Tata Potwora

Blog szalonego taty

Category: Życie codzienne (Page 1 of 31)

Matematyka superbohaterów

Młody uwielbia superbohaterów. Co prawda, zna ich tylko z gier i wersji LEGO, bo na czytanie komiksów tego typu jest jeszcze za mały. Jednak doskonale orientuje się w ich hierarchiach, zwyczajach i mocach. Wydaje się, że zna superbohaterów lepiej niż ja, a przecież przez lata zbierałem komiksy, oglądałem filmy i gromadziłem na ich temat informacje. Z wiekiem, trochę z tego wyrosłem, ale niestety nie do końca.

Superbohaterowie

Pisałem już kilka razy o tym, że nie podoba mi się to, że młody wyrasta na geeka czy też nerda. Z jednej strony to fajnie, że potrafi gromadzić wiedzę z wielu źródeł, z drugiej prawdopodobnie okaże mu się nieprzydatna w prawdziwym życiu. W efekcie zamiast skupić się na zdobyciu sensownego zawodu, zajmie się, jak ja, grami rpg, albo czymś równie czasochłonnym i nieprzynoszącym wymiernych korzyści.

Istnieje wszakże możliwość, że upodobanie do superbohaterów mu się opłaci. Jest sporo firm, które szukają ludzi obeznanych z danym uniwersum, aby pilnowały spójności kolejnych komiksów, książek, filmów i seriali. Ale szansa na to, że trafi mu się akurat taka fucha jest nikła. Prędzej po prostu zrobi sobie z głowy śmietnik i zamiast tabel statystycznych będzie wiedział, w którym roku Batman przestał nosić majtki na spodniach.

Martwię się, że już trochę za późno, aby skierować młodego na dobrą drogę. Może, gdyby wywalić z domu całą fantastykę, komiksy, gierki i inne rozpraszacze, to udałoby się osiągnąć ten cel. Ale to oczywiście nie nastąpi, co zapewne jest potężnym rodzicielskim błędem.

Tymczasem młody chłonie popkulturę. Ostatnio podsłuchaliśmy, że stworzył matematykę superbohaterów. Siedząc w łazience mruczał pod nosem:

– Spiderman podzielone przez Iron Man równa się 60.

A chwilę później:

– Hulk dodać Abomination równa się bitwa.

Obawiam się, że nie ma już dla niego ratunku.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Imieniny mieć w dzień kota?

Pamiętam, jak mój tata, wyrażał oburzenie, że jego ukochany wnuk obchodzi imieniny w dzień kota. “Jak to w dzień kota?”, “Co to jest dzień kota?”, “Nie może mieć w jakiś inny dzień?”. Oczywiście całe to oburzenie było mocno na wyrost, bo dziadek młodego zwierzęta nawet lubił. I to nie koniecznie w formie mocno wysmażonego steku. Pamiętam, jak zawsze odgrażał się, że nie lubi kotów, ale jak tylko myślał, że nikt nie widzi to podkładał naszym kotom smaczne kąski do miseczki mówiąc “Macie tu wreszcie coś dobrego”. Także pewnie z czasem zaakceptowałby również dzień kota w imieniny wnuka.

dzień kota

Generalnie z imieninami młodego jest śmiesznie. Mama Potwora twierdzi, że obchodzenie imienin jest niepotrzebne. Z kolei u Taty Potwora były one obchodzone chyba huczniej niż urodziny. Trudno tu zatem o wypracowanie płaszczyzny porozumienia. Do tej pory imienin Potwora raczej nie obchodziliśmy, ale nadszedł ten moment, gdy trzeba było jednak to uczynić. Oczywiście jest to raczej skromna uroczystość – jakiś drobny prezent czy kilka słodyczy ponad dzienny limit dwóch.

Młody generalnie zapomina, że istnieje coś takiego, jak imieniny. Bardziej pamięta, że jest dzień kota. A z kotami to mu się różnie u nas układa. Obie koty są już wiekowe i mają swoje humory i zwyczaje. Zazwyczaj najpierw zabijają ofiarę, a potem zadają pytania, więc trzeba do nich podchodzić ostrożnie. Młody nauczył się tego dość szybko, ale czasem jeszcze wpada w konflikt ze zwierzyną. Zwłaszcza wtedy, gdy futrzaki zachowują się jak stado słoni i przewracają wszystko na półkach z LEGO. Wtedy jest niewesoło, bo są wyganiane z pokoju wrzaskiem i tupotem. O dziwo, uciekają. Są też chwile przyjaźni, gdy dają się pogłaskać, a nawet same podchodzą, żeby się trochę spoufalić.

Podobnie było dziś rano, gdy starsza kota łaskawie dała się podrapać młodemu za uchem. W końcu ma imieniny. Niech mu będzie. Ciekawe czy do wieczora uda się im utrzymać ten przyjazny nastrój. Jakoś w to wątpię.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

5 powodów, dla których nie warto być tatą

Niedawno przedstawiłem wam pięć powodów, dla których warto być tatą. Dziś czas na listę przeciwną. Z niej to dowiecie się, dlaczego całe to ojcostwo lepiej sobie darować i omijać z daleka wszystkie dzieci, a najlepiej i potencjalne kandydatki na żony i matki.

Będziesz spać jak ten kot. Wszędzie!

Powód pierwszy – pieluchy

Po narodzinach dziecka poznasz uroki pełnej pieluchy. Niewiele jest rzeczy bardziej obrzydliwych niż konieczność zmiany wypełnionej po brzegi i wyciekającej bokami pieluchy. Jeden cykl pieluchowy to, jak wyliczył mój zdesperowany kolega, około 4000 tysięcy wonnych bomb. Skutecznie wyeliminują cię z grona wytrawnych piwoszy czy winiarzy, bo swoje kursy kiperskie czy degustacyjne będziesz mógł wyrzucić do kosza.

Twój nos na co najmniej dwa lata jest wyłączony z użycia i przestaje rejestrować normalne zapachy. Za to na kilka metrów wyczujesz czy potomstwo zafundowało “kaka” czy “pipi”. W drugim roku po samej woni będziesz w stanie rozpoznać rodzaj i konsystencję wyżej wymienionych. A jak przytrafi ci się kolejne dziecko, to cykl zaczyna się od nowa.

Powód drugi – bunt x-latka

Na pewno słyszałeś o czymś takim jak bunt dwulatka czy innego “latka”. Przeczytałeś kilka mądrych artykułów i poradników, zatem wewnętrznie czujesz, że jesteś gotowy na wszystko. Bzdura! Dziecięce bunty nie mają żadnych przerw. Trwają 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu.

Nawet jak ci się wydaje, że chwilowo jest spokój, to tylko dlatego, że właśnie wzbierają, aby wybuchnąć ci w twarz w najmniej oczekiwanym momencie. Nie znasz dnia, ani godziny. Detonację może spowodować wszystko – od upuszczonej chusteczki do nosa po kolorek gatek misia. Mój syn zbliża się do 8 roku życia i jak dotąd serwuje bunty praktycznie codziennie. Posiadacze starszych pociech mówią, że wygląda to tak, aż do chwili, gdy latorośle wyprowadzą się na studia. Albo i dłużej.

Powód trzeci – “Tato to, tato tamto”

Jeżeli wydaje ci się, że nie masz teraz czasu, to właśnie ci się wydaje. Masz go mnóstwo. Możesz go marnotrawić pełnymi garściami i pławić się w błogostanie nicnierobienia. Potomstwo skutecznie wybije ci z głowy takie niemądre myśli, jak drzemka, odpoczynek, obejrzenie całego odcinka serialu na raz, przeczytanie dwóch stron książki lub gazety za jednym posiedzeniem, a nawet spokojne siedzenie na tronie.

Zawsze jest “Tato to!”, “Tato tamto!”, połączone z obowiązkowym szarpaniem za rękaw lub w skrajnych przypadkach nos, gdy słabo reagujesz na zaczepki. Dość powiedzieć, że czas wolny masz między 23:54, a 23:59, zanim padniesz twarzą w dół i spróbujesz zasnąć. Wyspać się też nie zdążysz, bo dziecko wstanie zanim na horyzoncie zamajaczą choćby pierwsze promienie słońca. Wskoczy ci na brzuch lub plecy i zażyczy sobie zabawy.

Powód czwarty – przeklęte klocki

Nie zna życia ten, kto nie wdepnął bosą stopą w LEGO. W ludzkiej skali bólu, jest on porównywalny jedynie z ukąszeniem przez bardzo wkurzoną hawajską czarną mrówkę, miażdżeniem jąder w imadle lub uderzeniem małym palcem u nogi w kant szafki. I teraz wyobraź sobie, że ten ból następuje znienacka, gdy półprzytomny idziesz się wysikać w środku nocy. Efekty są porażające. Nie dość, że umierasz z bólu, to zachęcone okrzykiem dziecko chce się bawić w Indian. Już po tobie.

Powód piąty – wieczny bałagan

Jesteś bałaganiarzem? Masz na biurku “twórczy chaos”? Poczekaj aż będziesz miał dziecko. Jedno, niespecjalnie ruchliwe stworzenie tego typu, jest w stanie doprowadzić do ruiny trzypokojowe mieszkanie w tych kilka sekund, jakie poświęcasz na wyjęcie z szafki kubka na kawę. Im dzieci jest więcej, tym demolka większa, a do tego dochodzi zmodyfikowana wersja powodu trzeciego, gdzie potomstwo skarży na siebie nawzajem i próbuje zabić rywali.

Musisz pogodzić się z tym, że wałek znajdziesz pod szafą, a swój ulubiony kubeczek w drobnych kawałkach we wszystkich pokojach i wannie. Próby sprzątania w ciągu dnia skazane są na niepowodzenie. Możesz jedynie starać się z grubsza ogarnąć chaos w czasie wolnym między 23:54, a 23:59. Potem zasypiasz oparty o miotłę.

I tak przez kolejne naście lat. Albo dłużej. Zastanów się zatem drogi czytelniku czy warto rezygnować ze snu, rozrywek i czasu wolnego. Dziecko albo zdrowie. Wybór należy do ciebie.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Pięć powodów, dla których warto być tatą

Zgodnie z groźbą, znaczy obietnicą, przedstawiam wam pierwsze zestawienie z cyklu “pięć powodów”. Dziś biorę na warsztat rzeczy pozytywne, wynikające z mojego przerośniętego ego, samolubstwa i egoizmu.

Wyprawa na Kasprowy Wierch

Powód pierwszy – mogę bezkarnie kupować zabawki

To chyba najważniejszy powód, dla którego warto zostać tatą. Furda tam z tymi wszystkimi rozczulającymi scenkami, gdzie tatuś tuli dziecko, nosi na barana czy uczy jeździć na rowerku. To wszystko jest spoko i fajne, ale nie tak fajne, jak możliwość powrotu do dzieciństwa i kupowania zabawek i bawienia się nimi. Nie jestem jedynym tatą, który tak robi, ale wielu będzie się krygować i udawać, że “nie nie, oni wcale nie kupili tych zabawek z myślą o sobie, przecież to wszystko dla dobra dziecka…” Srututututu. Kłamcy przebrzydli.

Myślicie, że dlaczego wielu mężczyzn jest niespecjalnie szczęśliwych, gdy rodzi im się córka? Bo zakładają, kompletnie mylnie zresztą, że dziewczynki nie będą się chciały bawić czołgami, samochodami i klockami. Z czasem przekonują się, że nie jest to prawda, trzeba tylko odpowiednio skutecznie podsycać odpowiednie pasje i głęboko chować lalki. No dobra, nic o tym nie wiem, bo mam syna i w takiej sytuacji nie byłem. Ale jestem sobie w stanie wyobrazić, że tak właśnie bym robił. W zasadzie to jestem tego pewien.

Powód drugi – mogę oglądać bajki

Bajki są zajebiste. Znaczy wiadomo, że fajnie czasem obejrzeć Niezniszczalnych czy krwawy horror, ale jest tylko fantastycznych bajek, że przegapianie ich uważam za zbrodnię. Można np. Bezkarnie ekscytować się przygodami kucyponków, Ninja Go, Nexo Knights, Maszy i Niedźwiedzia i wielu, wielu innych. Teoretycznie można się tam doszukiwać morałów, głębokich edukacyjnych treści, ale powiedzmy sobie szczerze, że Strusia Pędziwiatra nie oglądam dla pogłębionej psychologii postaci. Choć Kojotowi determinacji odmówić nie potrafię.

Najlepsze jest to, że mogę te bajki oglądać też bez dziecka tłumacząc, że przecież sprawdzam czy aby się dla niego nadają. W końcu jako dobry ojciec, khe khe, znam poziom wrażliwości mojego potomka i potrafię ocenić czy rozpłacze się podczas oglądania Mój przyjaciel smok. Ja ryczałem już w piątej minucie filmu. Znaczy, że się nie nadaje.

Powód trzeci – mogę się wymówić z każdego spotkania

Nudna nasiadówka po pracy, gdzie każdy udaje, że lubi innych, choć normalnie pluje im do kawy i kopie doły? Dla ojca to nic trudnego. Mówisz, że dziecko ma biegunkę, grypę, trudne zadanie domowe, problemy emocjonalne czy co tam jeszcze. Nie jest ważne co powiesz.

Dziecko to perfekcyjna wymówka, pozwalająca uciec z każdego spotkania. Nawet takiego u Najwyższego Prezesa. Udajesz, że dostałeś smsa, robisz zatroskaną minę, mówisz “jejku jejku, moje dziecko ma ostry atak inchocyloglotofobii, muszę pilnie jechać do domu”. To nic, że nie masz pojęcia co właśnie powiedziałeś. Prawdopodobnie nikt z towarzystwa również. Jesteś wolny, a jeszcze pożegnają cię zatroskane spojrzenia i przyjacielskie poklepywanie po plecach.

Powód czwarty – mogę się opędzić od każdego natręta

Wyobraź sobie sytuację, że robisz właśnie coś bardzo ambitnego, jak np. przeklejanie treści z worda do excela. I przychodzi ktoś, kto opowiada o jakiś pierdołach, które nie dość, że przerywają twój skomplikowany proces myślowy, to jeszcze wypierają z umysłu obraz białych plaż czy ośnieżonych szczytów (u mnie to zwykle to drugie).

Wtedy sięgasz po telefon lub album ze zdjęciami i zaczynasz go szczegółowo omawiać. “A tu widzisz, jak młody w wieku 5 miesięcy miał zatwardzenie, a tu z kolei biegunkę, a tu zawartość pieluchy po odkorkowaniu…”. Niewielu jest zawodników, którzy to wytrzymają dłużej niż pięć minut. Chyba, że sami są ojcami, ale oni wiedzą, że czas jest cenny i nie zawracają ci głowy bez potrzeby.

Powód piąty – mogę przekazać mądrości pokoleniowe

Chyba każdy słyszał w dzieciństwie, albo i później, od swoich rodziców tekst “Poczekaj aż będziesz miał własne dzieci”. I wiecie co? Doczekałem się i rozumiem. A co więcej, mogę przekazać tę mądrość życiową własnemu synowi. Mogę straumatyzować kolejne pokolenie, tak jak sam byłem traumatyzowany. Niech się hultaj boi. Niech wie, że coś czai się na horyzoncie. Może czasem pomyśli zanim coś zrobi. Będzie miał swoje dzieci to się przekona… Że to fajna zabawa tak mówić.

I to w zasadzie wyczerpuje zagadnienie pięciu powodów, dla których warto być ojcem. Pewnie znalazło by się ich więcej, ale w sumie po co.

W kolejnym odcinku dowiecie się, o pięciu powodach, dla których nie warto być ojcem.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Niechcący dobrze wyszło

Wygląda na to, że młody wyrasta na dobrego i empatycznego człowieka. To zapewne dziedziczy po mamie, bo gdyby dziedziczył po mnie, to pewnie nienawidziłby już całego świata i wyrastał na dyktatora i despotę. Może trochę tutaj przesadzam, ale tylko odrobinkę. Tymczasem Potwór przejmuje się losem innych ludzi, zwierząt, a nawet bohaterów bajek. Czyni mnie to niezwykle dumnym, bo jak to widzę, to myślę sobie “moja krew”. A potem dopada mnie refleksja, że w połowie moja i że akurat ta moja połowa to raczej nie odpowiada za cechy specjalnie pozytywne.

dobre dziecko

Myślę sobie wtedy, że młody po mnie ma ośli upór, zapalczywość, niechęć do podporządkowania się regułom i ogólne lekceważenie usystematyzowanej nauki. Mógłbym tak wymieniać dalej, ale zostawiam to na specjalny wpis o wychowawczych błędach, które z premedytacją popełniam na każdym kroku.

W święto Trzech Króli, z bolącym gardłem udałem się z młodym na sanki, co mogliście zobaczyć na Facebooku. Byłoby fajnie, gdyby nie to, że młody postanowił po kilku zjazdach bawić się z koleżanką na placu zabaw. W rezultacie nie biegałem co chwila pod górę i po prostu zmarzłem. Efekt? Gorączka, dreszcze, katar i umieranie w stylu męskim. No dobra, też przesadzam, bo nie lubię umierać, więc ugotowałem obiad, ogarnąłem co nieco w mieszkaniu itp. A potem padłem z zatokowym głowybólem na kanapie pod kocem.

Młody, który budował coś w swoim pokoju, zajrzał co u mnie słychać. Podszedł cichutko, pogłaskał mnie po głowie i powiedział: – Kocham cię Tato, odpoczywaj sobie.

Gdy go za to pochwaliłem wzruszył ramionami i odparł: – Już taki jestem z natury.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Page 1 of 31

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén