Odkąd Potwór jest na świecie Tata Potwora zaobserwował ewolucję powrotów z pracy do domu. Początkowo była to euforia, związana najprawdopodobniej z atakiem podstępnych bestii zwanych endorfinami. W domu czekał syn, wyczekany, ukochany, najpiękniejszy, najmądrzejszy (to nic, że miał np. miesiąc i jedyne co mu dobrze wychodziło to osikiwanie ojca) i co tam jeszcze „naj” sobie dodacie. Z czasem endorfiny poszły na wygnanie i zastąpiła je ponura codzienność myśli o konsystencji zawartości pieluchy i liczbie tychże do zmiany w ciągu nocy. Kolega Tata Potwora policzył kiedyś, że zmienił ich w sumie trochę ponad 4000. Węch stracił już koło 40. Jak każdy w miarę normalny człowiek. Potwór nie był kłopotliwym dzieckiem, ale te codzienne czynności potrafiły doprowadzić do szału. Potem było znów lepiej. Bestia stała się komunikatywna, zaczęła chodzić i przytulać i generalnie było super. A potem zaczęła marudzić i było już mniej super. A potem się Tata Potwora przyzwyczaił chyba do marudzenia, albo zaczął zwracać na to mniejszą uwagę.

z pracy do domu

W którymś momencie Tacie Potwora przeskoczył jakiś pstryczek w mózgu i uświadomił sobie, że czas mija. W którymś momencie Potwór nie będzie już chciał się przytulać, oczekiwać, że Tata poświęci mu czas. W rezultacie zaczął cenić te wszystkie drobne chwile spędzane z dzieckiem – wspólne wypady, granie itp. Oczywiście czasami po pracy człowiek jest zmęczony i nie ma na nic siły, ale są takie dni, gdy wraca się z pracy do domu jak na skrzydłach. Zwłaszcza, gdy Mama Potwora wlepi na komunikatorze taki dialog:

– Oooo jak fajnie, tata wraca za godzine i 40 minut!

– A czemu sie tak nie mozesz doczekac?

– No bo go kocham.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook