Tata Potwora

Blog szalonego taty

Tag: zima

Marna zima tej zimy

Dziś temat trochę lżejszy, a związany z panującą za oknami aurą. Zimy ostatnimi laty są coraz słabsze. To tylko kolejny dowód na tezę, że za młodości Taty Potwora wszystko było lepsze. Patrząc wstecz ma wrażanie, że położona pod blokiem górka była okupowana już tak od połowy listopada do późnych dni lutego. Oczywiście, gdyby sprawdzić to z rzeczywistymi raportami pogodowymi, mogłoby się okazać, że tych śnieżnych dni wcale nie było tak dużo. Nie zmienia to faktu, że Tacie Potwora wydaje się, że zima trwała i trwała. I było to bardzo fajne, bo można było całe popołudnia spędzać szalejąc na sankach. Zwłaszcza, że Tata Potwora miał takie zbudowane osobiście przez Wujka-Dziadka. I były to najszybsze sanki na całym osiedlu. Jak Tata Potwora mknął z górki, to nie było na niego mocnych. Regularnie wygrywał też nieformalne konkursy na najdalszy przejazd, zostawiając konkurencję daleko w tyle. Niestety sanki nie przetrwały do naszych czasów, po tym jak po szczególnie dalekim wyskoku ze śnieżnej skoczni nadmierna liczba kilogramów Taty Potwora, spotęgowana działaniem podstępnej grawiatacji, połamała wszystkie deseczki i wygięła groteskowo jedną z płóz. Ale co się człowiek najeździł to jego. Za to Potwór nie bardzo ma okazję skorzystać z zimy. Rok temu było jej raptem kilka dni, a tym razem też nie za wiele. A przecież możliwość szaleństwa z sankami i na śniegu, to jedne z najfajniejszych chwil dzieciństwa. Wystarczy chwilę poobserwować ile radości sprawia dzieciakom ganianie po górce, wywrotki i szalone zjazdy, aby uśmiech zagościł na twarzy każdego – no może nie każdego.

zima

Spadł śnieg. Niewiele, ale spadł. Wyglądało na to, że w końcu przyszła zima. Potwór został zapakowany w rozbudowany strój antyśniegowy i wyciągnięty na sanki. Tata Potwora z przyjemnością zmienił się w konia pociągowego i zawiózł potomka w pobliże osiedlowej górki. A ta była znów oblężona i taka trochę mało pokryta śniegiem. Spomiędzy kęp trawy wyglądały nieśmiało placki zlodowaciałego śniegu, po którym pędziły różnorodne pojazdy. Tata Potwora pomyślał, że z tej jazdy, to raczej nic nie będzie, ale zdecydowanie się pomylił. Potworniccy wdrapali się na górkę. O dziwo Potwór zgodził się na propozycję, by spróbować zjechać samemu. Co więcej, zaczął się uczyć sterować i co chwila dokonywał kolejnego zjadu. Uśmiech nie schodził mu z twarzy, a i zdrowo na niej pokraśniał. W przerwach obserwowania wyczynów potomka, Tata Potwora obserwował innych rodziców. Na szczególną uwagę zasługiwały mamy, które postanowiły wchodzić na zalodzoną górkę w kozaczkach na wysokim obcasie. W podziw wprawiła Tatę jedna z mam, która w takich właśnie butach popędziła w dół zbocza, aby ratować córkę po przewrotce. Przynajmniej 3/4 górki oczekiwało spektakularnej katastrofy. Niestety, a może na szczęście, do niej nie doszło. Za to podczas kolejnego zjadu potężną kraksę zaliczył Potwór. Tata Potwora nie popędził jednak na ratunek tylko popatrzył, co czyni potomek. Ten wstał, otrzepał się i z uśmiechem jak księżyc zawołał na pełen regulator:

– Ale się fajnie wywaliłem!

No i czego jeszcze dziecku potrzeba do szczęścia? Więcej zimy prosimy!

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Śnieg

Tata Potwora lubi śnieg i zimę. Przyjaciele twierdzą, że dzieje się tak, ponieważ nienawidzi innych ludzi i lubi patrzeć, jak się wściekają stojąc w korkach, ślizgając na chodnikach i zasłaniając twarze przed wszędobylskim wiatrem. Nie jest to do końca prawda. Tata Potwora lubi śnieg, bo przykrywa on zimową szarość. Nie bardzo za to lubi, gdy śnieg przykrywa złotą polską jesień. Zima jest też fajna dlatego, że wiadomo jak się ubrać. W przeciwieństwie do upalnego lata, gdy najchętniej zdrapałoby się z siebie skórę. Co prawda wysokogórskie wyprawy stają się zimową porą trudniejsze, ale jakże przy tym ekscytujące. Można też iść na sanki. Na narty nie, bo Tata Potwora jeździł na nich dwa razy – pierwszy i ostatni. Nie te lata, nie te kolana, także ten tego – nie.ŚniegTata Potwora zwlókł się o 6:45 z łóżka i niechętnie poczłapał do łazienki. Później poszedł potrącić Potwora, aby zaczął się budzić i wstał do szkoły. Odsłonił roletę w oknie i zamarł. Połowa października, a za oknem kilka centymetrów śniegu. Pierwsza myśl oscylowała wokół letnich opon, których zmiana planowana była na przyszły tydzień. A potem pojawiła się druga – jak szybko i skutecznie obudzić Potwora.

– Synu, jest mnóstwo śniegu za oknem.

– Nie chce mi się wsta… śnieg! Naprawdę?

– Sam zobacz.

Potwór wyskoczył z łóżka i z zachwytem oglądał pobielony świat. Zaraz zaczął biegać po domu, poganiać Tatę, że trzeba się szybko ubrać i iść rzucać śnieżkami. Ledwo udało się go odpowiednio opatulić i zarzucić plecak, gdy wyleciał z domu i zaczął bobrować w śniegu. Pierwszą kulkę Tata Potwora zaliczył jeszcze w drzwiach klatki schodowej. W drodze do szkoły, jakieś 10 minut powolnego spaceru, dostał jeszcze kilkanaście razy. Potwór był przeszczęśliwy. Podobnie, jak większość innych dzieciaków zmierzających do szkoły. Z kolei rodzice i dziadkowie wyglądali jak skazańcy zagonieni do wyrąbu tajgi. Zerkali nieufnie na uśmiechniętego, pokrytego śniegiem Tatę Potwora i orbitującego wokół niego potomka. Widać było nad nimi komiksowe dymki z napisem “Szaleniec!”. A przecież było tak fajnie. Może w tym roku zima zafunduje trochę więcej śniegu?

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Sanki

Wreszcie nastała zima. Choć wiadomo, że rzeczony stan, zwłaszcza w mieście Potwornickich, nie potrwa długo. Po powrocie ze Świątecznych wojaży rodzina zastała swoje miasto zupełnie odmienione, pełne śniegu i od razu jakby przyjaźniejsze. Dla kierowców może ciut mniej. W niedzielę Potwór został zabrany do Babci, gdzie czekał nie niego ostatni prezent od gwiazdki. Gdy go zobaczył to zapomniał o całym bożym świecie, dlatego Tata Potwora zwątpił czy uda się bestii wyperswadować wyjście na pobliską górkę na sanki. Jednak Potwór dał się namówić na przewiezienie pojazdem z płozami od garażu do domu. A kiedy siedział już na twardych deskach udało się wynegocjować, że zajrzymy na górkę. Na trzy zjazdy i wrócimy do domu.

sanki

Miejscowa górka była oblężona. Zamknięta w pierścieniu wrażych sił dziecięco-rodzicielskich, które ponawiały szturmy na jej szczyt, by po chwili odpaść od oblodzonych zboczy i zjechać z wrzaskiem na dół. Potworniccy ruszyli do ataku w imię cywilizacji. Na górze Tata Potwora wbił się w tył sanek, usadowił potomka na kolanach i fru, ruszył z górki na pazurki. Połączona masa dwóch osobników spowodowała, że prędkość przelotowa wyciskała łzy z oczu, a pojazd dotoczył się aż do rosnących przy alejce drzew. Potwór był zachwycony. Nastąpił drugi zjazd i trzeci. I Potwór stwierdził, że nie idzie do domu tylko na górkę. Szczególnie zachwycony był, gdy sanki przemknęły przez samopowstałą skocznię i Potworniccy zaliczyli popisową wywrotkę. Tata Potwora w próbach ratowania potomka walnął się w łokieć i cudem tylko nie połamał. A potem bestia chciała jechać sama i wykonała przewrót z turlaniem. Było wiele radości. A po kolejnych zjazdach nadszedł czas na powrót do domu i robienie orzełków na śniegu. Szkoda tylko, że takiej aury nie starczy na długo, bo Tata Potwora chętnie pochodziłby jeszcze trochę na sanki.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén