Potwór dostał zaproszenie od kolegi na imprezę Halloweenową. W programie były duchy, strzygi i upiory, a dokładniej cały szereg zabaw zaplanowanych przez mamę kolegi. Do tego doszedł poczęstunek przygotowany przez rodziców wszystkich obecnych dzieci. Oraz mnóstwo hałasu. Kilkanaście dzieci zgromadzonych na relatywnie niewielkiej przestrzeni parteru domu wydawało z siebie ryki, piski i wrzaski, jakich nie powstydziłby się najlepszy horror. Ogłuszeni rodzice kryli się po kątach, starając się przetrwać nawałę dzieciową. Tata Potwora zdecydował się wspomóc przygotowane nocne podchody w pobliskim lesie. Dzięki temu zyskał dwie godziny ciszy i spokoju. Najpierw, razem z jednym z ojców, przygotowywali wszystkie atrakcje. Plątali sznurki, wieszali pająki i świecące duchy – znaczy balony z diodami.

Duchy i dynie

Potem Tacie Potwora przypadła rola rannego czarodzieja, którego muszą znaleźć w lesie i uratować dzieci. Czekając aż dzieciarnia ruszy do lasu, Tata Potwora kontemplował ciszę i spokój. Siedział sobie w lesie. Wiał wiatr. W oddali szczekały psy. Szumiały liście. Było cicho i spokojnie. A potem dzieci zostały spuszczone ze smyczy. Rozległ się potworny hałas i dzieciarnia wybiegła na podwórko. Rodzicom jakoś udało się nad nimi zapanować, ale ostrzegli młodzież, że w lesie może być niebezpiecznie.

– Tam mogą być duchy! – powiedziała mama gospodarza.

– Nie boimy się duchów! Jak je zobaczymy, to zrobimy na nie kupę. – odparł dzielny gospodarz.

– A potem na nie narzygamy! – dorzucił równie rezolutnie Potwór.

Kryjący się za drzewem za płotem Tata Potwora stłumił chichot i czekał na przybycie ratunkowych dzieci. Gdy w końcu dotarły miały za zadanie posypać go magicznymi liśćmi. W rezultacie Tata Potwora znalazł się pod górą gnijącego listowia, został skopany w podołek i kostki oraz pociągnięty za ucho. Dzięki temu ozdrowiał i ruszył na poszukiwanie zakopanego w okolicy skarbu. Potwór był strasznie dumny, że jego rodziciel jest czarodziejem. Inne dzieci wyrażały natomiast pewne wątpliwości.

– Ale pan jest prawdziwym czarodziejem?

– A gdzie pana różdżka?

– A dlaczego świeci pan telefonem?

– A może mi pan wyczarować kredki?

Było wiele radości. W końcu ekipa powróciła do domostwa, a czarodziej oddalił się na chwilę, aby pozbierać pozostawione w lesie utensylia. Zabawa trwała jeszcze kilka godzin. Dzieci były szczęśliwe, rodzice ogłuszeni, a okoliczna zwierzyna emigrowała w Bieszczady. Tata Potwora był pełen podziwu dla organizatorki. A podobno na horyzoncie są urodziny kolegi Potwora. Trzeba nabyć zatyczki do uszu.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook