Tata Potwora

Blog szalonego taty

Month: Listopad 2016 (Page 2 of 2)

Smarowidło już nam zbrzydło

Smarowidło. To jedno z tych słów, które uwielbiam w naszym języku. Już samo jego brzmienie sugeruje, że coś będzie upaprane. Że jakaś lepka substancja znajdzie się na czymś innym. Nie ma znaczenia czy będzie to krem na twarzy, czy nutella na kanapce. Wszystko będzie upaćkane, lepkie i może trochę obrzydliwe. U Potwornickich smarowidło pojawia się najczęściej w różnych formach, gdy Mama Potwora robi naleśniki. Razem z nimi na stół wjeżdżają dżemy, miód, przeklęta po trzykroć, choć pyszna, Nutella, konfitury i czasem jeszcze cukier puder. Dość powiedzieć, że po takim posiłku stół przypomina pole kolorowej bitwy. Równie barwnie prezentują się ręce Potwora oraz rękawy jego bluzek. Z niewiadomych przyczyn dzieć upodobał sobie wycieranie buzi rękawem, mimo, że rodzice podtykają mu pod nos serwetki. Z równie niewiadomych przyczyn Potwór najchętniej wyciera rękawem resztki paprzącej wszystko straszliwie Nutelli. Zwykle też bluzka trafia zaraz do pralki. Tata Potwora zastanawia się czasem nawet czy nie kazać dziecku rozbierać się do jedzenia. Mniej upaprany by nie był, ale z pewnością łatwiej byłoby go doczyścić.

Smarowidło

Zwykle po całodziennym brudzeniu się, Potwór trafia na myjnię. Często, zwłaszcza latem, Tata Potwora ma go ochotę wrzucić do wanny w ubraniu i zaoszczędzić trochę na wodzie i mydle. Zimą jest trochę łatwiej. No chyba, że na obiad są naleśniki i smarowidło. Po kąpielach młody jest zawsze radosny, zwłaszcza jeśli może się pluskać w wannie i zachlapywać całą łazienkę. Czysty i pachnący zmierza do łoża na wieczorne czytanie i pogaduchy. Wcześniej przychodzi też dać buziaka rodzicowi, który akurat nie pełni funkcji usypiacza. Pewnego dnia wykąpany Potwór przyczłapał z ponurą i skrzywioną miną do siedzącego na fotelu Taty. Ten, nieświadomie, przytulił go mocno i się przylepił. Z wysiłkiem oderwał się od dziecka i zapytał:

– Czemu się lepisz na pyszczku paszczaku?

– Bo zostałem posmarowany przez Mamę, jakimś głupim smarowidłem.

Jak widać przy okazji posmarowano też Tatę Potwora.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Duchy, upiory i strzygi

Potwór dostał zaproszenie od kolegi na imprezę Halloweenową. W programie były duchy, strzygi i upiory, a dokładniej cały szereg zabaw zaplanowanych przez mamę kolegi. Do tego doszedł poczęstunek przygotowany przez rodziców wszystkich obecnych dzieci. Oraz mnóstwo hałasu. Kilkanaście dzieci zgromadzonych na relatywnie niewielkiej przestrzeni parteru domu wydawało z siebie ryki, piski i wrzaski, jakich nie powstydziłby się najlepszy horror. Ogłuszeni rodzice kryli się po kątach, starając się przetrwać nawałę dzieciową. Tata Potwora zdecydował się wspomóc przygotowane nocne podchody w pobliskim lesie. Dzięki temu zyskał dwie godziny ciszy i spokoju. Najpierw, razem z jednym z ojców, przygotowywali wszystkie atrakcje. Plątali sznurki, wieszali pająki i świecące duchy – znaczy balony z diodami.

Duchy i dynie

Potem Tacie Potwora przypadła rola rannego czarodzieja, którego muszą znaleźć w lesie i uratować dzieci. Czekając aż dzieciarnia ruszy do lasu, Tata Potwora kontemplował ciszę i spokój. Siedział sobie w lesie. Wiał wiatr. W oddali szczekały psy. Szumiały liście. Było cicho i spokojnie. A potem dzieci zostały spuszczone ze smyczy. Rozległ się potworny hałas i dzieciarnia wybiegła na podwórko. Rodzicom jakoś udało się nad nimi zapanować, ale ostrzegli młodzież, że w lesie może być niebezpiecznie.

– Tam mogą być duchy! – powiedziała mama gospodarza.

– Nie boimy się duchów! Jak je zobaczymy, to zrobimy na nie kupę. – odparł dzielny gospodarz.

– A potem na nie narzygamy! – dorzucił równie rezolutnie Potwór.

Kryjący się za drzewem za płotem Tata Potwora stłumił chichot i czekał na przybycie ratunkowych dzieci. Gdy w końcu dotarły miały za zadanie posypać go magicznymi liśćmi. W rezultacie Tata Potwora znalazł się pod górą gnijącego listowia, został skopany w podołek i kostki oraz pociągnięty za ucho. Dzięki temu ozdrowiał i ruszył na poszukiwanie zakopanego w okolicy skarbu. Potwór był strasznie dumny, że jego rodziciel jest czarodziejem. Inne dzieci wyrażały natomiast pewne wątpliwości.

– Ale pan jest prawdziwym czarodziejem?

– A gdzie pana różdżka?

– A dlaczego świeci pan telefonem?

– A może mi pan wyczarować kredki?

Było wiele radości. W końcu ekipa powróciła do domostwa, a czarodziej oddalił się na chwilę, aby pozbierać pozostawione w lesie utensylia. Zabawa trwała jeszcze kilka godzin. Dzieci były szczęśliwe, rodzice ogłuszeni, a okoliczna zwierzyna emigrowała w Bieszczady. Tata Potwora był pełen podziwu dla organizatorki. A podobno na horyzoncie są urodziny kolegi Potwora. Trzeba nabyć zatyczki do uszu.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Ryba, choć świeża, nie wszystkich uderza

Niedawno Potworniccy udali się na krótki wypad do Ojcowa. Jesienią okolica wygląda przepięknie, a ponieważ pogoda zapowiadała się w miarę znośna, uznano, że można pojechać. Tata Potwora miał w tym wszystkim ukryty plan, bo wiedział, że na miejscu czai się dobra ryba. A dokładniej Pstrąg Ojcowski, na którego ostrzył sobie zęby już od dawna, tylko różne rzeczy stawały mu na drodze. A to Mama Potwora wymyśliła wyjście do małpiego gaju, a to znów jakiś park i cała wyprawa była odkładana na słynne wieczne nigdy. Jednak tym razem, jakoś się udało. Rodzina zapakowała się do Potwórmobilu i pojechała. Po drodze dwa razy była ulewa, a raz wyjątkowo porywisty wicher. Jednak to nie zrażało dzielnych wycieczkowiczów. Okazało się jednak, że Mama Potwora nie ma odpowiedniego obuwia, a Potwór źle się czuje, więc plan, aby zejść ze Złotej Góry do Doliny Sąspowskiej spalił na panewce. A szkoda, bo Tata Potwora liczył, że uda się znaleźć bobry, które upodobały sobie to miejsce. Potwórmobil zjechał zatem na dół doliny i zaczęło się spacerowanie.

Pyszna ryba jest pyszna

Rodzina zwiedziła ruiny zamku, a potem poczłapała dołem w stronę wędzarni. W głowie Taty Potwora pływała ryba. Był niemiłosiernie głodny i koniecznie chciał ją zjeść. Z kolei Potwór na wieść o tym, że na obiad będzie ryba, zmarkotniał i zaczął marudzić. W rezultacie tylko Tata zajadał się pysznym wędzonym pstrągiem potokowym, a Potwór z Mamą poszedł na ziemniaka. Ojciec rodu postanowił jednak kupić do domu jedną wędzoną rybę, aby podzielić się z małżonką. Przy okazji dokarmiał lokalną kicię, która wyspecjalizowała się w żebractwie. Potem rodzina zebrała się w komplecie, kupiła orzechy od lokalnego sprzedawcy orzechów i wróciła do domu. Dwa dni później Mama Potwora stwierdziła, że skoro ryba nie została jeszcze w całości zjedzona, to można nią poczęstować potomka. Ten podszedł do sprawy nieufnie. Przyjrzał się krytycznie, obwąchał, spróbował, po czym stwierdził:

– Fuj, fuj. Oddalam się z listy fanów tej ryby – i poszedł.

I bardzo dobrze, bo Tata Potwora został fanem wielkim i będzie więcej dla niego.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Page 2 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén