Potwór od dłuższego czasu dopominał się o wyjazd pod miasto, gdzie mieszka jego ulubiona koleżanka. Okazja nadarzyła się w pewien słoneczny weekend, gdy rodzicom obu stron udało się ustalić wspólny termin. Przy okazji wybrać się miała jeszcze jedna znajoma para. Potwór na wieść o wyprawie był bardzo podekscytowany. Również koleżanka zdradzała entuzjazm i zabrała się za sprzątanie mieszkania “Bo nie może zobaczyć, że tu jest bałagan”. Tata Potwora pomyślał sobie wtedy, że w sumie to nigdy nie widziała jak wygląda pokój Potwora, gdy ten się bawi. Potem sobie przypomniał jak wygląda pokój koleżanki i jej brata, gdy wpada tam Potwór i przestał myśleć. W końcu nastał upragniony dzień wyjazdu. Potwór od rana nie dał Tacie żyć, a potem radośnie pokicał do samochodu. Był gadatliwy do chwili, gdy zgarnieto po drodze znajomych. Przez całą drogę siedział cicho onieśmielony, bo ostatni raz widział ich dawno temu i nie bardzo o tym pamiętał.

wypad

Dojazd na miejsce odbył się przez puszczę. Potworniccy naoddychali się powietrzem, które nie łamało wszystkich norm. Ponieważ pogoda była piękna zdecydowano się na spacer. Trzy dzieciaki ruszyły raźno gruntową drogą w pole. Droga była błotnista. Bardzo. Tym specyficznym rodzajem błota, które przylepia się do butów i za nic nie chce odczepić. Takim, które po wytarciu w trawę zbiera ją całą i powoduje, że obuwie ma maskowanie. Po chwili młodzieży zaczęło się robić ciężko, a warstwa lepkiej mazi zaczynała pełznąć w stronę kolan. Gdy dzieci zaczęły przypominać potwory błotne rodzice zdecydowali się na taktyczny odwrót. Buciska po powrocie zostały zostawione za drzwiami. W końcu, jak się jest na wsi to ma być wiejsko. Dzieciarnia zgodnie poszła bawić się na piętrze, a rodzice zajęli przygotowywaniem obiadu i pogaduchami. Po chwili do pokoju weszła córka gospodarzy i powiedziała, że “Macie być cicho, bo nam przeszkadzacie w zabawie” i poszła. No pewnie, jak rodzice chcą pospać o 5 rano, to nie ma cicho, a teraz ma być? Dorośli zgodnie stwierdzili, że nie godzą się na takie dyktum. Co chwila z gory dobiegały gniewne pohukiwania, że ma być ciszej.

Później był obiad. Bardzo pyszny. Potwory grymasiły. A potem były gofry. Z punktu widzenia Taty Potwora mniej pyszne, bo z samych zdrowych rzeczy. Potwory nie grymasiły. A potem najmłodszy uczestnik zabawy rozlał kakao na podłogę, co Potwór skwitował radosnym wrzaskiem “Hurra! Lodowisko!” i zaczął się ślizgać. Było wiele radości. Rodzice postanowili napić się kawy, bo pełne brzuchy wzmgły uczucie senności. Wtedy z góry nadbiegł Potwór z koleżanką i zaczeli się rzucać na swoich tatusiów. Dzieciarnia została wygoniona hasłem “sio, my tu kawę mamy, rozlejecie”. Dziesięć minut później Potwór zszedł z miną niewiniątka na dół i zapytał “Wypiliście już kawę? Tak? To dobrze”. I przypuszczony został kolejny szturm. W jego trakcie wszystkie chwyty były dozwolone. W pewnej chwili akcja wymknęła się nieco spod kontroli i Tata Potwora musiał zawołać “Potworze, proszę natychmiast przestać gryźć wujka!”. Przestał. Było wiele radości.

A potem dzieciarnia zaczęła padać na pyszczek i nadeszła pora powrotu. To był naprawdę bardzo fajny wypad. Tylko nie wiadomo czy pogryziony wujek, to ten, co mu kiedyś nogę ucięto, dojdzie do siebie. Potwór już pyta, kiedy kolejne spotkanie.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook