Tata Potwora

Blog szalonego taty

Tag: rodzicielstwo (Page 2 of 48)

Używanie źródeł

Podobno jedną z największych bolączek współczesnej młodzieży jest brak umiejętności korzystania ze źródeł. Naukowcy z wielu krajów alarmują, że dzieci i młodzież bezkrytycznie przyjmuje informacje, jakie znajduje w sieci. Do tego nie potrafi zweryfikować ich prawdziwości, ani poszukać dodatkowych źródeł, które mogłyby rozszerzyć ich wiedzę. W rezultacie otrzymują powierzchowną wiedzę, która w zupełności wystarcza jednak, aby przebrnąć przez szkołę.

Korzystanie ze źródeł

Czytałem niedawno, że nawet dla nastolatków problemem jest korzystanie ze słownika, o prawdziwej encyklopedii nie wspominając. To trochę przerażające, ale są też iskierki nadziei. Ostatnio obserwowałem jak młody tworzy swoją wersję Gwiezdnych Wojen. Najpierw wytargał Atlas Galaktyczny, gdzie czytał sobie o którejś planecie. W pewnym momencie wyraźnie się nad czymś zamyślił. Odłożył książkę i pobiegł do swojego pokoju. Po chwili przyniósł z niego Encyklopedię Postaci LEGO Star Wars i zagłębił się w poszukiwaniu. Odnalazł wspomnianego w atlasie bohatera, zrobił notatkę na kartce i poszedł po album z Łotra 1, gdzie dokopał się do kolejnych interesujących go rzeczy. Potem sprawdził jeszcze coś na tablecie, dokończył notatki i wrócił do atlasu.

Z każdym kolejnym krokiem, jaki wykonywał, moja szczęka opadała coraz niżej. Młody nie ma jeszcze ośmiu lat, a już genialnie opanował umiejętność korzystania z wielu, różnorodnych źródeł informacji. W krótkim czasie dowiedział się wszystkiego, co było mu potrzebne do stworzenia pełnego obrazu wydarzeń w historii gwiezdnego uniwersum. Nie zdziwi was zapewne, że młody wie więcej o Gwiezdnych Wojnach niż ja. A co ciekawe, oglądał dotąd tylko starą trylogię.

Oczywiście ktoś może powiedzieć, że wychowuję geeka, a zebrana w ten sposób wiedza niczemu przecież nie służy. Być może, choć nie jest powiedziane, że za lat kilkanaście młody nie zostanie ekspertem od Gwiezdnych Wojen, któremu będą płacić za zebraną wiedzę. Co więcej, uważam, że umiejętność korzystania z wielu źródeł przyda się mu w innych dziedzinach życia. Dla niego jest to zupełnie naturalne i z czasem będzie mu tylko łatwiej. Młody niezmiennie mnie zaskakuje. W tej chwili chce zostać twórcą gier łączących wszystkie jego pasje. Ciekawe co będzie dalej.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Pięć powodów, dla których warto być tatą

Zgodnie z groźbą, znaczy obietnicą, przedstawiam wam pierwsze zestawienie z cyklu “pięć powodów”. Dziś biorę na warsztat rzeczy pozytywne, wynikające z mojego przerośniętego ego, samolubstwa i egoizmu.

Wyprawa na Kasprowy Wierch

Powód pierwszy – mogę bezkarnie kupować zabawki

To chyba najważniejszy powód, dla którego warto zostać tatą. Furda tam z tymi wszystkimi rozczulającymi scenkami, gdzie tatuś tuli dziecko, nosi na barana czy uczy jeździć na rowerku. To wszystko jest spoko i fajne, ale nie tak fajne, jak możliwość powrotu do dzieciństwa i kupowania zabawek i bawienia się nimi. Nie jestem jedynym tatą, który tak robi, ale wielu będzie się krygować i udawać, że “nie nie, oni wcale nie kupili tych zabawek z myślą o sobie, przecież to wszystko dla dobra dziecka…” Srututututu. Kłamcy przebrzydli.

Myślicie, że dlaczego wielu mężczyzn jest niespecjalnie szczęśliwych, gdy rodzi im się córka? Bo zakładają, kompletnie mylnie zresztą, że dziewczynki nie będą się chciały bawić czołgami, samochodami i klockami. Z czasem przekonują się, że nie jest to prawda, trzeba tylko odpowiednio skutecznie podsycać odpowiednie pasje i głęboko chować lalki. No dobra, nic o tym nie wiem, bo mam syna i w takiej sytuacji nie byłem. Ale jestem sobie w stanie wyobrazić, że tak właśnie bym robił. W zasadzie to jestem tego pewien.

Powód drugi – mogę oglądać bajki

Bajki są zajebiste. Znaczy wiadomo, że fajnie czasem obejrzeć Niezniszczalnych czy krwawy horror, ale jest tylko fantastycznych bajek, że przegapianie ich uważam za zbrodnię. Można np. Bezkarnie ekscytować się przygodami kucyponków, Ninja Go, Nexo Knights, Maszy i Niedźwiedzia i wielu, wielu innych. Teoretycznie można się tam doszukiwać morałów, głębokich edukacyjnych treści, ale powiedzmy sobie szczerze, że Strusia Pędziwiatra nie oglądam dla pogłębionej psychologii postaci. Choć Kojotowi determinacji odmówić nie potrafię.

Najlepsze jest to, że mogę te bajki oglądać też bez dziecka tłumacząc, że przecież sprawdzam czy aby się dla niego nadają. W końcu jako dobry ojciec, khe khe, znam poziom wrażliwości mojego potomka i potrafię ocenić czy rozpłacze się podczas oglądania Mój przyjaciel smok. Ja ryczałem już w piątej minucie filmu. Znaczy, że się nie nadaje.

Powód trzeci – mogę się wymówić z każdego spotkania

Nudna nasiadówka po pracy, gdzie każdy udaje, że lubi innych, choć normalnie pluje im do kawy i kopie doły? Dla ojca to nic trudnego. Mówisz, że dziecko ma biegunkę, grypę, trudne zadanie domowe, problemy emocjonalne czy co tam jeszcze. Nie jest ważne co powiesz.

Dziecko to perfekcyjna wymówka, pozwalająca uciec z każdego spotkania. Nawet takiego u Najwyższego Prezesa. Udajesz, że dostałeś smsa, robisz zatroskaną minę, mówisz “jejku jejku, moje dziecko ma ostry atak inchocyloglotofobii, muszę pilnie jechać do domu”. To nic, że nie masz pojęcia co właśnie powiedziałeś. Prawdopodobnie nikt z towarzystwa również. Jesteś wolny, a jeszcze pożegnają cię zatroskane spojrzenia i przyjacielskie poklepywanie po plecach.

Powód czwarty – mogę się opędzić od każdego natręta

Wyobraź sobie sytuację, że robisz właśnie coś bardzo ambitnego, jak np. przeklejanie treści z worda do excela. I przychodzi ktoś, kto opowiada o jakiś pierdołach, które nie dość, że przerywają twój skomplikowany proces myślowy, to jeszcze wypierają z umysłu obraz białych plaż czy ośnieżonych szczytów (u mnie to zwykle to drugie).

Wtedy sięgasz po telefon lub album ze zdjęciami i zaczynasz go szczegółowo omawiać. “A tu widzisz, jak młody w wieku 5 miesięcy miał zatwardzenie, a tu z kolei biegunkę, a tu zawartość pieluchy po odkorkowaniu…”. Niewielu jest zawodników, którzy to wytrzymają dłużej niż pięć minut. Chyba, że sami są ojcami, ale oni wiedzą, że czas jest cenny i nie zawracają ci głowy bez potrzeby.

Powód piąty – mogę przekazać mądrości pokoleniowe

Chyba każdy słyszał w dzieciństwie, albo i później, od swoich rodziców tekst “Poczekaj aż będziesz miał własne dzieci”. I wiecie co? Doczekałem się i rozumiem. A co więcej, mogę przekazać tę mądrość życiową własnemu synowi. Mogę straumatyzować kolejne pokolenie, tak jak sam byłem traumatyzowany. Niech się hultaj boi. Niech wie, że coś czai się na horyzoncie. Może czasem pomyśli zanim coś zrobi. Będzie miał swoje dzieci to się przekona… Że to fajna zabawa tak mówić.

I to w zasadzie wyczerpuje zagadnienie pięciu powodów, dla których warto być ojcem. Pewnie znalazło by się ich więcej, ale w sumie po co.

W kolejnym odcinku dowiecie się, o pięciu powodach, dla których nie warto być ojcem.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Dobra zmiana?

Rok 2016 był dla mnie bardzo dobry. Jednak w 2017 czeka mnie pewnie zmiana. I to nawet nie jedna. Przede wszystkim kończę z formą pisania połowy wpisu w trzeciej osobie. Jest to potwornie, nomen omen, męczące i nie pozwala na oddanie wszystkiego, co bym chciał przekazać. Poza tym automatycznie uniemożliwia mi tworzenie wpisów, dzięki którym buduje się oglądalność. Wiecie, tych wszystkich “5 powodów, dla których nigdy nie będziesz dobrym ojcem”, albo “Trzy rodzicielskie błędy, których już nie popełniam”. Wiadomo, że ludzie lubią poczytać co innym nie wyszło, bo w to, że czynią to dlatego, aby stać się lepszymi raczej nie wierzę. Ponad pół roku pracy w jednym z największych portali internetowych w Polsce pozbawiło mnie skutecznie takich złudzeń.

zmiana

Zatem zmiana pierwsza – koniec z pisaniem w trzeciej osobie

Kolejna zmiana dotyczy publikowanych materiałów. Oczywiście dalej będą się tu pojawiać anegdotki związane z młodym. Choć im starszy się robi tym poważniejszy i trudniej wyłapać jakąś perełkę. Dojrzewa tak strasznie szybko i jeszcze chwila i skończą się przytulasy, usypianie, wspólne czytania i wiele innych drobiazgów. One z jednej strony irytują, a z drugiej wiem, że jak tylko się skończą, to będzie mi ich potwornie brakować. Dlatego korzystam ile wlezie, choć oczywiście jestem bardzo niedobrym tatą, o czym nie omieszkam was poinformować w stosownym wpisie o jakże ambitnym tytule “5 powodów, dla których…”.

Zatem zmiana druga – pojawią się treści poradnikowe

Trzecia zmiana dotyczy również materiałów. W grudniu wrzuciłem na youtube materiał z budowania modelu LEGO. Poczułem się jak bohater ambitnego newsa “Zrób to, a efekt cię zaskoczy”. Naprawdę efekt mnie zaskoczył, bo tę nieudolną próbę poklatkowej animacji obejrzało, jak dotąd ponad 3000 ludzi. Wiem, że to nic w porównaniu z tuzami wideo, ale pokazuje mi, że warto to robić. Po pierwsze dlatego, że ktoś to jednak ogląda, a po drugie dlatego, że sprawia mi to frajdę. Dlatego będę robił filmiki, wideorecenzje, testy zabawek i to w różnych formach i pewnie też językach, bo rzeczy dotyczące zabawek oglądają ludzie z całego świata. Planuję również występy przed kamerą, tylko się najpierw ogolę, choć bardzo mi się nie chce.

Będę też musiał kupić kamerę, aparat oraz jakieś statywy i znaleźć specjalną żarówkę w miejsce stłuczonej przez młodego (przez przypadek i nie dostał za to bury – to nie jest jeden z tych “5 powodów, dla których…”). Wiem, że jest platforma Patronite, gdzie można przedstawić swój pomysł i zbierać datki na jego rozwój. Choć żebraniną się brzydzę, to dobra przyjaciółka kopie mnie w kostkę, że powinienem tam wystawić mój projekt (kopie mnie też, że powinienem napisać książkę, bo ponoć mam znośne pióro). Pewnie to zrobię, ale z zastrzeżeniem, że oddam wszystkie pieniądze, jak już się dorobię (cha, cha, cha – śmiech przez łzy).

Zatem zmiana trzecia – treści wideo

Ponieważ młody rośnie, będzie też więcej o mnie samym, a raczej o tym, jak skutecznie nie radzę sobie z dorosłością i obowiązkami (“5 powodów…”). Opowiem wam na przykład o pewnej puszce, która stoi na parapecie i straszy datą 2014, o walce z depresją, nienawiści do komunikacji miejskiej i innych radościach dnia każdego. Będzie ubaw po pachy, gwarantuję.

Zatem zmiana czwarta – więcej o mnie

Szykują się też inne zmiany, ale raczej nie nastąpią w najbliższym czasie i w związku z tym nie będę jeszcze o nich pisał. Dość powiedzieć, że mnie przerażają i nie nastrajają specjalnie optymistycznie. Jestem człowiekiem, który lubi mieć poukładane w życiu i z grubsza wiedzieć, co może na niego czekać za zakrętem. Niepewność wywołuje strach i zniechęcenie. Miejmy nadzieję, że poradzę sobie z tym, co nadchodzi i grozi kompletnym przemodelowaniem tego co mam. Najlepsze lub najgorsze jest to, że te mityczne, majaczące w oddali zmiany nijak nie wpływają na te powyższe. Zapowiada się szaleństwo.

Także ten – stay tuned!

 

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Ciastka i cukierki, czyli urodziny kolegi

W weekend Tata Potwora zabrał potomka na urodziny kolegi. Obowiązkowym elementem takich wydarzeń są czekolada, ciastka i cukierki. Jednak tym razem dzieciarnia była od źródła słodkości odrobinę odizolowana, bowiem atrakcje rozgrywały się na wielkiej hali gimnastycznej, a przekąski we wszelkich formach stały na trybunach. W efekcie słodycze podjadali głównie rodzice. I dobrze, bo coś im się też, kurcze blade, od życia należy. Wcinając delicje i szarlotkę dorośli patrzyli, jak młodzież skutecznie niweluje wysiłki dwojących i trojących się animatorów, którzy próbowali zapanować nad rozbrykanym tłumem dzieci.

cukierki

Zabawy były utrzymane w stylu Pokemonowym i wyraźnie się młodzieży podobały. Oczywiście część miała inne pomysły na spędzanie czasu i animatorzy w końcu trochę się poddali i wyturlali dla nich piłkę. Potwór tymczasem zajmował się wspinaczką na wszystkie strome powierzchnie. Wyraźnie sprawiało mu to frajdę. A potem przybiegł wraz z resztą milusińskich na tort, ciasteczka i cukierki. Również rozbijanie piniaty w kształcie Pikachu cieszyło się powodzeniem. Co prawda rodzice obstawiali, że to trzymający ją na drabinie animator dostanie kijem w “piniatę”, ale nic takiego nie nastąpiło. Pokemon pękł i wysypał mnóstwo cukierków.

Dzieciarnia pozbierała trochę i pastwiła się nad resztkami pojemnika. Potwór pozostał w końcu sam na placu boju. Wziął kawałek piniaty w kształcie miski i załadował wszystkimi pozostałymi na miejscu cukierkami. Przyniósł to cichcem Tacie Potwora i kazał zakamuflować celem zabrania do domu. Tata zapytał organizatorkę czy można, a gdy uzyskał potwierdzenie, zabrał górkę dobroci do domu. Po powrocie, Potwór spojrzał na postawiony na stole pojemnik, zrobił minę cierpiętnika i stwierdził

– Nie mogę już jeść więcej słodyczy.

– O, patrz, delicja. – podstępnie powiedział Tata

– Mniam, mniam, mniam.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Nie śpię, bo buduję czołg

Wczoraj, w ramach obowiązków służbowych, Tata Potwora dostał czołg. Ale nie byle jaki tam wyrób z marketu za 14,99 zł bez obniżki. Fachowy model PT-76 od Cobi, zapakowany w elegancką blaszaną puszkę. W środku znalazł mnóstwo klocków, sporo elektroniki i kabelków oraz instrukcję składania. Można było się domyśleć, czym Potworniccy będą się zajmować wieczorową porą. Najpierw było rozpakowywanie i oglądanie zawartości pudła, a potem Potwór stwierdził “budujemy”. Ponieważ dziecko dziesięć minut później było gonione do spania, to na polu bitwy został samotny Tata Potwora i dzielnie budował czołg. Kilka razy zaklął szpetnie, gdy przyszło mu podłączać kabelki w ciasnocie, albo coś się przymocowało nie tam, gdzie trzeba.

Czołg PT-76 do Cobi

Namarudził się też sporo, gdy przyszło do składania gąsienic. Każda jedna składa się 33 elementów plastikowych i 33 elementów gumowych, które zapewniają jej przyczepność. 66 klocków razy 2 i chwilę to zajmuje. A potem Potwór przyszedł, zobaczył, że można jeździć samym podwoziem, zakazał Tacie składać ludziki do rana i poszedł spać. A Tata w odmętach nocy budował czołg. Wstawił baterie, dołożył ostatnie elementy i odpalił maszynę. Już na początku spodobały mu się światła – długie i krótkie. Do tego możliwość wprawienia maszyny w stały ruch ciągły i sterowanie tylko skrętami, wypadły na plus.

Czołg ruszył na objazd mieszkania. Z dużego pokoju pojechał do kuchni. Wypłoszył znad miski małego kota i pojechał do przedpokoju. Wygonił dużego kota z okolic kuwety i przejechał koło zamkniętego pokoju Potwora. Zza drzwi dobiegło stłumione “Tata przestań jeździć tym czołgiem, bo nie mogę spać!”. Czołg odjechał więc do dużego pokoju, gdzie Tata Potwora zbudował mu tor przeszkód i przetestował możliwości jazdy w terenie trudnym. A potem zrobiło się strasznie późno i trzeba było iść spać.

Zgadnijcie co dzisiaj wieczorem będzie robił Tata Potwora?

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Page 2 of 48

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén