Tata Potwora

Blog szalonego taty

Category: Uncategorized (Page 1 of 2)

Nie ma to jak choroba. Można usiąść z książką

 

Kiedy byłem w wieku szkolnym nawet lubiłem, gdy przychodziła choroba. To był ten czas, gdy rodzice pozwalali na więcej, a po jednym, dwóch dniach gorączki było już normalnie i człowiek siedział w domu, czytał komiksy, książki, jadł w łóżku i mógł oglądać telewizję na rozkładanym fotelu w dużym pokoju.

choroba

Z wiekiem chorowanie straciło wiele ze swego uroku. Po pierwsze każda choroba jest teraz jakaś taka bardziej męcząca. Do tego, odkąd pojawił się młody, to nie ma już spokojnego chorowania. Nie można się zabunkrować w łóżku z książką, komputerem czy konsolą. Jest tak samo, jak zawsze, tylko dochodzą dolegliwości przeróżne.

Weźmy takie dzisiaj. Młody wstał po 7 rano i grzecznie zajął się puszczaniem w kółko jednego utworu ze Star Wars na Spotify. Już było po spaniu. Potem kot nakasztanił potwornie do kuwety i nie zakopał (nos skręcało mimo kataru), więc trzeba było kuwetę oczyścić. Żwirek zapchał sedes. Trzeba było zabawić się w hydraulika, z młodym dobijającym się do drzwi, że on musi właśnie teraz, zaraz, natychmiast i już.

Po doprowadzeniu armatury i się do porządku, młodemu trzeba było zrobić śniadanie. Dobrze, że wiedział dokładnie czego chce, więc było łatwiej. Była 9 rano. Może uda się zawinąć w kocyk i poczytać książkę? Niedoczekanie!

– Tato! Nudzę się!

– I bardzo dobrze synu, nuda jest potrzebna do rozwoju wyobraźni.

– Ale jak tu przyjdziesz, to już się nie będę nudził.

Potem zabawa, sprzątanie pokoju młodego (dokładniej to odgruzowywanie), drugie śniadanie, walka o mycie zębów, o ubranie się, o spakowanie plecaka do szkoły. Tyle szczęścia, że tam odprowadziła go mama.

Usiadłem z książką. I przypomniałem sobie, że mam do napisania super ważny tekst na wczoraj. Napisałem.

Usiadłem z książką. Przypomniałem sobie, że jest piątek i trzeba napisać wpis na bloga. Piszę go właśnie.

Potem usiądę z książką… A nie, bo wtedy młody wraca ze szkoły i mamy grać w LEGO Star Wars. Potem obiad. Zabawy. Mycie i zaganianie młodego do łóżka.

A potem usiądę z książką…

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Komary, komary, tutaj są ich chmary

Ponieważ tego roku w Krakowie nie wystąpiło zjawisko, zwane w niektórych kręgach zimą, dlatego na osiedlu wyroiły się komary. Znaczy, żeby nie było wątpliwości, zima była. Całe trzy dni. Potem przyszło trwające aż do lipca przedwiośnie. Było mokro i ciepławo. Idealne warunki lęgowe dla komarów. Dodatkowo możliwości rozrodcze tych sympatycznych owadów wsparły wody gruntowe pod placem zabaw – pozostałość po źródłach zasypanego potoczku. Nic zatem dziwnego, że pod koniec sierpnia powietrze nad bawialniami zaczęło roić się od lgnących do ludzi zwierzątek. Równie spragnione przytulania okazały się kleszcze, które rozpoczęły migrację z łąk i pól na place zabaw. W końcu tutaj najłatwiej o dawcę smacznej krwi i tym samym zapewnienie przetrwania. Pierwszymi ofiarami padły psy i koty, a potem również dzieci, które przecież uwielbiają turlać się w wysokiej trawie na pobliskiej górce. Przegląd bąbli stał się obowiązkowym wieczornym zajęciem Taty Potwora, a pobliskie apteki przeżyły prawdziwe oblężenie rodziców poszukujących odstraszaczy.

Komary atakują
Niestety odstraszacze raczej nie działają. Tata Potwora ma wrażenie, że mają nawet odwrotny skutek. Przynajmniej jeśli w pobliżu kręci się Potwór, którego komary wprost ubóstwiają. W kolejności gryzienia jest potem Tata, a na końcu Mama Potwora. Fajnie jest, jak przyjdzie Tata Kolegi Potwora, bo jego owady kochają najbardziej i ignorują resztę towarzystwa. Niestety przychodzi dość rzadko, więc trzeba się jakoś bronić. Potwór lata w czapce nawet po zachodzie słońca i z długim rękawem nawet przy 30 stopniach w cieniu. W efekcie jest pogryziony trochę mniej na rekach (20 bąbli zamiast 45) oraz bardziej na twarzy i szyi (32 bąble zamiast 15). Są takie chwile, gdy chmary owadów obsiadają każdy dostępny kawałek przestrzeni. To prawdziwa plaga, na którą jedynym sposobem jest porządna zima. Ale na takie raczej nie mamy co liczyć przy ocieplaniu się klimatu. Potwora komary drażnią, ale nie przeszkadzają mu specjalnie w zabawie. Jeżeli tylko nasmarować go potem środkiem na swędzenie, to wydaje się nie być niezadowolony. Z kolei Tata Potwora cierpi katusze i myśli nad sposobami eksterminacji tej paskudnej zwierzyny. Jednak ojcostwo wymaga poświęceń. Znacie jakieś skuteczne metody?

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Gdzie jest Dorsz… znaczy, gdzie jest Dory?

Potworniccy wybrali się na przedpremierowy pokaz “Gdzie jest Dory?”. Potwór pokuśtykał do auta, a potem do kina na kulach, bo nie wolno mu jeszcze obciążać nogi. Przed kinem Tata Potwora stoczył bój słowny z kierowcą autokaru, który zaparkował na parkingu dla osobówek i miał pretensje, że to pojazd Potwornickich niby blokuje. Zamilkł dopiero na widok kuśtykającego młodego. A potem było już tylko przyjemnie. Przed filmem, jak zawsze u Pixara, była krótkometrażówka “Pisklak”. Pierwsze pytanie młodego brzmiało “Tato, ale to jest Disney, czy to znaczy, że ktoś tu umrze?”. Na szczęście nikt nie umarł, a bajeczka jest słodka do przesady i jednocześnie przepiękna. Już dla niej samej warto pójść na seans.

Gdzie jest Dory

Jak przystało na kontynuację, “Gdzie jest Dory?” korzysta z utartych schematów i rzuca znanych bohaterów w wir przygody. Jednak w przeciwieństwie do “Gdzie jest Nemo?” nie ma tutaj żadnej niepewności, nie ma nagłych zwrotów akcji, ani (z jednym wyjątkiem) zagrożeń dla Dory i spółki. Najlepsze chwile w filmie, to te, gdzie występuje pan ośmiornica, a raczej siedmiornica. Jest wtedy zabawnie i interesująco. W pozostałych sekwencjach powiewa trochę nudą.

Uwaga spoiler! O dziwo nikt w tym filmie nie ginie, a wszystko kończy się dobrze. To spory plus dla rodziców młodszych dzieci, bo można uniknąć szlochów rozpaczy i długiego tłumaczenia dlaczego ktoś zjadł kogoś innego. Jest to też całkiem mądra opowieść o przyjaźni, sile rodziny i tym, że nie należy się poddawać w drodze do celu. Wszystko to w otoczeniu przepięknej animacji i przyjemnej, choć nie zapadającej w pamięć ścieżki dźwiękowej. Towarzyszy temu pięknie zrobiony dubbing z doskonałym, najśmieszniejszym w całym filmie elementem, który zrozumieją tylko Polacy. Czapki z głów!

“Gdzie jest Dory?” podobało się Potworowi. Najbardziej oczywiście ośmiornica i biały wieloryb, “który tak wszystko śmiesznie przewidywał”. Tatę Potwora chwilami trochę znudziło, ale przynajmniej nie było tutaj traumy, jak w “Dobrym Dinozaurze”. To bezpieczny film dla całej rodziny.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Grypa szaleje w Naprawie… albo w Krakowie

Tata Potwora musi się do czegoś przyznać. Nigdy w życiu nie przeczytał nic Jalu Kurka, od którego zapożyczył część tytułu dzisiejszego wpisu. Wie o istnieniu tej międzywojennej powieści tylko stąd, że latami jeździł trasą Kraków – Zakopane właśnie przez wieś Naprawa, w której to miała szaleć tytułowa grypa. A choróbsko to ostatnio rozpanoszyło się w Krakowie i dopadało kolejne osoby w otoczeniu Taty Potwora. W szkole młodego stan klasy obniżył się z 24 do marnych 10. Tata Potwora widocznie nie był udoporniony na grypę i padł ofiarą jej podstępnych macek (czy co tam akurat posiadają wirusy). Najpierw złapały go dreszcze, potem gorączka, a potem to już ledwo trzymał się na nogach. Padł i został na L4 w domu. Dzień później padł też Potwór. Po szkole położył się do łóżka, po czym zasnął na bite 17 godzin. Wstał rześki i radosny o 4 rano i rozpoczął upominanie się o towarzystwo w zabawach. Ponieważ Rodzice Potwora już dawno zapomnieli jak to jest wstawać o tak nieludzkiej porze, mieli z żądaniami potomka niejaki problem. Rozgorączkowany, ledwo zipiący Tata Potwora wynegocjował drzemkę do 7 rano. Od tej godziny dzielnie zabawiał Potwora, choć czuł się jak przepuszczony przez walec. Tymczasem Potwór bawił się świetnie aż do późnego popołudnia, gdy grypa uderzyła z pełną siłą.

grypa
Kolejne noce Potwór spędził śpiąc, jak za dawnych lat, między rodzicami. Oboje zmieniali mu zimne kompresy, bo lekarstwa zbijające gorączkę nie bardzo chciały działać. Podbnie było w ciągu dnia. W rezultacie Tata Potwora, który ledwo dyszał od własnej choroby, dyszał jeszcze mniej. Było wiele radości. Stali czytelnicy bloga pewnie pamiętają, że Potwór w czasie choroby robi się mocno marudny. Zwykle jest marudny w ograniczonym stopniu, więc kontrast da się szybko zauważyć. Tak było i jest i tym razem. Ponieważ przez chorobę nie mógł pojechać na zajęcia z programowania robota i z robienia filmów animowanych czuł się, całkiem słusznie, poszkodowany. Na szczęście Mama Potwora znalazła remedium na marudzenie. Wyszperała w Internecie dodatek do ulubionej gry planszowej Ticket to Ride. Ku radości wszystkich domowników przybył on już następnego dnia. Długie godziny z grą zdecydowanie dodały Potworowi animuszu. Jednak czuć wyraźnie, że w domu zaczyna się nudzić i tylko czeka na powrót do szkoły. Ten nastąpi jednak dopiero w przyszłym tygodniu, bo Pani Doktor zaleciła odbudowę odporności. Będzie wiele radości. A grypa? Może i dalej szaleje w Naprawie, bo u Potwornickich już nie.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Nowe moce superbohaterów

O tym, że Potwór uwielbia bawić się w superbohaterów pisałem nie raz i nie dwa. Teraz wymyśla im nowe moce. Większość tych postaci zna z gier i klocków LEGO. Wynika to z tego, że Tata Potwora raczej nie pozwala potomkowi na ogladanie bajek, w któych przebrani w rajtuzy, cierpiący wewnętrznie osobnicy biją się z równie groteskowymi przeciwnikami. Zarażony swego czasu manią komiksową Tata uważa, że nic dobrego z niej dla niego nie wynikło, więc stara się chronić Potwora. Owszem Kajka i Kokosza może mu przeczytać, ale sprzedał wszystkie Batmany, X-Meny i inne “many”. Z równym zapałem wyprzedaje gry RPG. Czasami Tata Potwora ma wrażenie, że wolałby, aby syn został miłośnikiem piłki nożnej niż gier fabularnych. Jednak we współczesnym świecie nie da się uchronić dziecka przed wpływem kultury popularnej. Dlatego zabawy w superbohaterów są wpisane w codzienne życie domowe Potwornickich.

nowe moce

Rano Tata Potwora zetknął się w kuchni z wynikiem wieczornego padu na twarz – górą niezmytych garów. Rozpakował zmywarkę, zapakował zmywarkę i zabrał się za szorowanie tego, co się nie zmieściło lub czego lepiej do zmywarki nie wkładać. W tle Potwór latał z kijem, denerwował kota i był superbohaterem.

– Tato, będziemy się bawić w bohaterów, którzy mają różne moce. Jaką ty chcesz mieć?

– Ja mam teraz moc wody. Mogę robić powodzie, ale generalnie głównie to zmywam gary i talerze.

– Spoko. To ja mam moc piorunów. Ty rozlejesz wodę, a ja będę ją piorunował, żeby pokonać wrogów.

Tata udawał więc, że polewa wszystko wodą i skrobał garnek po kaszce mannie czy innym niejadalnym świństwie. Potwór rzucał piorunami. Tata udawał, że jego też prąd popieścił. Lekko. Tylko trochę dymu poszło uszami. A potem Potwór uznał, że trzeba zmienić moce.

– A teraz ja będę miał moc brzydkich słów.

– Że co proszę?

– I będę śpiewał kołysankę z brzydkich słów, która usypia wrogów.

Najwidoczniej przekleństwa to muzyka dla uszu złoczyńców. Może Tata Potwora sprzeda tę metodologię ministerstwu więziennictwa, aby skuteczniej pacyfikować przestępców?

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Page 1 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén