Tata Potwora

Blog szalonego taty

Month: Wrzesień 2014 (Page 2 of 2)

Za mocno

Częste mycie skraca życie. Potwór wyraźnie hołduje tej zasadzie i jak może unika kąpieli. Niestety Mama Potwora jest nieubłagana i co wieczór bestia jest goniona do łazienki jeśli nie na prysznic, to na szorowanie chusteczką. Teoretycznie dziecko nie świnia i nie tapla się codziennie w błocie, ale po całym dniu w przedszkolu i powrocie przez plac zabaw jest zwykle upocony i przenosi we włosach pół piaskownicy. Wychodzi zatem na to, że w celach bakteriologicznych i humanitarnych (dla nosów rodziców) należy Potwora poddać ablucji. Zwykle odbywa się to dość szybko i nawet bez specjalnego marudzenia, bo Potwór chce żeby przed snem przeczytać mu jeszcze bajkę. Groźba pozbawienia tego przywileju działa lepiej niż cokolwiek innego.

za_mocno

Tego dnia przed myciem Potwór postanowił, że chce zostać zziemniakowany do łazienki. Oznacza to nie mniej ni więcej, że Tata Potwora przerzuca sobie bestię przez ramę i zanosi do łazienki. Potwora strasznie to śmieszy i czasem ucieka, żeby przenieść go jeszcze raz, i jeszcze… i jeszcze. Po takim maratonie Tata Potwora nadaje się sam do szybkiego mycia, bo pot leje się z niego strumieniami. Nie inaczej było tym razem, ale obowiązek szorowania bestii przejęła Mama Potwora. Potwór był tego dnia bardzo wymęczony i jęczał praktycznie o wszystko. Nie inaczej było z kąpielą. Do pogrążonego w lekturze Taty Potwora docierały różne jęki i wrzaski.

– Ła! Mój piszczel! Moja wątroba! Za mocno mnie myjesz!

Wychodzi na to, że Potwór ma wątrobę na wierzchu. To by wiele wyjaśniało.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Fajerwerki

Weekend u Potwornickich stał pod znakiem dzielnicowego festynu. Już w piątek po południu zaczeły rozstawiać się dwa place zabaw pełne dmuchańców, powietrznych kulek wodnych i karuzel. Potwór oczywiście wyczaił wszystko w drodze z przedszkola i w sobotę rano wytargał Tatę Potwora z łóżka bladym świtem hasłem “zobacz czy już stoją dmuchańce?”. Jeszcze nie stały, bo mgła dopiero nieśmiało pełzała po polach, a Tata Potwora odczuwał zmęczenie materiału po rajdzie po barach z dobym piwem odbytym z kolegami z pracy. Wypełniając niemrawo obowiązki rodzicielskie Tata Potwora co jakiś czas wyglądał przez okno i mówił “Nie, jeszcze nie rozstawili dmuchańców”. Kiedy dmuchane szkarady zostały już rozstawione trzeba było poczekać jeszcze na to aż wstanie Mama Potwora. Dzieć pognał galopem oglądać dmuchańce (6 zł za 6 min. – ał ał ał). Wyłudził jednorazowy zjazd, po czym został zaciągnięty na zakupy, do babci i na bezpłatny plac zabaw w Parku Jordana, gdzie wspinał się jak małpa po linowym zamku. Po obiedzie nastąpiło drugie wyjście na dmuchańce i przy okazji obserwowanie jak budowana jest scena na niedzielny koncert.

fajerwerki

W niedzielę Tata Potwora umierał na głowyból (a w sobotę położył się grzecznie spać o 23) więc ciężar walki z dzieckiem na dmuchańcach i karuzelach wzięła na siebie Mama Potwora. Od rana trwały też występy na scenie, a na wieczór zaplanowano koncert jakiejś gwiady, co Tata nie zna, bo z zasady nie słucha rodzimej muzyki. Późnie miały nastąpić fajerwerki. Potwór raczej nie był tą ideą zachwycony, ale gdy na placu zabaw kolega mówił o pokazie sztucznych ognii, to coś zaświeciło się mu w oczkach. Usypianie tego dnia wziął na siebie Tata Potwora. Wyszorowany, pachnący i grzeczniutki Potwór zawinął się w kołdrę i ignorując dobiegające zza okna ryki zasnął w dwie minuty. A potem nastąpiły fejerwerki. Mama i Tata Potwora oglądali jest z pokoju potomka. Odsłonili okno, huk był taki, że szyby drżały, ziemia się trzęsła, koty schowały się w łazience… a Potwór spał jak zabity. Wzięty na ręce wymamrotał “Ja chcę do łóżka. Nie chcę żadnych fajerwerków”. Zawinął się w kołdrę i zachrapał. A potem nadszedł ranek. O 6.00 Potwór chlipiąc i smarkając wpadł do łóżka rodziców “Nie widziałem fajerwerków”. W końcu udało się go pocieczyć, a Tata Potwora włączył na telewizorze pokaz fajerwerków z Singapuru. I choć to nie były “prawdziwe, prawdziwe” fajerwerki, to i tak były fajne.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Zombie

Stali czytelnicy bloga wiedzą, że niedaleko domu Potwornickich znajduje się duży plac zabaw, gdzie bestia z lubością rezyduje. W ostatnią sobotę wakacji Potwór wyraźnie zaczął się po południu nudzić. Mama Potwora zasugerowała, że trzeba zabrać potomka na wybieg, aby trochę się wyszalał i dał żyć. Tata Potwora nie pałał entuzjazmem do tego pomysłu, bo złapał od Potwora przeziębienie i czuł się jak ślimak przejechany dwukrotnie przez walec. Zdobył się jednak na heroiczny wysiłek i poczłapał z bestią na plac zabaw. Zresztą w zasadzie to mógłby go puścić samego, bo po przejściu ulicy Potwór pognał jak błyskawica i Tata Potwora znalazł go 10 minut później, gdy doczołgał się na miejsce. Tam odnalazł się kolega stwora z przedszkola i zaczęli we dwóch demolkę okolicy.

zombie

Na początek nastąpiła akcja “rekin”, czyli zabawa w rekina dookoła statku pirackiego. Jakim cudem Potwór nie ochrypł od ciągłego wrzeszczenia, tego Tata nie wie. Zanim jednak zmęczonemu ojcu dane było wyciągnąć książkę z plecaka i zatopić się w lekturze bestie przemieściły się na drugą stronę placu zmuszając do zmiany ławeczki. Gonitwa dookoła zjeżdżalni ze ścianą wspinaczkową nie wystarczyła i nastąpił szturm na wielką zjeżdżalnię umiejscowioną na zboczu pagórka. Do zabawy dołączyły inne stwory. Nagle Tata Potwora zauważył, że wszystkie uciekają przed jego synem. Okazało się, że Potwór został zombie i biegał za innymi dziećmi chcąc je zjeść. Skąd mu się to zombie wzięło, tego Tata Potwora nie wie, bo raczej nie ogląda takich rzeczy przy dziecku. Po chwili nastąpiło przegrupowanie i ustalenie planu dalszej zabawy. Do uszu Taty Potwora dobiegł następujący tekst. “A to teraz będzie chleb zombie. A my będziemy piekarzami, którzy mogą go zjeść i pokonać”. Tata Potwora długo nie mógł dojść do siebie ze śmiechu.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Zdinozaurzenie

Dinozaury są wszędzie. Tata Potwora nie może się przed nimi schować nawet w toalecie. Chwilami ma ponure przeczucie, że zaraz jeden z nich wylezie z sedesu i ugryzie tam gdzie boli. Miłość Potwora do dinozaurow powoduje, że wszędzie ich pełno, a przy każdej okazji bestia opowiada o swoich ulubionych stworach i np. o tym, jak łatwo jest odróżnić Stegozaura od Triceratopsa. Encyklopedie, czasopisma, figurki i naklejki można spotkać w każdym pomieszczeniu. Nie jest to jedyna pasja Potwora. Drugą równie niszczycielską są po trzykroć przeklete Angry Birds. Od jakiegoś czasu Mama Potwora zgadza się na to, aby bestia grała na swoim lub jej komputerze w jedną z iteracji tej durnowatej świetnej gry.

dinozarowanie

Był ponury letni wieczór, gdy słońce schowało się już za malowniczą linią blokowiska. Mama Potwora włączyła kolejną wersję Angry Birds i padła spać. Tata Potwora łypał znad książki na postępy potomka i w końcu stwierdził, że minął ustawowy czas przeznaczony na granie i zdecydował się przerwać rozgrywkę. To był błąd. Potwór uruchomił syrenę przeciwpożarową i ogłosił bunt na pokładzie. Nie pomagała groźba ni prośba. “Nie chcę jutro! Chcę teraz!” powtarzane jak mantra wwiercało się Tacie Potwora w uszy przez bity kwadrans. Bestia zaczynała wpadać w tryb berserkerski, gdy Tata Potwora wpadł na genialny w swej prostocie pomysł.

– A może chcesz coś zjeść?

– NIE! NIGDY! Buuuuuuuuuuu.

– A może chcesz się napić?

– NIE! NIGDY! Buuuuuuuuuu.

– A może chcesz się zdinozaurzyć?

– NIEeeee… jak to zdinozaurzyć?

Ciekawość wzięła górę nad obrażeniem i rozpaczą. Okazało się, że zabawa w strasznego dinozaura to było coś, czego Potworowi było potrzeba. Po pięciu minutach grzecznie zjadł kolację, dał się umyć i położyć spać. Tata Potwora był z siebie dumny.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Page 2 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén