Tata Potwora

Blog szalonego taty

Tag: halloween

Duchy, upiory i strzygi

Potwór dostał zaproszenie od kolegi na imprezę Halloweenową. W programie były duchy, strzygi i upiory, a dokładniej cały szereg zabaw zaplanowanych przez mamę kolegi. Do tego doszedł poczęstunek przygotowany przez rodziców wszystkich obecnych dzieci. Oraz mnóstwo hałasu. Kilkanaście dzieci zgromadzonych na relatywnie niewielkiej przestrzeni parteru domu wydawało z siebie ryki, piski i wrzaski, jakich nie powstydziłby się najlepszy horror. Ogłuszeni rodzice kryli się po kątach, starając się przetrwać nawałę dzieciową. Tata Potwora zdecydował się wspomóc przygotowane nocne podchody w pobliskim lesie. Dzięki temu zyskał dwie godziny ciszy i spokoju. Najpierw, razem z jednym z ojców, przygotowywali wszystkie atrakcje. Plątali sznurki, wieszali pająki i świecące duchy – znaczy balony z diodami.

Duchy i dynie

Potem Tacie Potwora przypadła rola rannego czarodzieja, którego muszą znaleźć w lesie i uratować dzieci. Czekając aż dzieciarnia ruszy do lasu, Tata Potwora kontemplował ciszę i spokój. Siedział sobie w lesie. Wiał wiatr. W oddali szczekały psy. Szumiały liście. Było cicho i spokojnie. A potem dzieci zostały spuszczone ze smyczy. Rozległ się potworny hałas i dzieciarnia wybiegła na podwórko. Rodzicom jakoś udało się nad nimi zapanować, ale ostrzegli młodzież, że w lesie może być niebezpiecznie.

– Tam mogą być duchy! – powiedziała mama gospodarza.

– Nie boimy się duchów! Jak je zobaczymy, to zrobimy na nie kupę. – odparł dzielny gospodarz.

– A potem na nie narzygamy! – dorzucił równie rezolutnie Potwór.

Kryjący się za drzewem za płotem Tata Potwora stłumił chichot i czekał na przybycie ratunkowych dzieci. Gdy w końcu dotarły miały za zadanie posypać go magicznymi liśćmi. W rezultacie Tata Potwora znalazł się pod górą gnijącego listowia, został skopany w podołek i kostki oraz pociągnięty za ucho. Dzięki temu ozdrowiał i ruszył na poszukiwanie zakopanego w okolicy skarbu. Potwór był strasznie dumny, że jego rodziciel jest czarodziejem. Inne dzieci wyrażały natomiast pewne wątpliwości.

– Ale pan jest prawdziwym czarodziejem?

– A gdzie pana różdżka?

– A dlaczego świeci pan telefonem?

– A może mi pan wyczarować kredki?

Było wiele radości. W końcu ekipa powróciła do domostwa, a czarodziej oddalił się na chwilę, aby pozbierać pozostawione w lesie utensylia. Zabawa trwała jeszcze kilka godzin. Dzieci były szczęśliwe, rodzice ogłuszeni, a okoliczna zwierzyna emigrowała w Bieszczady. Tata Potwora był pełen podziwu dla organizatorki. A podobno na horyzoncie są urodziny kolegi Potwora. Trzeba nabyć zatyczki do uszu.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Halloween 2: Powrót Potwora

Rok temu na Halloween Potwór był przebrany za Ninja. Tym razem poprzeczkę postanowiły podnieść mamy – Potwora, Kumpla Potwora i Kumpeli Potwora (dla ułatwienia zwane teraz Mamą 1 i Mamą 2). Już dobry miesiąc wcześniej knuły wspólnie, że przygotują wyjątkową imprezę dla potomstwa. Mama Potwora zajęła się wymyślaniem pomysłów na dekorację domu Mamy 1, a Mama 2 zobowiązała się zorganizować materiały, które posłużą za bazę ozdób. Pierwsze spotkanie bojowe odbyło się u Potwornickich. Tata Potwora doglądał w tym czasie dzieci i co jakiś czas rzucał niespokojne spojrzenia w stronę stołu, przy którym trwała burza mózgów. Z podsłuchanych informacji wynikało, że Mamy planują przebudowę domu na mroczny zamek, z fosą, basztą z obowiązkowym duchem oraz tuzinem klekoczących zbroi. Plan został zatwierdzony, a wszystkie panie spotkały się ponownie na miejscu zbrodni już dzień wcześniej, aby rozpocząć prace budowlane. Tata Potwora miał przybyć kolejnego dnia “na gotowe”, zabierając po drodzę Kumpelę Potwora, jej Tatę i Kuzynkę. Dla Potwora przygotowano strój czarodzieja, ze szpiczastym kapeluszem, płaszczem i różdżką z kawałka peknietej rurki.

Męska część drużyny Potwornickich pojechała odebrać pasażerów. Kumpela Potwora miała na sobie pełny makijaż wampira i sztuczne zielone kły. Potwór na jej widok zamarł i wytrzeszczył oczy. Doświadczył po raz pierwszy zjawiska przemiany znajomej kobiety za pomocą środków stylistycznych i wprawiło go to w lekki stupor. Nie wiedział czy się bać, i czy ten niewielki w sumie wampir jest jego kumpelą, czy nie. Przez pół drogi miał dziwną minę i siedział nadspodziewanie cicho. Rozkręcił się bliżej miejsca docelowego, gdy Potwórmobil kroił gęstą jak mleko mgłę, a raczej pyłoaktywny smog zalegający w całej okolicy.

Halloween

Przyozdobiony dom robił wrażenie – w oknach widniały czarne koty, nietoperze czy dynie. Wszędzie wisiały pajęczyny pełne pająków i innych dobroci, z kątów wyglądały duchy i innej maści upiory. Dzieciarnia była poprzebierana za upiory, szkielety, czarownice, czarodziejów, a nawet rycerzy Jedi. Rozpętało się zwyczajowe piekło, przy którym Pandemonium wydawało się miejscem zacisznym i przytulnym. Niektórzy rodzice również przebrali się na tę okoliczność – np. za bardzo atrakcyjną wampirzycę. Rzeczona krwiopijczyni omal nie spowodowała wypadku, gdy w tumanach mgły wypatrywała przy drodze kolejnych gości. Kierowca pewnego dostawczaka prawdopodobnie będzie miał co opowiadać do końca życia.

Tymczasem młodzież bawiła się w najlepsze. Tata Potwora zapytał przebiegającego potomka czy chce się napić, na co usłyszał:

– Nie teraz, ja tu mam kobietę do zabicia!

Trudno dyskutować z takim stwierdzeniem, więc po sprawdzeniu czy mord przebiega sprawnie, Tata Potwora zajął się szarlotką. Potem dorośli zostali zagonieni do wykrajania w dyniach buziek. Potworowi entuzjazmu wystarczyło na stwierdzenie – “nasza ma mieć złą minę”. I tyle go Tata widział. Gdy dynie ze świeczkami w środku straszyły już radośnie za oknem dzieci zajęły się zabawami. Jedna z nich polegała na wrzuceniu do balona tzw. glowsticka. Oczywiście bez pomocy rodziców się nie obeszło. A potem, gdy pierwsze baloniki zaczynały, przy straszliwym lamencie dzieciarni, pękać, Potwór poprosił, aby jego balonik wynieść do auta. Wtedy Tata Potwora wpadł na szatański pomysł. Wstawił balon do kaptura, wyciągnął jedną rękę z rękawa kurtki i poszedł dookoła domu, aby straszyć młodzież przez okno. Efekt był piorunujący.

Halloween

Później straszliwy balono-słonio-twór wszedł do domu i chciał przestraszyć dzieci w pokoju. Efektu się nie spodziewał. Jedno dziecko rzuciło mu się na plecy z zamiarem przegryzienia tętnicy, kolejne wyprowadziło celny cios nogą pod kolano powalając go na ziemię, następnie stwór zaginął pod morzem drapieżnych milusińskich i tylko sprawna akcja reszty rodziców ocaliła go przed niechybnym zadeptaniem. Było wiele radości, Potwór był bardzo dumny, że to jego Tata tak pięknie straszył.

Halloween

Zabawa trwała jeszcze kilka godzin. Młodzież się wyszalała, a rodzice pogadali. Później Potworniccy pomogli Mamie 1 i 2 ogarnąć największy bałagan, po czym udali się do domu. Na zewnątrz była mgła, a raczej jej radioaktywny odpowiednik. Tylko czujności i jeździe z prędkością 20 na godzinę Tata Potwora zawdzięcza, że nie zabił dwóch nawalonych typów, ubranych w ciemne kurtki, którzy szli środkiem zamglonej totalnie drogi. Był to największy strach tego wieczoru. Adrenalina puściła jakieś 2 godziny później, ale impreza była udana. Potwór chce już następnej.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Halloween

Zgodnie z zapowiedziami Potworniccy wybrali się na Halloweenowe spotkanie. Potwór postanowił przebrać się za, nigdy nie zgadniecie, Ninja. W tym celu Tata Potwora musiał pojechać do sklepu sportowego nabyć drogą kupna kominiarkę. Ponieważ wybór był między jedną, a jedną, a więc żaden, nabyta została najprostsza wersja. Potwór nie kręcił jednak nosem. Pozostałe czarne elementy garderoby na szczęście miał, a od rana w niedzielę montował z Mamą Potwora gwiazdki ninja do rzucania. Przewiązany zielonym szalem Mamy wyglądał naprawdę groźnie. Oczywiście nie obeszło się bez okrzyków. Było wiele radości. Dodatkowo na wyjazd należało przygotować dynię, bo punktem programu miało być jej wycinanie przez Potwory i Ojców. Tym razem dojazd był spokojny, bo droga była już znana. Na miejscu okazało się, ze Potwory będą tylko trzy, ale i to wystarczyło aż nadto.

Halloween

Lokalny Potwór również był przebrany za Ninja. Obaj robili mnóstwo hałasu, a potem przyjechał trzeci kolega, któremu Mama zrobiła imponujący makijaż i jeszcze bardziej imponującą koszulkę. Wyglądali morderczo. Hałasowali równie morderczo. Umiejętności ninja testowali na kotach. Było wiele radości. A potem nadszedł moment wycinania dyni. Do pracy zostali zagonieni Tatusiowie. Potwory raczyły rzucić okiem na dynie i zatwierdzić wzorek, w który miały być wycinane. I to było na tyle jeśli chodzi o zajęcia integracyjne Potwór-Tata. Ojcowie siedzieli więc przy dziecięcym stoliku i babrali się we wnętrznościach dyni. Było wiele radości. Ale trzeba przyznać, że efekty były naprawdę niezłe i trzy dynie wypełnione świeczkami trafiły na podwórze, skąd straszyły oglądających. Tatusiowie wytarli się z resztek dyni i zajęli próbami reanimacji kroczącego robota. Potwory w tym czasie lepiły ciasteczka. Było wiele radości. Trzeba przyznać, że był to bardzo udany wypad. Potwór się wybawił z kolegami, rodzice się ponownie zintegrowali. Chyba pora, żeby zrobić jakieś wspólne zajęcia u Potwornickich.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén