O tym, że Potwór zbiera namiętnie kamienie, pisałem już kilka wpisów temu. Domowy geolog znosi do mieszkania olbrzymie ilości materii nieożywionej, zastawiając nią biurka, półki i podłogi. Tata Potwora nie był nigdy specjalistą z takich dziedzin jak geologia czy też minerealogia, więc musi powoli nadrabiać zaległości. Nie idzie mu z tym najlepiej, ale ma silne postanowienie, że w końcu się weźmie i zrobi co trzeba. Tymczasem, powracający z wakacji u Babci, Potwór przywiózł do domu kolejną górę kamieni. Było ich tyle, że nie zmieściły się w walizce i zostały wysłane osobną paczką. Pakunek był tak ciężki, że Mama Potwora ledwo dała radę donieść go, po odbiorze z paczkomatu, do odległego o półtora metra auta. Radości było co nie miara, a jeszcze więcej podczas rozpakowywania klunkra w pokoju. Góra urosła, podłoga zatrzeszczała złowieszczo. A w pudełku było jeszcze coś. Zestaw do własnoręcznego wykopywania kryształów z bryły gipsu.

Geologia

@Ania Sadurska-Czochra

Pierwszego dnia po powrocie Potwór zażyczył sobie, aby Tata Potwora zabrał się z nim za wykopywanie kamieni z gipsu. Tata przygotował stanowisko pracy, otworzył opakowanie, przeczytał instrukcję i złapał się za głowę. Potwór zaczął stukać załączonym młoteczkiem w gipsową cegłę. Pojawiły się niewielkie odpryski i wgłębienia. Po pięciu minutach był już trochę znudzony i przekazał narzędzie Tacie. Czterdzieści minut później w kuchni unosiły się kłęby gipsowych oparów. Na stole leżała wielka góra pokruszonego materiału budowlanego. Tata Potwora klął w duchu. Potwór się nudził. Plastikowy młoteczek stępił się prawie do cna. Bryła wyglądała mniej więcej tak samo, jak na początku pracy. Kamieni nie było widać. Kilka godzin później udało się wyrąbać pierwszy kryształ, podobno Agat, z pułapki. Kolejnego dnia dwa następne. Pozostało jeszcze pięć. W tym tempie Tata Potwora zakończy pracę w okolicach grudnia. Nikt nie powiedział, że bycie domowym geologiem będzie łatwe, prawda?

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook