Potwór jest typowym mieszkańcem miasta. Dodajmy, że dużego miasta. Nie bardzo kocha tereny zielone, a wyprawy piechotą dłuższe niż na plac zabaw czy do przedszkola nudzą go niepomiernie i wywołują protesty. Najlepiej żeby wszędzie podwieźć Potwora samochodem, a potem żeby spacer trwał maksymalnie 15 minut lub kończył się na dużym placu zabaw, gdzie Potwór spędzi kilka godzin, a Tata Potwora znajdzie się trzy ćwierci od niechybnej śmierci z nudów. Przy czym Potwór nie należy do dzieci nieaktywnych i spasionych. Jest raczej chudy i jak na gust Taty Potwora stanowczo zbyt mobilny o 6 rano. Jakoś przez te 4 i pół roku żywota Potwór nie dotarł nigdy w góry. Dlatego Tata Potwora zebrał się w sobie i postanowił zatargać miot w Tatry. W końcu to tylko 2 godziny jazdy, cóż mogło pójść źle?

mieszczuch

Tata Potwora wstaje w dobrym humorze. Napełnia plecak zapasowymi ciuchami Potwora, jedzeniem w różnych postaciach, napojami i pełen dobrych chęci bawi się z Potworem w rozkładanie i składanie ludzików z LEGO. Po śniadaniu przyprowadza auto i pakuje zaciekawionego Potwora do środka. Przewidując, że Zakopianka może być zapchana Tata Potwora każe mu zapakować plecak zabawkami. Jak można się domyśleć Potwór pakuje prawie wszystko, co wpada mu pod rękę, z narzędziami włącznie. Dzięki temu przez prawie całą drogę do stolicy Tatr ma co robić i tylko dzięki nagabywaniu Taty Potwora racza zauważyć ośnieżone szczyty i łaskawie stwierdza “Wysokie!”. Tata Potwora pokazuje Giewont i straszy Potwora, że na tę górę trzeba wejść. Potwór stwierdza, że jak tak, to on woli zostać w samochodzie. Nie ma lekko, zostaje wyciągnięty, opatulony w ciepłe ciuchy i zaciągnięty do doliny. Po drodze napotyka niespotykane tej zimy zjawisko – śnieg. Zajmuje go to na dobre pięć minut, ale już po pierwszym mostku w Strążyskiej woła “Ja chcę wrócić do samochodu. Nigdzie nie idę!”. Tylko obietnica zjedzenia czegoś na Polanie Strążyskiej pozwala dotrzeć mu do końca bez nadmiernego marudzenia. Na miejscu zjada kawałek zakupionej parówki, a resztę niepysznego fastfóda zjada Tata. Potwór w tym czasie piłuje stół i wbija w niego niewidzialne gwoździe. Dopiero wyprawa do wodospadu zaczyna mu się podobać, bo jest ślisko i wszyscy dookoła czepiają się drzew żeby jakoś iść. Potwora strasznie to śmieszy. Wraca pełen entuzjazmu i znajduje kumpla do rozmowy, z którym gadają głównie o najgłupszych tekstach z bajek w stylu “Uwaga pupa leci!”. W samochodzie Potwór natychmiast zapada w sen i budzi się dopiero pod domem. Na pytanie co najbardziej podobało mu się w górach odpowiada “Moje zabawki”. Przebrzydły mieszczuch!

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook