Tata Potwora

Blog szalonego taty

Category: Życie codzienne (Page 2 of 31)

Niechcący dobrze wyszło

Wygląda na to, że młody wyrasta na dobrego i empatycznego człowieka. To zapewne dziedziczy po mamie, bo gdyby dziedziczył po mnie, to pewnie nienawidziłby już całego świata i wyrastał na dyktatora i despotę. Może trochę tutaj przesadzam, ale tylko odrobinkę. Tymczasem Potwór przejmuje się losem innych ludzi, zwierząt, a nawet bohaterów bajek. Czyni mnie to niezwykle dumnym, bo jak to widzę, to myślę sobie “moja krew”. A potem dopada mnie refleksja, że w połowie moja i że akurat ta moja połowa to raczej nie odpowiada za cechy specjalnie pozytywne.

dobre dziecko

Myślę sobie wtedy, że młody po mnie ma ośli upór, zapalczywość, niechęć do podporządkowania się regułom i ogólne lekceważenie usystematyzowanej nauki. Mógłbym tak wymieniać dalej, ale zostawiam to na specjalny wpis o wychowawczych błędach, które z premedytacją popełniam na każdym kroku.

W święto Trzech Króli, z bolącym gardłem udałem się z młodym na sanki, co mogliście zobaczyć na Facebooku. Byłoby fajnie, gdyby nie to, że młody postanowił po kilku zjazdach bawić się z koleżanką na placu zabaw. W rezultacie nie biegałem co chwila pod górę i po prostu zmarzłem. Efekt? Gorączka, dreszcze, katar i umieranie w stylu męskim. No dobra, też przesadzam, bo nie lubię umierać, więc ugotowałem obiad, ogarnąłem co nieco w mieszkaniu itp. A potem padłem z zatokowym głowybólem na kanapie pod kocem.

Młody, który budował coś w swoim pokoju, zajrzał co u mnie słychać. Podszedł cichutko, pogłaskał mnie po głowie i powiedział: – Kocham cię Tato, odpoczywaj sobie.

Gdy go za to pochwaliłem wzruszył ramionami i odparł: – Już taki jestem z natury.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Dobra zmiana?

Rok 2016 był dla mnie bardzo dobry. Jednak w 2017 czeka mnie pewnie zmiana. I to nawet nie jedna. Przede wszystkim kończę z formą pisania połowy wpisu w trzeciej osobie. Jest to potwornie, nomen omen, męczące i nie pozwala na oddanie wszystkiego, co bym chciał przekazać. Poza tym automatycznie uniemożliwia mi tworzenie wpisów, dzięki którym buduje się oglądalność. Wiecie, tych wszystkich “5 powodów, dla których nigdy nie będziesz dobrym ojcem”, albo “Trzy rodzicielskie błędy, których już nie popełniam”. Wiadomo, że ludzie lubią poczytać co innym nie wyszło, bo w to, że czynią to dlatego, aby stać się lepszymi raczej nie wierzę. Ponad pół roku pracy w jednym z największych portali internetowych w Polsce pozbawiło mnie skutecznie takich złudzeń.

zmiana

Zatem zmiana pierwsza – koniec z pisaniem w trzeciej osobie

Kolejna zmiana dotyczy publikowanych materiałów. Oczywiście dalej będą się tu pojawiać anegdotki związane z młodym. Choć im starszy się robi tym poważniejszy i trudniej wyłapać jakąś perełkę. Dojrzewa tak strasznie szybko i jeszcze chwila i skończą się przytulasy, usypianie, wspólne czytania i wiele innych drobiazgów. One z jednej strony irytują, a z drugiej wiem, że jak tylko się skończą, to będzie mi ich potwornie brakować. Dlatego korzystam ile wlezie, choć oczywiście jestem bardzo niedobrym tatą, o czym nie omieszkam was poinformować w stosownym wpisie o jakże ambitnym tytule “5 powodów, dla których…”.

Zatem zmiana druga – pojawią się treści poradnikowe

Trzecia zmiana dotyczy również materiałów. W grudniu wrzuciłem na youtube materiał z budowania modelu LEGO. Poczułem się jak bohater ambitnego newsa “Zrób to, a efekt cię zaskoczy”. Naprawdę efekt mnie zaskoczył, bo tę nieudolną próbę poklatkowej animacji obejrzało, jak dotąd ponad 3000 ludzi. Wiem, że to nic w porównaniu z tuzami wideo, ale pokazuje mi, że warto to robić. Po pierwsze dlatego, że ktoś to jednak ogląda, a po drugie dlatego, że sprawia mi to frajdę. Dlatego będę robił filmiki, wideorecenzje, testy zabawek i to w różnych formach i pewnie też językach, bo rzeczy dotyczące zabawek oglądają ludzie z całego świata. Planuję również występy przed kamerą, tylko się najpierw ogolę, choć bardzo mi się nie chce.

Będę też musiał kupić kamerę, aparat oraz jakieś statywy i znaleźć specjalną żarówkę w miejsce stłuczonej przez młodego (przez przypadek i nie dostał za to bury – to nie jest jeden z tych “5 powodów, dla których…”). Wiem, że jest platforma Patronite, gdzie można przedstawić swój pomysł i zbierać datki na jego rozwój. Choć żebraniną się brzydzę, to dobra przyjaciółka kopie mnie w kostkę, że powinienem tam wystawić mój projekt (kopie mnie też, że powinienem napisać książkę, bo ponoć mam znośne pióro). Pewnie to zrobię, ale z zastrzeżeniem, że oddam wszystkie pieniądze, jak już się dorobię (cha, cha, cha – śmiech przez łzy).

Zatem zmiana trzecia – treści wideo

Ponieważ młody rośnie, będzie też więcej o mnie samym, a raczej o tym, jak skutecznie nie radzę sobie z dorosłością i obowiązkami (“5 powodów…”). Opowiem wam na przykład o pewnej puszce, która stoi na parapecie i straszy datą 2014, o walce z depresją, nienawiści do komunikacji miejskiej i innych radościach dnia każdego. Będzie ubaw po pachy, gwarantuję.

Zatem zmiana czwarta – więcej o mnie

Szykują się też inne zmiany, ale raczej nie nastąpią w najbliższym czasie i w związku z tym nie będę jeszcze o nich pisał. Dość powiedzieć, że mnie przerażają i nie nastrajają specjalnie optymistycznie. Jestem człowiekiem, który lubi mieć poukładane w życiu i z grubsza wiedzieć, co może na niego czekać za zakrętem. Niepewność wywołuje strach i zniechęcenie. Miejmy nadzieję, że poradzę sobie z tym, co nadchodzi i grozi kompletnym przemodelowaniem tego co mam. Najlepsze lub najgorsze jest to, że te mityczne, majaczące w oddali zmiany nijak nie wpływają na te powyższe. Zapowiada się szaleństwo.

Także ten – stay tuned!

 

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Starość nie radość?

Starość zbliża się nieuchronnie do Taty Potwora. Za rok przekręci się pierwsza cyfra w liczniku zostawiając w dali smutną trójkę. Tata Potwora coraz lepiej rozumie ponury żart, że jak nic rano nie boli, to znaczy, że się umarło. Można zatem śmiało stwierdzić, że żyje obecnie pełnią życia.

starość

Co prawda zwleczenie się z wyra wymaga pewnego samozaparcia oraz wysłuchanie serii trzasków i zgrzytów steranych kości, stawów i czegoś, co Tata nie wie, co to jest, ale wydaje dziwne dźwięki i boli. Generalnie poranki są słabe, a już na pewno nie jest fajnie, jak pobudkę serwuje dziecko o 7 rano w niedzielę – ten jedyny dzień, gdy, w teorii, można się wyspać. Ale potem jest już w zasadzie lepiej. Trochę. Może ciut.

Ale żeby nie było, że tylko marudzę. Ten rok był dla mnie naprawdę dobry. Przyniósł jedną poważną zmianę, która zaowocowała wieloma fantastycznymi rzeczami. Zmiana pracy, powrót do dziennikarstwa, pozwoliła mi na spełnienie dwóch marzeń. Pierwszym była jazda nowiutkim Volvo, co udało mi się zrobić w ramach przedpremierowych testów modelu S90.

Drugim, była wizyta w fabryce LEGO i możliwość poznania pracujących w tej firmie ludzi. Oprócz tego nawiązałem mnóstwo wspaniałych kontaktów z wydawcami i autorami książek i komiksów dla dzieci. W zdecydowanej większości są wspaniali, pełni pasji i tworzą tak fantastyczne treści, że aż strach.

Powoli rozwijam też kontakty w branży producentów zabawek. Tutaj też wiele się dzieje i wydaje mi się, że ich twórcy nie otrzymują uwagi, której są warci. Ale w przyszłym roku będę to zmieniał – wywiady i reportaże powinny pozwolić przybliżyć ich pracę. Przy okazji, jak to piszę, to może ma ktoś dobry namiar na Hasbro?

Żałuję tylko, że doba jest tak krótka i nie wyrabiam czytać, testować i opisywać wszystkiego. Ale robię co mogę i zapewniam, że nikt nie zostanie poszkodowany. Czasem trzeba będzie po prostu chwilę poczekać.

A wiecie, co jest w tym wszystkim jeszcze dodatkowo fajne? Że moja praca bardzo podoba się Potworowi. Już zapowiedział, że jakbym ją kiedyś zmieniał, to się na mnie śmiertelnie obrazi i ucieknie z domu. Normalnie szantaż, nie?

To był fajny rok. Poznałem mnóstwo nowych, wspaniałych ludzi, a jednocześnie nie straciłem kontaktu z tymi, których poznałem w poprzedniej pracy. Otaczają mnie fantastyczne osoby. Wiem, że nie poświęcam im wszystkim tyle czasu ile powinienem, ale staram się o nich chociaż ciepło pomyśleć. Czy kolejny rok będzie równie dobry? Zobaczymy. Poprzeczka została zawieszona bardzo wysoko.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Gwiezdne Wojny

Gwiezdne Wojny

Tata Potwora się złamał i pozwolił Potworowi obejrzeć Gwiezdne Wojny. Długo dojrzewał do tej decyzji, ale argumentem, który przeważył szalę była chęć obejrzenia z dzieckiem Rebeliantów. Rodziciel stwierdził, że bez znajomości trylogii (jest tylko jedna trylogia!) ani rusz i młodzian musi swoje wycierpieć i rzeczoną ramotę obejrzeć. W domu znajduje się wersja odświeżona, z poprawionymi efektami specjalnymi i taką właśnie Nową Nadzieję obejrzał Potwór. Tata Potwora był przygotowany na całą litanię pytań, ale padło ich w sumie tylko pięć, bo młody zna kanon Gwiezdnych Wojen lepiej niż rodziciel. Głównie dlatego, że czyta wszystkie znoszone do domu encyklopedie, albumy i książki o tej tematyce. A tego ostatnio pojawiło się sporo. Dlatego na pytanie ojca:

– A wiesz co to za planeta?

Odpowiedział z wyrzutem:

– Tata, bo przecież, że Tatooine.

 

Cały film Potwór przesiedział grzecznie, chłonąc jak gąbka. Tata Potwora załamywał się patrząc, jak bardzo zestarzała się ta produkcja. Może nie w sferze efektów specjalnych, bo te są ciągle imponujące (zwłaszcza te praktyczne), ale w sferze prowadzenia narracji i dynamiki opowieści. A już najbardziej wkurzał go Obi-Wan Kenobi. Wielki mistrz Jedi, który w pierwszym swoim wejściu prawie wywija orła na kamieniach idąc jak epileptyczna kaczka, a w czasie pojedynku z Vaderem robi obrót wokół osi pionowej odsłaniając plecy. To, że Vader go nie ciachnął, to chyba tylko dlatego, że był w ciężkim szoku i zastanawiał się, co stary mistrz odtatooinia. Niemniej miło było popatrzeć na młodego Forda, Hamilla i przede wszystkim Carrie Fisher. A potem nadszedł koniec filmu i oburzony Potwór zadał najważniejsze pytanie w dziejach:

– A dlaczego Chewbacca nie dostał medalu?

No właśnie! Dlaczego?!

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Smarowidło już nam zbrzydło

Smarowidło. To jedno z tych słów, które uwielbiam w naszym języku. Już samo jego brzmienie sugeruje, że coś będzie upaprane. Że jakaś lepka substancja znajdzie się na czymś innym. Nie ma znaczenia czy będzie to krem na twarzy, czy nutella na kanapce. Wszystko będzie upaćkane, lepkie i może trochę obrzydliwe. U Potwornickich smarowidło pojawia się najczęściej w różnych formach, gdy Mama Potwora robi naleśniki. Razem z nimi na stół wjeżdżają dżemy, miód, przeklęta po trzykroć, choć pyszna, Nutella, konfitury i czasem jeszcze cukier puder. Dość powiedzieć, że po takim posiłku stół przypomina pole kolorowej bitwy. Równie barwnie prezentują się ręce Potwora oraz rękawy jego bluzek. Z niewiadomych przyczyn dzieć upodobał sobie wycieranie buzi rękawem, mimo, że rodzice podtykają mu pod nos serwetki. Z równie niewiadomych przyczyn Potwór najchętniej wyciera rękawem resztki paprzącej wszystko straszliwie Nutelli. Zwykle też bluzka trafia zaraz do pralki. Tata Potwora zastanawia się czasem nawet czy nie kazać dziecku rozbierać się do jedzenia. Mniej upaprany by nie był, ale z pewnością łatwiej byłoby go doczyścić.

Smarowidło

Zwykle po całodziennym brudzeniu się, Potwór trafia na myjnię. Często, zwłaszcza latem, Tata Potwora ma go ochotę wrzucić do wanny w ubraniu i zaoszczędzić trochę na wodzie i mydle. Zimą jest trochę łatwiej. No chyba, że na obiad są naleśniki i smarowidło. Po kąpielach młody jest zawsze radosny, zwłaszcza jeśli może się pluskać w wannie i zachlapywać całą łazienkę. Czysty i pachnący zmierza do łoża na wieczorne czytanie i pogaduchy. Wcześniej przychodzi też dać buziaka rodzicowi, który akurat nie pełni funkcji usypiacza. Pewnego dnia wykąpany Potwór przyczłapał z ponurą i skrzywioną miną do siedzącego na fotelu Taty. Ten, nieświadomie, przytulił go mocno i się przylepił. Z wysiłkiem oderwał się od dziecka i zapytał:

– Czemu się lepisz na pyszczku paszczaku?

– Bo zostałem posmarowany przez Mamę, jakimś głupim smarowidłem.

Jak widać przy okazji posmarowano też Tatę Potwora.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Page 2 of 31

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén