Tata Potwora

Blog szalonego taty

Month: Wrzesień 2015 (Page 2 of 2)

Szkoła

Pierwszy dzień września oznaczał wielkie zmiany u Potwornickich. Tego dnia Potwór, jako sześciolatek, miał iść do szkoły. Tata Potwora nie żywił obaw czy Potwór jest gotowy na szkołę. Bardziej zastanawiało go czy szkoła jest gotowa na Potwora. Posiadający własne zdanie i nie bojący się go wyrazić młody człowiek nie przystaje, przynajmniej według Taty Potwora, do realiów polskiej szkoły. Co prawda wszyscy przekonują, że od czasów późnej kredy sporo się zmieniło, głównie na lepsze. Jednak i tak zmiana mocno Tatę niepokoiła. Na tyle mocno, że dostawał ze stresu migreny i miotał się po domu, jak zaszczuty zwierz w klatce. Potwór tymczasem miał to wszystko w ogonie. Owszem coś się zmieniało, ale bardziej był ciekawy niż niespokojny. Również Mama Potwora przestała się przejmować. Wyszło na to, że 1 września jedyną zestresowaną osobą w rodzinie był Tata Potwora.

Szkoła

@Ania Sadurska-Czochra

Tłum ludzi pod murami szkoły tylko na chwilę wytrącił Potwora z animuszu. Przyjście kumpla z przedszkola, z którym chodzi do klasy, całkiem rozwiało jego obawy. Cierpliwie wytrwał krótki, na szczęście, apel i pomaszerował za Panią do klasy. Nudził się tam niepomiernie, bo przekazywane informacje skierowane były głównie do rodziców. Przy odbieraniu dzienniczka nastąpił pierwszy zgrzyt. Pani przygotowała dzienniczki ze zwierzątkami dla dziewczynek, a z samochodami dla chłopców. Potwór zapytał czy nie mógłby dostać jednak ze zwierzątkiem, czym zdaje się zbił Panią z pantałyku. Nie dał się też odprawić z kwitkiem i wdał w krótką dyskusję, po której trochę zawiedziony wrócił na miejsce. Nie ma to jak wywrzeć dobre pierwsze wrażenie. Dobrze, że w powszechnym szumie nie było słychać głośnego facepalma wykonanego przez Tatę Potwora. Kolejne dni pokazały, że szkoła jest w sumie fajna, choć nie obeszło się bez drobnych incydentów. Potwór, zgodnie z przewidywaniami Taty ma problem z wysiedzeniem cicho na lekcjach. Do tego zdążył się już poprzepychać i pogodzić z najlepszym kumplem oraz rozchorować. To będzie ciekawy rok, oj ciekawy.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Pieniny

Jak pamiętacie z poprzedniego wpisu, Potworniccy spędzili część tegorocznych wakacji w Pieninach. Tata Potwora miał ambitne plany związane z przegonieniem potomka po szczytach. Mama Potwora od początku mówiła, że raczej nie weźmie udziału w tych eskapadach, a Potwór nie do końca był przekonany czy chce gdziekolwiek chodzić. Zwiedzane zamki bardzo mu się podobały, a w jednym z nich widział ponoć nawet rękę ducha w studni. Jednak już spacery z campingu do Sromowców okazały się na tyle nudne, że należało co chwila pytać “daleko jeszcze?”. Tata Potwora ma na takie zapytanie odpowiedź, którą mordował go Dziadek Potwora – “dwie godziny”. To zawsze są dwie godziny, bez względu na to jak daleko jest naprawdę do celu. Tatę Potwora w młodości tekst ten straszliwie denerwował. Potwora też denerwuje. Zapowiedział zatem, że własnym dzieciom będzie mówił, że jeszcze 12 godzin. Stawka została podbita.

Pieniny

@Anna Sadurska-Czochra

Wyjście na Trzy Korony umilał Tacie Potwora ciągły jęk, że “pod górę”, “ile jeszcze” oraz “ja chcę wrócić do mamy”. Na górze było nawet fajnie, ale mimo lornetki nie dało się dojrzeć czekającej na powrót bohaterskich zdobywców szczytów rodzicielki. Skryła się w tym czasie pod parasolem, a w tłumie stojącym na szczycie ciężko było wykonać telefon. Samo schodzenie było już fajniejsze, zwłaszcza, że można było spędzić sporo czasu na liczeniu słojów w ściętym drzewie. Wyszło na to, że świerk miał ponad 80 lat, co bardzo Potworowi zaimponowało. Spływ Dunajcem kolejnego dnia był fajny do pierwszego zakrętu, potem też już było nudno, bo trzeba było siedzieć w jednym miejscu. Puszczanie kaczek w Grajcarku było już fajniejsze, podobnie jak plac zabaw na Palenicy i szaleńcza jazda wózkiem w rynnie. Za to schodzenie w strugach deszczu było bez sensu i błe. Dlatego Potwór odmówił kolejnych wypraw górskich i wybrał się do parku linowego. Tata Potwora obraził się na dziecko i poszedł sam na szczyty oglądać widoki i rozkoszować się słoneczną aurą. Na tym zakończyły się wycieczki górskie i rodzina opuściła Pieniny, aby odmoczyć się w basenach termalnych. Potwór był szczęśliwy. Tata Potwora mniej, bo na zakończenie poobijał się dodatkowo w rynnach, gdy uciekło mu specjalne koło do zjeżdżania. Góry są dla niego zdecydowanie bezpieczniejsze.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Namiot

Wakacje to czas wyjazdów. W tym roku Mama Potwora postanowiła, że rodzina powinna wybrać się na kilka dni gdzieś pod namiot. Wiązało się to z szeregiem przygotowań, do których Tata Potwora nie bardzo miał głowę, ale postanowił stanąć na wysokości zadania i wymyślić plan działania. Ze względów odległościowych i finansowych padło na nieodległe Pieniny. Tata Potwora zawsze odwiedzał je w partiach dolnych, więc perspektywa krótkich wycieczek górskich bardzo go ucieszyła. Potwór co prawda marudził, że jednak nie do końca lubi góry, ale dał się przekonać. Nie żeby miał jakiś wybór, ale zawszeć warto było zapytać. Ukoronowaniem wyjazdu miał być wypad do basenów termalnych na wielogodzinne moczenie kuprów. Zatem pewnego upalnego dnia rodzina zapakowała się do samochodu i ruszyła na południe.

Namiot

@Ania Sadurska-Czochra

Pierwszy camping był bardzo przyjemny. Cichy i położony w pięknych okolicznościach niepowtarzalnej przyrody. Namiot sprawdzał się dobrze, śpiwory takoż i mimo dość chłodnych nocy Potworniccy nie zmarzli. Potworowi camping podobał się do chwili, gdy osa ukąsiła go w usta. Po przeprowadzce do Szczawnicy Tatę Potwora obudził w środku nocy straszny ból. Pierwszą myślą było “paraliż”, bo rzeczywiście nawet ruszyć było się ciężko. W końcu udało się przekręcić na prawy bok i tortury powoli przeminęły. Była to lekcja pod tytułem – w Twoim wieku to już trzeba dmuchany materacyk, a nie karimatę. Do tego obok miejsca noclegowego robotnicy radośnie naprawiali jezdnię. Czynili to z takim entuzjazmem, że przerwali rurę wodociągową. W związku z tym faktem musieli pracować na akord 24 godziny na dobę, aby naprawić awarię. Nawalanie młotem pneumatycznym trwało zatem non-stop, umilając wypoczynek. Niewyspany i obolały Tata Potwora zrobił się marudny ponad miarę, czym doprowadzał Mamę Potwora do szału. W ramach odstresowania został wysłany jeszcze bladym świtem na Sokolicę. Spotkani na szlaku studenci zwracali się do niego z szacunkiem per Pan, przez co poczuł się potwornie, nomem omen, staro. Najważniejsze jednak, że Potwór zaliczył namiot i był z tego zadowolony. Chce jeszcze. Tata Potwora szuka taniego dmuchanego materaca, bo więcej nocy na karimacie może nie przeżyć.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Superbohaterskie moce

Potwór uwielbia superbohaterów. Poznał ich już bardzo wielu, choć nie czytał komiksów, ani nie oglądał filmów z nimi. Skąd zatem jego wiedza na ich temat? Wszystko to dzięki, czy też inaczej patrząc może przez, LEGO. Mnogość gier osadzonych w klockowym świecie spowodowała, że wiedza Potwora na temat mocy bohaterów komiksowych jest znacznie większa niż Taty Potwora, który w swoim czasie mocno interesował się tą tematyką. Do tego bestia tworzy swój własny panteon postaci, które łączą najróżniejsze dobrze znane lub zupełnie wyjątkowe umiejętności. Rezultaty są często dość zabawne, ale trzeba przyznać, że superbohaterskie moce są na pewno oryginalne. Czasami Potwór sam staje się herosem i z zapałem opowiada co też potrafi, a czego nie.

Supermoce

@Ania Sadurska-Czochra

Pewnego gorącego popołudnia, gdy lato zbliżało się już ku końcowi, Tata Potwora roztapiał się na ławce na placu zabaw. Potwór skakał radośnie po rozgrzanych do białości sprzętach wspinaczkowych, wykrzykiwał gniewne rozkazy i machał znalezionym kijem. Na placu nie ma ani pół drzewa, które mogłoby stanowić źródło badyli, ale to nie przeszkadza w znalezieniu tam dwumetrowego konara, którym można próbować wydłubać oko sobie i wszystkim dookoła. Jako superbohater, Potwór posiadał też różne supermoce. Biegał zatem po niskiej drewnianej palisadzie czy też murku okalającym sprzęty wspinaczkowe i opowiadał Tacie o tym czym są poszczególne umiejętności.

– Złota moc to siła. Mogę podnieść miliard ton. Brązowa to równowaga – tu Potwór spada z drewnianego murka. – Zielona to moc chodzenia po złych podstawach – bo jak widać murek złą podstawą był. –  Żółta jasnej mocy – bliżej niesprecyzowanej, ale jasnej jak słońce – a niebieska zręczności – tu następuje skok przez paliki.

Tata Potwora też chciałby mieć jakieś supermoce np. obchodzenia się bez snu oraz multiplikowania pieniędzy. Ciekawe czy kiedyś je nabędzie, czy też musiałby się z nimi urodzić.

 

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Page 2 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén