Tata Potwora

Blog szalonego taty

Month: Wrzesień 2016 (Page 1 of 2)

Najlepszy tata na świecie

Tata Potwora nie zawsze czuje się komfortowo w roli ojca. Są takie chwile, gdy ma po prostu wrażenie, że “nie umie w bycie tatą”. Dzieje się to zwłaszcza wtedy, gdy nafuczy na Potwora. Takie sytuacje zdarzają się raczej rzadziej niż częściej, ale bywa, że poziom cierpliwości Taty Potwora jest na niskim poziomie lub Potwór testuje granice do chwili załamania nerwowego rodziciela. Wiadomo, że takiego fuknięcia nie da się już odwrócić. W Norwegii pewnie po czymś takim zabrano by Potwora do rodziny zastępczej. W Polsce maniakalni piewcy rodzicielstwa bliskości prawdopodobnie skazaliby Tatę Potwora na ukamienowanie. No niestety Tata Potwora najwidoczniej nie nadaje się do tej skandynawskiej bliskości. Prezentuje raczej model sfrustrowanego ojca, szukającego chwili wytchnienia. Okazuje się jednak, że Potwór ma na ten temat trochę odmienne zdanie.

Najlepszy tata

Pewnego dnia, Tata Potwora wrócił zmordowany z pracy do domu. Mniej z powodu pracy, bo tę lubi, a bardziej z powodu komunikacji miejskiej, której serdecznie nie znosi. Było w niej jak zwykle cudowanie, bo na dwa tramwaje, którymi przyszło przemieszczać się Tacie do domu, dwa były wypełnione aromatem osób permanentnie pozbawionych kontaktów z wodą i mydłem – czyli kloszardów. Pech chciał, że jesień nastała ciepła, więc odór gotował się w przeszklonym słoju, wpełzał wszędzie i wgryzał się w ubranie. Po takiej podróży tata Potwora miał ochotę jedynie zabijać. A potem przyszedł do domu i usłyszał pytanie czy może zabrać Potwora na wybieg. Mechanicznie odparł, że oczywiście i wtedy usłyszał coś, co dodało mu skrzydeł:

– Jesteś najlepszym tatą na świecie!

– Świetnie, ale właściwie to czemu?

– Bo masz najfajniejszą pracę na świecie. Bo ja cię bardzo kocham i bo jak pytam czy możemy wyjść na plac zabaw, to prawie zawsze mówisz, że tak.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Minecraft

Potwór męczy rodziców o możliwość grania w Minecrafta. Rodzice są raczej przeciwni, co wywołuje zrozumiały bunt potomka. Tacie Potwora gra nie podoba się na tak wielu płaszczyznach, że w zasadzie obejmuje je wszystkie. Jednak zasadniczą jest kwestia estetyki gry, która kompletnie do Taty Potwora nie przemawia. Obronił się skutecznie przed tym tytułem wcześniej, obroni się i teraz. Co prawda Potwór grał już w tę grę u kolegi, ale nie zmienia to faktu, że Tata Potwora na samo brzmienie słowa Minecraft czuje głęboką niechęć. O ile idea budowania czegoś ma jeszcze sens, o tyle element rozgrywek sieciowych i graczy konkurujących ze sobą i nawalających się również, nijak do niego nie przemawia. Do tego gra wygląda tak, że oczy wypływają z orbit. Nie po to człowiek walczył o konsole nowej generacji, żeby teraz gry wyglądały jak pierwszy Quake i to w dodatku bez GL-a. Nakręcany wokół Minecrafta szał jest dla Taty Potwora niepojęty. Znaczy doskonale rozumie skąd on się bierze i jak jest sterowany, ale nie ma zamiaru mu się poddać.

Minecraft

Potwór jęczał przez cały dzień, że chciałby mieć dostęp do Minecrafta. Tata Potwora skutecznie odpierał ataki twierdząc, że najpierw musi sam w to zagrać żeby zobaczyć czy można pozwolić na zabawę dziecku. Pewnikiem będzie musiał odpalić wersję demonstracyjną i zaryzykować wypalenie oczu, i tak już zmęczonych pracą przy komputerze, przez patrzenie na ten paskudny tytuł. Niestety będzie to musiało nastąpić wcześniej, niż później, bo obiecał Potworowi, że rozpatrzy sprawę. Co prawda Mama Potwora też nie jest specjalnie przychylna tej grze, ale słowo się rzekło. Próbowała ostatnio wyperswadować potomkowi ten tytuł, mówiąc, że tam się walczy z innymi graczami i ona nie chce o tym słyszeć. Potwór pomyślał chwilę, po czym rezolutnie odpowiedział.

– Nie ma sprawy. Ja nie będę ci o tym mówił, tylko to robił.

PS Gwiezdnych Wojen też jeszcze Potwór nie widział.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Sztuki walki

Popsuła się pogoda, przez co Potwór nie może wyładować nadmiaru energii na placu zabaw. W rezultacie gania jak wściekły po domu, wpędzając koty w permanentny stres i irytując rodziców. Machanie kijem, wrzaski wściekłego ninja oraz próby wyłączania światła kopniakiem potrafią wyprowadzić z równowagi nawet tak niespotykanie spokojnego człowieka, jak Tata Potwora. Próbując wyjść na przeciw zapotrzebowaniom potomka, Mama Potwora zabrała go na próbne zajęcia jednej ze sztuk walki. Liczyła naiwnie, że Potwór zapała miłością do dyscypliny i zacznie regularne ćwiczenia celem wyładowania energii. Nic bardziej mylnego. Bestia stwierdziła, że nie podobało jej się na zajęciach. Po pierwsze było nudno, bo cały czas robili prawie to samo, a po drugie prowadzący szkolenie instruktorzy byli ponurzy i twardo egzekwowali dyscyplinę. Nic nie wkurza Potwora bardziej niż dyscyplina.

Sztuki walki
Nie była to pierwsza próba wysłania potomka na kurs sztuk walki. Przez prawie rok chodził w miarę regularnie na Kapoeirę, czy jak to się tam pisze. Wychodził z zajęć mokrusieńki od potu, ale za to z wielkim uśmiechem na twarzy. A potem prowadząca zajęcia pani poszła na urlop macierzyński. Zastępujący ją pan był już za surowy, jak na gust Potwora. W rezultacie przestał chodzić na zajęcia, ale teraz jest szansa, że na nie wróci. Wszystko za sprawą pani instruktorki, która ponoć znów uczy dzieci. Co prawda Potwór musiałby chodzić do starszej grupy, gdzie jest mniej zabawy, a więcej poważnych ćwiczeń. I tu może nastąpić problem, bo dusza młodego indywidualisty nie znosi przymusu i wzorem rodzica pokazuje rogi. Ta cecha charakteru Potwora jest chwilami strasznie męcząca. W zasadzie to cały czas jest męcząca. Na szczęście da się dojść do kompromisu. Niestety instruktorzy nie mają takich pokładów cierpliwości i może się okazać, że Potwór znów zrezygnuje z zajęć. A może jakimś cudem uda się mu wpoić zasady? W końcu na tym bazują sztuki walki. Tata Potwora ma jednak poważne wątpliwości.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Klocki LEGO kolego

Wbrew temu, co sądzili koledzy i koleżanki Taty Potwora, potomek nie znienawidził rodziciela za wyjazd do Billund. Potraktował całą sprawę z prawdziwie stoickim spokojem. Stało się tak z wielu względów. Przede wszystkim doskonale wiedział, że Tata jedzie tam w ramach pracy, a jak wiadomo do pracy dzieci się raczej nie zabiera. Po drugie wie, że wspólna rodzinna wyprawa do LEGOLANDU planowana jest na przyszły rok i bardzo się na nią szykuje. Oczywiście poprosił o jakąś pamiątkę z wyprawy do siedziby LEGO, ale nie miał wygórowanych oczekiwań. Dostał dwa Mixele, których jeszcze nie miał w swojej kolekcji, ale chyba najwięcej radości sprawił mu duński katalog LEGO. Przez dwie godziny siedział i porównywał go z polskim, starając się znaleźć wszystkie różnice. Do tego rozszyfrowywał duńskie słowa, a więc tym samym łapał podstawy języka. Oglądał też z uwagą wszystkie zdjęcia i filmiki, jakie Tata Potwora przywiózł z wyprawy. Interesowała go też praca projektanta LEGO.

Wejście do siedziby LEGO

Tata Potwora opowiadał o wszystkich niuansach pracy dla najsłynniejszego twórcy zabawek na świecie. Potwora szczególnie zainteresował fakt, że projekt każdego zestawu trwa około 18 miesięcy, co oznacza, że twórcy już dziś wiedzą mniej więcej, co trafi na rynek na początku 2018 roku. Oczywiście pytał tatę czy udało mu się zdobyć jakieś informacje na ten temat. Jednak dowiedział się, zgodnie zresztą z prawdą, że nikt nie chciał i nie mógł udzielić takich informacji. W końcu jest to tajemnica. Podczas wieczornej rozmowy Potwór stwierdził, że byłoby fajnie, jakby Tata Potwora pracował w LEGO. Na pytanie dlaczego odparł:

– Bo robiłbyś niesamowite rzeczy, a ja mógłbym zostać twoim pomocnikiem. I wiesz co tato? Jak dorosnę to zostanę projektantem LEGO.

Po czym poszedł budować własne zestawy. Nie ma to jak łyk inspiracji.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Drzewołaz pospolity zbiera kasztany

Zbliża się sezon na kasztany. Wszystkie kasztanowce na placu zabaw i w okolicach są oblegane przez spragnione tych owoców dzieciaki. Nie przeszkadza im fakt, że kasztany jeszcze nie do końca dojrzały i nie chcą samoczynnie spadać na dół. W ruch idą kamienie i kije, którymi dziatwa strąca pożądane przedmioty z gałęzi. Czasem do tych działań zaprzęgani są rodzice lub dziadkowie, którzy z minami męczenników tłuką kijami po gałęziach myśląc o spłatach kredytów, marskości wątroby lub modląc się o deszczowe popołudnie. Jest też dodatkowa opcja, z której korzystają głównie starsze dzieciaki i młodzież – wspinaczka. W rezultacie te drzewa, na które dość łatwo się wspiąć obsadzone są w równej mierze kasztanami, jak i dziećmi. Rezultaty są dość zaskakujące. Oczywiście Potwór postanowił dołączyć do grona wspinaczy, bo stanie na ziemi i czekanie aż coś skapnie jest dla niego mało atrakcyjne.

kasztany

Tata Potwora wybrał się z Potworem na plac zabaw. Młody ganiał z kumplami, ale w pewnej chwili zapytał czy może pójść za płot. Zaczytany Tata Potwora wyraził zgodę, pod warunkiem, że dziecię będzie w zasięgu wzroku. Ta nieopatrzna decyzja miała ciekawy skutek już kilka minut później, gdy do Taty Potwora podszedł kolega potomka.

– Proszę pana, bo Potwór włazi na czubek drzewa.

Tata Potwora zamarł, a potem popędził pod wskazany kasztanowiec. Na miejscu, gdzieś w okolicach chmury, zobaczył malutką sylwetkę Potwora zrywającego kasztany. Cały zadowolony siedział wśród gałęzi niczym drzewołaz pospolity i bawił się świetnie. Tacie Potwora zrobiło się trochę zimno. Po czym stanowczym, acz nieco drżącym głosem, poprosił dziecko o zejście na niższy poziom. Potwór grzecznie usłuchał i od tego czasu nie wspina się wyżej niż 4 metry od ziemi. Jak nie zapomni. W drodze do domu Tata Potwora zapytał potomka czemu, skoro tak lubi się wspinać, nie chce chodzić po górach.

– Bo w górach trzeba iść i iść i iść i to mnie męczy. A tu wchodzę i już.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Page 1 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén