Tata Potwora

Blog szalonego taty

Month: Czerwiec 2016 (Page 1 of 2)

Poezja

Tata Potwora jest wielkim miłośnikiem poezji. Tak wielkim, że dostaje szału ilekroć ma z nią styczność. Rozbiór logiczny wiersza w szkole traktował niczym spacer po polu minowym i tak mu już pozostało. Jedyne wiersze, które jest w stanie tolerować, to te dla dzieci, a i rzeczone w ograniczonym zakresie. Do skrajnej rozpaczy doprowadzają go też haiku i inne wynalazki. Uważa, że tak jak Kartagina powinna zostać zburzona (jak mawiał Kato Starszy), tak poezja powinna być tępiona. Niestety jest w swej opinii odosobniony, bowiem ludzie uwielbiają, jak się coś ze soba rymuje. Pochodząc z Częstochowy, Tata Potwora wie wszystko o marnych rymach i ich pochodzeniu. Niestety życie nie jest usłane różami, jest za to mocno wyściełane poezją i rymowankami. Z wiadomych względów Potwór bardzo lubi wszelkie rymowane treści. Wiadomo, że łatwiej się ich nauczyć i zapamiętać. Czytanie bajek i słuchanie piosenek jest dla młodego bardzo ważne, dlatego Tata Potwora zagryza często zęby i dzielnie stawia czoła atakom zła.

poezja

Jedną z największych obaw Taty Potwora jest to, że syn, na którymś etapie życie, postanowi zostać osobą kreatywną. Zacznie tworzyć muzykę, malarstwo (na to się nie zanosi), rzeźbę czy nie daj Cthulhu pisarstwo lub poezję. Wystarczy już dwoje intelektualistów w rodzinie. Potwór mógłby mieć jakąś pracę nie wymagającą wyobraźni – mógłby zostać prawnikiem, albo wielkim miłośnikiem sportu. Wszystko, byle nie kreatwyność i związane z nią bóle i rozterki. Naprawdę trudno jest oczekiwać, że te marzenia Taty Potwora się udadzą, ale warto pielęgnować nadzieję. Niestety wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że Potwór będzie jednak twórczy. Pewnego wieczora, gdy zasypiał już w swoim łóżku, zaspanym głosikiem obwieścił, że wymyślił wiersz. Pełen obaw Tata zapytał jaki.

– Były sobie dwa lemury – tu nastąpiła długa pauza – Jeden biały, drugi bury. – dokończył zadowolony Potwór, po czym zasnął snem sprawiedliwego.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Uniwersalna dieta Taty Potwora

Nic tak się nie klika z internecie jak dieta. Żarcie w każdej postaci powoduje, że ludzie dostają szału i w amoku pędzą kupować kolejne produkty, które uzdrowią ich z wszelkich dolegliwości i spowodują wzrost sił witalnych. Tata Potwora przeżył już różne eksperymenty kulinarne związane z odrzucaniem glutenu, jajek, pszenicy, mięsa czy czego tam jeszcze. Zasadniczo nie był chyba jeszcze na diecie tekturowej, choć były chwile, gdy wydawało się, że również to go czeka. Na całe szczęście Potwór nie jest na nic uczulony i może zjadać to, na co ma ochotę. Mama i Tata Potwora, ze szczególnym wskazaniem na Mamę, starają się dostarczać dziecku zdrowe wzorce jedzeniowe i dbać o to, aby nie jadł byle czego. Z kolei Tata Potwora stwierdził w którymś momencie, że ma dość diet wszelakich i żywi się zasadniczo tym, co wpadnie mu w rękę i wtedy, gdy ma ochotę. Efekty są wspaniałe. Ciało Taty Potwora zmierza do ideału – czyli kuli. Jak zatem wygląda uniwersalna dieta Taty Potwora?

dieta

Poranek rozpoczyna szklanka wody, po której nadchodzi czas na regeneracyjny spacer na autobus, doprawiony skromną dawką wkurzenia na ludzkość. W pracy przychodzi czas na kawę z mlekiem 2-procentowo-tłustym. W ciągu dnia jakieś ciasteczko lub batonik. Celem uzupełnienie witamin musująca tabletka rozpuszczona w wodzie. Wszystko popijane gazowaną wodą niemoralną. Kolejna dawka nienawiści do ludzkości serwowana jest w trakcie przejazdu tramwajem z przesiadką w największym bałaganie w mieście. Potem jakiś obiad w domu, a wieczorem, jak Cthulhu da, to lekkie piwo lub dwa. Dieta cud. Tata Potwora poleca wszystkim. Utrzymuje poziom wkurzenia na granicy wrzenia przez 12 godzin. Nie ma lepszego sposobu, aby wzbogacić dzienne doznania. Na szczęście Potwór przestrzega zdrowszej diety niż Tata, który nie zamierza nic zmieniać, bo nie ma na to ani czasu, ani specjalnych chęci.

W kolejnym odcinku kulinarnych porad Taty Potwora: “Draże – małe kulki szczęścia”, “Paluszki serowe – dlaczego nie należy popijać piwem”, “Sałatka – pleśń też jest zielona” oraz “Piwo – twój jedyny przyjaciel na tym łez padole”.

PS Wpis o charakterze autoironicznym. Nie brać na poważnie.

 

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Zabawa w rekina

Jakiś czas temu pisałem o tajemniczej zabawie w rekina. Nie wiem czy rzeczona rozrywka trafiła na wszystkie bawialnie w Polsce, ale na pewno grasuje po osiedlowych placach w okolicach Potwornickich. Zabawa ta jest lubiana przez praktycznie wszystkie dzieci, a nawet młodzież. Co prawda ta ostatnia woli raczej siedzieć na drabinkach i grać w Minecrafta na tabletach i telefonach, albo opowiadać ile to kasy wydała na dodatki do LoL-a czy innego pochłaniacza czasu.

zabawa w rekina

Po raz pierwszy ten zwyczaj zaobserwowałem już jakiś rok temu. Potwór był wtedy raczej biernym uczestnikiem rekinienia. Zasady zabawy są zmienne, choć podstawa pozostaje raczej stała. Jedno z dzieci jest rekinem. W tej roli może występować też naiwny rodzic, który nieopatrznie da się w tę zabawę wciągnąć. Zły rekin buszuje dokoła drabinek i zjeżdżalni, na których gromadzą się uczestnicy rozgrywek. Zebata ryba nie ma wstępu na wyższe poziomy i musi dosięgnąć płetwami kogoś, kto zostanie wtedy jego następcą. Czasem następuje powódź i wtedy rekin może wejść wyżej i polować na ofiary również tam. Pojawiają się też opcje ułatwiające, jak “a ja mam teraz stopa i nie można mnie zjeśc”, albo granat, który odpędza zwierzę. W zasadzie nie ma tygodnia, aby nie pojawiła się jakaś nowa opcja zabawy w rekina. Jest bardzo lubiana przez dzieci i chyba jako jedyna łączy różne pokolenia. Ewoluuje dość naturalnie i raczej nie prowadzi do większych obrażeń cielesnych.

W tym miejscu warto przypomnieć Potworowe przemyślenia dotyczące miłości i rekinów. Wydaje się, że zabawa w rekina jest dość mocno połączona z amorami.

  • Jak się nie bawi w berka rekina, to ucieka przed tym w kim jest zakochany. Np. kolega uciekał przed jedną dziewczynką.

A po czym poznać, że koleżanka zakochała się w Potworze?

  • Jak była rekinem to cały czas ganiała z taką miną (tu robi minę). I mnie prawie pocałowała.
Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Gdzie jest Dorsz… znaczy, gdzie jest Dory?

Potworniccy wybrali się na przedpremierowy pokaz “Gdzie jest Dory?”. Potwór pokuśtykał do auta, a potem do kina na kulach, bo nie wolno mu jeszcze obciążać nogi. Przed kinem Tata Potwora stoczył bój słowny z kierowcą autokaru, który zaparkował na parkingu dla osobówek i miał pretensje, że to pojazd Potwornickich niby blokuje. Zamilkł dopiero na widok kuśtykającego młodego. A potem było już tylko przyjemnie. Przed filmem, jak zawsze u Pixara, była krótkometrażówka “Pisklak”. Pierwsze pytanie młodego brzmiało “Tato, ale to jest Disney, czy to znaczy, że ktoś tu umrze?”. Na szczęście nikt nie umarł, a bajeczka jest słodka do przesady i jednocześnie przepiękna. Już dla niej samej warto pójść na seans.

Gdzie jest Dory

Jak przystało na kontynuację, “Gdzie jest Dory?” korzysta z utartych schematów i rzuca znanych bohaterów w wir przygody. Jednak w przeciwieństwie do “Gdzie jest Nemo?” nie ma tutaj żadnej niepewności, nie ma nagłych zwrotów akcji, ani (z jednym wyjątkiem) zagrożeń dla Dory i spółki. Najlepsze chwile w filmie, to te, gdzie występuje pan ośmiornica, a raczej siedmiornica. Jest wtedy zabawnie i interesująco. W pozostałych sekwencjach powiewa trochę nudą.

Uwaga spoiler! O dziwo nikt w tym filmie nie ginie, a wszystko kończy się dobrze. To spory plus dla rodziców młodszych dzieci, bo można uniknąć szlochów rozpaczy i długiego tłumaczenia dlaczego ktoś zjadł kogoś innego. Jest to też całkiem mądra opowieść o przyjaźni, sile rodziny i tym, że nie należy się poddawać w drodze do celu. Wszystko to w otoczeniu przepięknej animacji i przyjemnej, choć nie zapadającej w pamięć ścieżki dźwiękowej. Towarzyszy temu pięknie zrobiony dubbing z doskonałym, najśmieszniejszym w całym filmie elementem, który zrozumieją tylko Polacy. Czapki z głów!

“Gdzie jest Dory?” podobało się Potworowi. Najbardziej oczywiście ośmiornica i biały wieloryb, “który tak wszystko śmiesznie przewidywał”. Tatę Potwora chwilami trochę znudziło, ale przynajmniej nie było tutaj traumy, jak w “Dobrym Dinozaurze”. To bezpieczny film dla całej rodziny.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Gdy dziecko choruje tata szaleje z nerwów

Nie wiem czy też tak macie, że jak wasze dziecko choruje, to wpadacie w jakiś amok. Nie mówię tutaj o zwykłym katarze czy obtłuczonym kolanie, ale o jakimś poważniejszym schorzeniu, które pojawiło się nagle i ścięło was z nóg. Tata Potwora hipochondrykiem raczej nie jest, skutecznie ignorując sygnały własnego organizmu oraz upomnienia ze strony bliskich, że może by coś tam zbadał czy podleczył. Ale gdy przychodzi do zdrowia Potwora włącza się jakiś śmieszny mechanizm. Gdy młody zaczyna kaszleć i kichać, w głowie taty pojawiają się wizje z katastroficznych filmów o epidemiach groźnych wirusów, a także przed oczami miga tabelka na temat śmiertelności ostatniej pandemii eboli. Oczyma wyobraźni widać też groźne bakterie, sepsę, pneumocośtamcośtamzkoki i inne dobra. Racjonalny z pozoru człek zmienia się w chodzącą bombę z bardzo krótkim lontem. Detonuje go wszystko, warczy na otoczenie i zaczyna rozglądać się za kimś do bicia. Tata Potwora przeżył takie chwile, gdy w niedzielę wieczorem Potwór zaczął wyć z powodu bólu nogi.

dziecko choruje
Potwór krzyczał, że wszystko go boli, że umrze, że nie chce jechać do lekarza i generalnie nakręcił się w panice. Tata Potwora nakręcił się jeszcze bardziej, przed oczami miał wizję odpiłowanej nogi, gangreny i czegoś tam jeszcze. Spanikowany wiózł potomka na SOR, gdzie oczywiście trzeba było swoje odczekać. Za to Mama Potwora prezentowała daleko idący spokój. Na miejscu wszystko było nawet ok, do chwili, gdy Potworowi musiano pobrać krew. Ledwo udało mu się zasnąć, a już go budzą i dźgają w paluch, czego serdecznie nienawidzi. Na usg i rentgenie było już lepiej, ale młody był mocno zmordowany i miał wszystkiego dość. Tata Potwora widział piły, tasaki, krew i flaki. A potem okazało się, że to zapalenie stawu biodrowego, że nie ma żadnych bakteriologicznych zagrożeń i generalnie jest to uleczalne. Pod jednym warunkiem, Potwór przynajmniej przez tydzień nie może chodzić. Uspokojeni odrobinę Potworniccy wrócili do domu, gdzie dziecko padło. A Tata Potwora jeździł na adrenalinie jeszcze przez godzinę i czytał książki. Oraz myślał o tym, jak skłonić dziecko do leżenia przez tydzień. To jest raczej awykonalne.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Page 1 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén