Kiedy wysyła się do szkół małe dzieci, należy się liczyć z tym, że nauczyciele nie będą mieli łatwego życia. Maluchy są mało zdyscyplinowane i zazwyczaj chcą wyrazić swoje zdanie zaraz natychmiast już. Daleko im jeszcze do pełnej dyscypliny, grzecznego podnoszenia ręki i odzywania się tylko w odpowiedzi na bezpośrednio skierowane pytanie. Stąd nauczyciele szukają różnych metod motywacji. Jedni warczą, straszą i karzą – to ten rodzaj edukacyjnych stworzeń nazywany bywa pogardliwie belframi. Na szczęście jest to gatunek wymierający. Druga metoda polega na motywowaniu pół-pozytywnym. Tu wchodzą do gry różne rozwiązania, np. tytułowe kropki. W szkole Potwora każdego dnia dzieci otrzymują kolorowe kropki. Niebieską, kiedy były bardzo grzeczne, zielone, kiedy zdarzyło im się trochę gadać czy rozrabiać, żółte, gdy było tego znacznie więcej, czerwone, gdy blisko było masakry oraz czarne, gdy rzeczona masakra nastąpiła.

Kropki

Potwór od początku czuł się mocno zmotywowany przez kropki. Miał silne postanowienie zbierać same niebieskie. Znając swoje dziecko, Tata Potwora uznał, że prędzej koty zaczną latać niż uda się taka sztuka. Nie dlatego, że Potwór jest niegrzeczny czy cierpi na ADHD. Nic z tych rzeczy – jest po prostu strasznym gadułą, lubi mieć ostatnie słowo i jeśli coś go intryguje czy interesuje, natychmiast dzieli się tym donośnie z całą okolicą. Nie ma w tym nic złego, ale mało pasuje to do utartych szkolnych reguł. Zazwyczaj przynosił do domu niebieskie i zielone kropki. Ale dwa razy przyszedł też z żółtą. Wywołało to zrozumiały niepokój rodziców. Przy drugiej kropce zadali sakramentalne pytanie:

– Czemu dziś też masz żółtą kropkę?

– Bo się nudziłem na apelu.

– Za nudzenie dostałeś?

– Nie. Za to, że z nudów poszedłem spać na ławkę.

Nastąpiła jedna z tych sytuacji, gdy nie wiadomo czy ganić, czy się śmiać. Rodzice ograniczyli się tylko do wskazówki, aby Potwór starał się jednak nie spać w szkole.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook