Tata Potwora

Blog szalonego taty

Month: Październik 2015 (Page 2 of 2)

Frustracja

Szkoła, do której uczęszcza Potwór, to już nie jest pełne zabaw przedszkole. Bardzo szybko pojawiły się zadania domowe. Tata Potwora ma co do tego mieszane uczucia, które wynikają z ogólnej frustracji wynikającej z posłania 6-latka do jednostki edukacyjnej. O ile uważa, że Potwór spokojnie jest sobie w stanie poradzić z zakresem nauki, zwłaszcza, że bardzo dobrze czyta i całkiem nieźle pisze, o tyle nie jest w 100% przekonany czy młody jest gotowy emocjonalnie na serwowane przez szkołę wyzwania. Do tego, jako miłośnik teorii spiskowych, uważa, że cały plan posłania maluchów do szkół jest zakamuflowanym sposobem wydłużenia obecności ludzi na rynku pracy, a więc karmieniem dysfunkcyjnych zakładów ubezwłasnowalniania społeczeństwa (skrót rozszyfrujcie sobie proszę sami). Dlatego Tata Potwora bacznie obserwuje zachowania potomka i pilnie słucha jego opinii o szkole.

Frustracja

W pewien piątek Potwór wrócił ze szkoły z taką ilością zadanych szlaczków, kolorowanek i rysowanek, że Rodziców Potwora wręcz ścięło z nóg. Dość powiedzieć, że w piątek, sobotę i niedzielę Potwór spędził do kupy 5 godzin nad zeszytami i cwiczeniami, a i tak nie dał rady zrobić wszystkiego. Strasznie go to sfrustrowało, do tego stopnia, że płakał, czuł się głęboko nieszczęśliwy i niemądry, że nie potrafi się z tym uporać. Mama Potwora przejęła się strasznie, że potomek przejmuje depresyjne klimaty od Taty. Tata Potowra przejął się jeszcze bardziej i wpadł w jeszcze głębszą depresję. Ogólnie było słabo. Oczywiście oboje rodzice długo i łagodnie tłumaczyli Potworowi, że po prostu zadań jest za dużo, zwłaszcza, że z tymi, które po kolei robił radził sobie całkiem dobrze. W końcu utknął na literce “o”. Był już bardzo sfrustrowany i zmęczony. Dzięki perswazji i pozytywnej motywacji udało się jednak przebrnąć i przez to. A w poniedziałek Tata Potwora zapytał Panią, dlaczego dzieci miały tak dużo zadań domowych. Okazało się, że nie trzeba było zrobić wszystkich ćwiczeń z zeszytu do kaligrafii, tylko powoli nadrabiać. Tak czy inaczej Potwór był bardzo sfrustrowany i sprawiło mu to dużą przykrość. Tata Potwora boi się, że jak dalej będzie zniechęcany do szkoły, to za rok, dwa nie będzie się go dało do niej wygonić i zamordowana zostanie w nim chęć odkrywania świata. Dlatego ma w planach pogonić trochę Potwora po lasach, górach i okolicach z mapą w poszukiwaniu skrytek i fajnych miejsc. Może przy okazji sam Tata będzie mniej sfrustrowany?

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Zombie 2: Powrót Potwora

Potwór wie co to są zombie. A przynajmniej tak mogłoby się wydawać, biorąc pod uwagę, że co chwila pojawiają się w rodzinnych rozmowach. Gdy Tata Potwora próbuje znaleźć miejsca, gdzie potomek mógł się zaznajomić z tym konceptem, nie musi daleko szukać. Na pewno są to wszystkie warianty bajki Scooby Doo czy lubiany Hotel Transylwania. Dlatego możecie już odłożyć pochodnie i widły – Tata Potwora nie ogląda razem z synem Żywych Trupów i innych wesołych produkcji o apokalipsie. Kreskówkowe wersje pożerających mózgi stworów są zdecydowanie bardziej przyjazne, od tych z filmów. Do tego Tata Potwora uważa, że bajki z potworami różnej maści uczą nas, że strach tkwi tak naprawdę w nas samych i ma przysłowiowe wielkie oczy. Dlatego może nie powinien się przejmować, gdy Potwór twierdzi, że jest lub będzie zombie, prawda?

Zombie

Pewnego wieczora Potwór stwierdził, że nie bardzo będzie chciał iść kolejnego dnia do szkoły. Wynikało to z faktu, że miał wstać wcześnie rano. Wykręcał się jak mógł, znajdując coraz to nowe wymówki. Twierdził, że będzie go bolała głowa, jak się nie wyśpi. Potem twierdził, że boli go noga. Następnie, że jest pogryziony przez komary i wszystko go swędzi. Tata Potwora pozostał jednak nieczuły na niedolę potomka. W końcu padł argument kluczowy.

– Jak wstanę rano to będę zombie.

– Będziesz gryzł inne dzieci?

– Będę takim zombie jak mama, kiedy wstanie i nie wypije kawy.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Viva Piñata

Potwór uwielbia Viva Piñata. To taka, licząca sobie już prawie 9 wiosen gra, w której hoduje się różnokolorowe Pinaty. Wbrew kolorowej otoczce zabawa jest dość trudna. Wymaga umiejętnej rozbudowy ogrodu i wabienia kolejnych kolorowych zwierzątek. Później trzeba im jeszcze zapewnić dobre warunki bytowe, rozmnażać i bronić przed zagrożeniami. Zwierzaków jest cały tłum, a każdy z nich stanowi odpowiednik jakiegoś prawdziwego zwierzaka, którego nazwa nawiązuje do jakiegoś słodycza. Jest zatem cukierkowo i ciekawie. Zabawa uczy, jak wiele rzeczy może na siebie wpływać, co jest cenną nauką dla Potwora. Gra jest na tyle fajna, że wciągnęła też, ponownie, Mamę Potwora. Grają zazwyczaj razem i kombinują, jak zwabić kolejne Pinaty do ogrodu i które warto zatrzymać na dłużej. Obecnie mają w planach wyhodowanie czterogłowego węża.

Viva Pinata

Viva Pinata

Pewnego wieczora, po skończonej wspólnej grze z Mamą, Potwór udawał się już do łóżka. Tata Potwora czekał na posterunku z książką do wieczornego czytania, ale bestia przyżywała jeszcze ostatnie przygody w kolorowym świecie Pinat. Kombinowali razem, jakie kolejne zwierzątka warto sprowadzić do ogrodu. W pewnej chwili Potwór swierdził:

– Szkoda, że w Viva Piñata nie ma mutantów.

– Jak to nie ma? – zdziwił się Tata Potwora.

– No nie ma. Dlaczego?

– Ależ są synku – przecież są dwugłowe i czterogłowe węże, zwierzakom można zmienić kolory i chyba jest latająca świnia. – brnął dalej Tata.

– Ale to nie są mutanty.

– A jak wyglądają według Ciebie mutanty? – zapytała Mama Potwora, której zaczęło już coś świtać w głowie.

– No, to są takie wielkie włochate słonie.

– Synku, włochate słonie to nie są mutanty, tylko mamuty.

– Acha, ale w Viva Piñata ich nie ma.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Page 2 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén