Weekend upłynął Potwornickim pod znakiem aktywności fizycznej. Tata Potwora w piątek wybrał się w góry i wdrapał się (sapiąc, pufiąc, zipiąc, plując, ziejąc i przeklinając własną głupotę) na Starorobociański Wierch, z którego zszedł na dokładkę przez Ornak. A już w sobotę, nie bacząc na ból nóg, dał Mamie Potwora dzień oddechu i zabrał Potwora do Doliny Kościeliskiej. W planach było przejście przez jaskinię Mroźną, zerknięcie (o ile Potwór da radę) do Smoczej Jamy oraz zwiedzenie Obłazkowej. Pierwotny zamysł obejmował też dojście do Smerczyńskiego Stawu, ale to już jako punkt dodatkowy. Życie postanowiło oczywiście zweryfikować ambitne pomysły, ale i tak emocji było co nie miara.

Na szlak Tata i Potwór wyruszyli o 9 rano. Słoneczko grzało, wiał wiaterek, było cudownie. Potwór wlókł się dnem doliny w tempie ślimaka. Chodzenie po płaskim wyraźnie go nudziło. Ożywił się przy pierwszym mostku, a potem przy odejściu do Mroźnej. Sprawdził czy źródełko po drodze jest zimne, a potem zobaczył kamienie stanowiące szlak w górę. I wtedy włączył się w nim dodatkowy motorek. Wyrwał do przodu zostawiając jęczącego i sapiącego Tatę daleko w tyle. Był przeszczęśliwy. Zasapany Tata opatulił na górze Potwora i siebie ciepłymi ubraniami i nastąpiło przejście przez jaskinię. Było fantastycznie, zimno, mokro, trochę ciemno i strasznie. Potwór wykąpał jednego buta w częściowo zalanym wąskim przejściu i generalnie świetnie się bawił. Po wyjściu i zejściu postanowił zwiedzać potok (o tym następnym razem).

Jaskinie

@Ania Sadurska-Czochra

Później potworniccy udali się do Wąwozu Kraków i wieńczącej go Smoczej Jamy. Na widok 10-metrowej drabiny Potworowi zaświeciły się oczy. I zaczęła się wspinaczka. Tata Potwora szedł za potomkiem ubezpieczając go przed upadkiem i z każdym krokiem pocąc się coraz bardziej i lekko panikując. Bestia sprawnie pokonała drabinę oraz łańcuchy stając u wlotu jaskini. Z jedną latarką na głowie, a drugą w garści grotołazi udali się w głąb czeluści. 3/4 jamy pokonano bez trudu, a potem zrobiło się śmiesznie. Potwór zawisł na łańcuchu, nie mogąc dosięgnąć nogą wykutego w skale kolejnego stopnia. Tata pospieszył na ratunek drugą, bardziej błotnistą, ścianą jaskini. Następnie wykonał szpagat, chwycił się pod dziwnym kątem łańcucha i popchnął Potwora w górę. I wtedy nagle usłyszał dźwięk rozpinanego rzepa. Na dnie mózgu zakołatała mu myśl, że przecież nie ma nic na rzepy. Skupił się jednak na asekuracji Potwora i wyszedł za nim na zewnątrz. Tata Potwora, kiedy już spłynęła z niego adrenalina podszedł do syna. Ten spojrzał krytycznie na zasapanego, ubłoconego niemiłosiernie rodziciela i stwierdził: Widać Ci pośladek.

Okazało się, że dźwięk “rzepa” wydały z siebie spodnie, prując się od pasa po dół krótkiej nogawki. Było wiele radości, ale przynajmniej Tata Potwora miał dodatkowy system chłodzenia.

W tej sytuacji nie było już mowy o pójściu do Obłazkowej, a Potwór jeszcze marudził, że chce iść do Mylnej i Tata może zaczekać przy wyjściu, bo on sobie poradzi. Osłaniając tyły przewiązaną w pasie kurtką Tata Potwora dotarł do schroniska, a później w dół do samochodu. Potwór już szykuje się na kolejną wyprawę – w końcu musi przejść Mylną. Ciekawe co zostanie sprute tym razem.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook