jego stronę ostrych przedmiotów.

wycinanki

Potwór nie jest specjalnym fanem wycinanek. Muszą być naprawdę fajne, żeby skłonić go do zabawy nożyczkami. Dużo więcej frajdy sprawia mu bieganie ze spinaczem biurowym czy dziurkaczami przeróżnej maści. Całe szczęście, że nie używa tych narzędzi na wszystkim, a tylko na kartkach, które można dziurawić, zszywać, ciąć i giąć. Tata Potwora bywał już w domach, gdzie dzieci potrafiły zrobić dziury w grubych na 1000 stron encyklopediach, albo zszyć ważne dokumenty firmowe czy paszport. W takich chwilach Tata Potwora odczuwa dumę z syna. To znaczy zawsze odczuwa, ale w takich chwilach dostaje jej dodatkową porcję. Jak zatem widać Potwór jest stworzeniem rozsądnym, wiedzącym jak stosować ostre narzędzia. Dlatego Mama Potwora nie bała się zaproponować:

– A może chcesz poćwiczyć wycinanie nożyczkami? Mamy tu jakieś bałwanki, króliczki …

Jednak odpowiedź ścięła ją z nóg:

– Ni! Chcę ćwiczyć wycinanie piłą machaniczną. Wrrrrr!

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Gry planszowe

Zagospodarowanie nadmiaru dziecięcego czasu wolnego bywa czasami trudne. Milusińscy potrafią marudzić na wszystko. To się nie podoba, to za nudne, tego nie chce robić. Są zatem takie chwile, gdy wydaje się, że nie ma już ratunku i pozostaje tylko tłuc głową w ścianę, aby zapewnić dziecięciu rozrywkę. Nic to, że w pokoju liczba zabawek przekracza wszelkie dopuszczalne normy. “Nudzi mi się!”, to hasło, które zna każdy rodzic. Na szczęście z pomocą przychodzą różnorodne gry planszowe. U Potwornickich bywają wprawdzie takie chwile, gdy gry planszowe też są nudne, ale jest ich na szczęście tyle, że można zawsze coś dobrać. Ostatnimi czasy Potwór wyraźnie przestał lubić dawnych faworytów. W kąt poszły, jeżyki, koty w worku, a nawet uwielbiane kiedyś domino. Na czoło rankingu wypłynął dość nieoczekiwany faworyt, którego bestia wypatrzyła na szczycie szafy w dużym pokoju. Od pierwszej chwili Potwór zapałał do niej miłością i może grać prawie bez przerwy. Mowa tutaj o słynnym Ticket to Ride, znanym w Polsce pod tytułem “Wśiąść do pociągu”.

gry planszowe

Tego dnia trwała już czwarta rozgrywka w pociągi. Tata Potwora nerwowo liczył wagoniki i bilety, obliczając czy uda mu się poprowadzić trasę z Los Angeles do Miami przez Montreal. Tymczasem Potwór co chwila stawiał kolejne kawałki swoich tras, blokując przy okazji ruchy rodzica. Z rozgrywki na rozgrywkę robi się coraz lepszy, szuka nowych strategii i zaczyna myśleć kilka ruchów do przodu. Oczywiście gra toczy się na razie w “otwarte karty”, ale i tak Mama i Tata Potwora są pod wrażeniem umiejętności potomka. Niestety nie umie on jeszcze za dobrze radzić sobie z przegrywaniem. Jednak rodzice uznali, że nie ma przebacz i opcja “Let the Wookie win” nie wchodzi w grę. Dlatego często zdarzają się fochy, po których plansza wędruje w kąt na kilka godzin. Czasami Potwór prosi też rodziców, aby poczekali na niego z kończeniem gry. Zwykle ta prośba zostaje rozpatrzona pozytywnie. W drugą stronę jest już jednak gorzej. W ostatniej rozgrywce Tata Potwora poprosił o dodatkowy czas, na co otrzymał odpowiedź odmowną skwitowaną hasłem “Gra się żeby wygrać”.

Zostanie Ci to synu zapamiętane, oj zostanie. Tata Potwora też ma chyba prawo się obrazić, prawda?

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Marna zima tej zimy

Dziś temat trochę lżejszy, a związany z panującą za oknami aurą. Zimy ostatnimi laty są coraz słabsze. To tylko kolejny dowód na tezę, że za młodości Taty Potwora wszystko było lepsze. Patrząc wstecz ma wrażanie, że położona pod blokiem górka była okupowana już tak od połowy listopada do późnych dni lutego. Oczywiście, gdyby sprawdzić to z rzeczywistymi raportami pogodowymi, mogłoby się okazać, że tych śnieżnych dni wcale nie było tak dużo. Nie zmienia to faktu, że Tacie Potwora wydaje się, że zima trwała i trwała. I było to bardzo fajne, bo można było całe popołudnia spędzać szalejąc na sankach. Zwłaszcza, że Tata Potwora miał takie zbudowane osobiście przez Wujka-Dziadka. I były to najszybsze sanki na całym osiedlu. Jak Tata Potwora mknął z górki, to nie było na niego mocnych. Regularnie wygrywał też nieformalne konkursy na najdalszy przejazd, zostawiając konkurencję daleko w tyle. Niestety sanki nie przetrwały do naszych czasów, po tym jak po szczególnie dalekim wyskoku ze śnieżnej skoczni nadmierna liczba kilogramów Taty Potwora, spotęgowana działaniem podstępnej grawiatacji, połamała wszystkie deseczki i wygięła groteskowo jedną z płóz. Ale co się człowiek najeździł to jego. Za to Potwór nie bardzo ma okazję skorzystać z zimy. Rok temu było jej raptem kilka dni, a tym razem też nie za wiele. A przecież możliwość szaleństwa z sankami i na śniegu, to jedne z najfajniejszych chwil dzieciństwa. Wystarczy chwilę poobserwować ile radości sprawia dzieciakom ganianie po górce, wywrotki i szalone zjazdy, aby uśmiech zagościł na twarzy każdego – no może nie każdego.

zima

Spadł śnieg. Niewiele, ale spadł. Wyglądało na to, że w końcu przyszła zima. Potwór został zapakowany w rozbudowany strój antyśniegowy i wyciągnięty na sanki. Tata Potwora z przyjemnością zmienił się w konia pociągowego i zawiózł potomka w pobliże osiedlowej górki. A ta była znów oblężona i taka trochę mało pokryta śniegiem. Spomiędzy kęp trawy wyglądały nieśmiało placki zlodowaciałego śniegu, po którym pędziły różnorodne pojazdy. Tata Potwora pomyślał, że z tej jazdy, to raczej nic nie będzie, ale zdecydowanie się pomylił. Potworniccy wdrapali się na górkę. O dziwo Potwór zgodził się na propozycję, by spróbować zjechać samemu. Co więcej, zaczął się uczyć sterować i co chwila dokonywał kolejnego zjadu. Uśmiech nie schodził mu z twarzy, a i zdrowo na niej pokraśniał. W przerwach obserwowania wyczynów potomka, Tata Potwora obserwował innych rodziców. Na szczególną uwagę zasługiwały mamy, które postanowiły wchodzić na zalodzoną górkę w kozaczkach na wysokim obcasie. W podziw wprawiła Tatę jedna z mam, która w takich właśnie butach popędziła w dół zbocza, aby ratować córkę po przewrotce. Przynajmniej 3/4 górki oczekiwało spektakularnej katastrofy. Niestety, a może na szczęście, do niej nie doszło. Za to podczas kolejnego zjadu potężną kraksę zaliczył Potwór. Tata Potwora nie popędził jednak na ratunek tylko popatrzył, co czyni potomek. Ten wstał, otrzepał się i z uśmiechem jak księżyc zawołał na pełen regulator:

– Ale się fajnie wywaliłem!

No i czego jeszcze dziecku potrzeba do szczęścia? Więcej zimy prosimy!

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Page 1 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén