Wychodzi na to, że mogę zostać prorokiem. W kwietniu 2015 roku pisałem “Jeszcze jakieś dwa lata znoju i będzie można jeździć razem na wycieczki”. I proszę bardzo. Mamy kwiecień roku 2017 i młody jeździ na rowerze jak szalony. Wszystko odbyło się w ostatni weekend, co więcej w prima aprilis. Gdy moja małżonka zaproponowała, żeby odkręcić boczne kółka od roweru i zabrać młodego do Parku Lotników, nie sądziłem, że uda nam się cokolwiek osiągnąć. Od ponad dwóch lat starałem się zachęcić potomka do jazdy na rowerze, a skutki były co najwyżej średnie. Dlatego nie kwapiłem się specjalnie do tej wyprawy, zwłaszcza, że chciałem się zdrzemnąć po przedwczesnej pobudce. Nie było mi to jednak dane.

Młody pokochał rower

Pogoda była przepiękna, więc w sumie po chwili nawet nie bardzo żałowałem, że muszę ruszyć cztery litery z domu. W perspektywie miałem co prawda mnóstwo pracy, ale przecież robota nie zając, zawsze zdąży człowieka dopaść i przygnieść do ziemi. Na parkingu wydłubałem z bagażnika rowerek, a mama usadziła na nim młodego i stał się cud. Potomek wziął się i pojechał. Tak po prostu, z lekkim tylko popychem. Fru i już. Stałem zbaraniały i nie mogłem zebrać szczęki z rozgrzanego asfaltu. Co prawda z hamowaniem było trochę gorzej, a i kolejne starty sprawiały pewne trudności, to jednak widać było, że jest wielka chęć jazdy.

Objechaliśmy cały park. Spędziliśmy trochę czasu na tropieniu wiewiórek i graniu w piłkę, a potem pojechaliśmy uczcić osiągnięcia lodami i dobrym obiadem. Po powrocie na osiedle młody ciągle chciał iść na rower. To było niesamowite. Ganiał na nim z kumplami i szło mu coraz lepiej. Sytuacja powtórzyła się w niedzielę. Potomek jeździł jak szalony, tylko dalej nie szło mu z hamowaniem. Doszło zatem do tego, do czego dojść musiało. Potężna kraksa połączona z wywrotką i zdarciem kolana. Nastąpiło chwilowe obrażenie na rower. Jednak po południu znów można było ruszyć do akcji.

Młody szalał tym razem z mamą. Potrenował hamowanie i spędził na rowerze kolejnych kilka godzin. Wyraźnie mu się to spodobało i można oczekiwać, że lada dzień będzie chciał, żeby jeździć z nim na dłuższe wyprawy. Oznacza to, że będę musiał odkurzyć swój rower, który ostatnio był w użyciu w 2012 roku podczas wyprawy do Norwegii. Przeczuwam wymianę dętek, odrdzewianie i inne radosne regulacje. Będzie dużo brudu i radości. Ale wspólny przejazd na dłuższej trasie z pewnością będzie tego wart. No chyba, że młodemu się znudzi.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook