Od kilku miesięcy Potwór krążył po domu wyśpiewując szanty i inne morskie pieśni. Wzbudziło to zrozumiałe zainteresowanie rodziców, bo w domu raczej jest mało marynarsko, choć dziadek jest dyplomowanym kapitanem. Powód nagłego zainteresowania marynistyką okazał się dość prosty. Otóż szykowane było przedstawienie z okazji Dnia Mamy, Dnia Taty, Dnia Rodziny i pożegnania odchodzących do szkoły przedszkolaków. Dzieci ćwiczyły intensywnie przynosząc do domu kolejne fragmenty występu. Już mniej więcej po miesiącu znana była cała jego treść, bo Potwór siła rzeczy nauczył się wszystkiego na pamięć. Nie przeszkadzało to oczywiście w radosnym oczekiwaniu na pełną wersję z chórem kilkudziesięciu przedszkolaków. Impreza odbyła się pod miastem, w miejscu gdzie poza odpowiednią salą znalazła się też kulkolandia, dmuchany zamek i kawał placu zabaw.

Morskie Opowieści

@Ania Sadurska-Czochra

Potworniccy przybyli na miejsce o czasie. Przebranie było dość proste, bo poza pasiastą koszulką Potwór otrzymał czapkę marynarską. Dzieciarnia kłębiła się na scenie, przejęci rodzice dawali ostatnie porady, panie strały się zapanować nad żywiołem, a fotoreporterzy i kamerzyści zajmowali dogodne pozycje. Zanim zaczęło się przedstawienie do grona rodziców podeszła przebrana za syrenę koleżanka Potwora i powiedziała “Ogon mi odpadł”. Wywołało to dość powszechną wesołość, na szczęście ogon dało się łatwo przyczepić. Późniejszy występ był wspaniały. Obecne były hałas, zgiełk i wielka duma zgromadzonych rodziców. Na koniec dzieci wręczyły wykonane ręcznie pamiątki, po czym tłumnie pognały nurkować w kulkach i skakać po dmuchańcu. Zabawa była naprawdę wyśmienita, choć po 4 godzinach szaleństw, gdy Potwór, jako ostatni i najbardziej spocony, opuszczał lokal, padło stwierdzenie “To ja teraz chcę do innej kulkolandii, bo się za mało wyszalałem”.

 

 

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook