Tata Potwora uwielbia góry. A, że do Tatr ma wyjątkowo niedaleko, to co jakiś czas pakuje się w samochód i rusza na szlak. Stara się też zaszczepić miłość do górskich wędrówek u Potwora. Nie jest to zadanie łatwe, bo choć młodzian lubi wypady z rodzicem, to jednak szybko męczy go monotonia wędrówki i włącza tryb marudy. Najlepszym sposobem na zniwelowanie tego stanu jest zapodanie zewnętrznego bodźca. Może nim być motywator w postaci czekolady po zdobyciu szczytu, ciasteczko w połowie drogi czy też coś mniej przyziemnego – obietnica ładnego widoku czy śniegu. Doskonale do wspinaczki skłania też rówieśnik lub rówieśniczka. Dzieci nakręcają się wtedy same i gadając o wszystkim nie zauważają trudów drogi. Trochę gorszym, ale ciągle dobrym rozwiązaniem, jest “zewnętrzny” dorosły – wujek, ciocia, dziadek czy kto tam jeszcze, kto zajmie Potwora rozmową i zachęci do wędrówki. To rzeczywiście działa. Tym razem na wyprawę w góry wybrał się z Potwornickimi wujek naukowiec, z którym Potwór dzielił się swoimi pomysłami na gry tabletowe.

Wyprawa na Kasprowy Wierch

Tata Potwora postanowił sprawdzić czy Potwór da radę wyjść na grań Tatr. Wybrał zatem uważany za najłatwiejszy szlak na Kasprowy Wierch. Trzy godziny marszu, w zestawie z marudzącym Potworem zamieniły się w prawie 4. Głównie ze względu na częste postoje. To ciekawe, że na placu zabaw młody może ganiać non-stop przez kilka godzin i nie odczuwać zmęczenia, a na szlaku pierwszy postój planuje już po 10 minutach. Jednak mimo sapania i pufania, wdrapał się na szczyt i był z siebie bardzo dumny. Trudno mu się zresztą dziwić. Po zjedzeniu czekolady, drużyna ruszyła dalej, aby zdobyć Beskid, pierwszy szczyt powyżej 2000 metrów, na który wszedł Potwór. Co ciekawe, na widok Świnicy i niewinne pytanie czy nie wybrałby się tam, bestia stanowczo zaprotestowała. Oczywiście Tata Potwora ma jeszcze jakieś resztki rozumu w głowie i nie zabrałby na ten szczyt potomka. Zejście przez Liliowe do Murowańca, ukoronowane było kolejną litanią marudzenia, że czemu ten szlak idzie w dół. W górę źle, w dół źle, ma być po płaskim. W Murowańcu tłum ludzi zniechęcił do czekania na posiłek i drużyna skorzystała z zapasów, po czym ruszyła do Kuźnic. Zmordowani ośmiogodzinnym marszem zasiedli przy obiedzie, po czym zjechali na parking, gdzie czekał samochód.
Tata Potwora był przekonany, że młody padnie w drodze do Krakowa, ale przez całą drogę gadał, wspominał i słuchał muzyki. Padł za to wycieńczony wujek. Na pytanie, co najbardziej podobało się Potworowi w górach padła, w sumie oczekiwana, odpowiedź: “Czekolada”.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook