Tata Potwora

Blog szalonego taty

Month: Sierpień 2014 (Page 2 of 2)

Informacja

Uważni czytelnicy bloga wiedzą, że wpisy dodawane są we wtorki i piątki. Dzisiaj zatem nie ma wpisu, a jedynie krótka informacja. Tata Potwora doczekał się własnej strony na Facebooku. Będzie to miejsce, gdzie będą pojawiać się dodatkowe rzeczy związane z Potworem i życiem Potwornickich. Zapraszam serdecznie https://www.facebook.com/tatapotwora

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Poranne rozmowy

Potworniccy zostali zaproszeni na weekend do Wujka Potwora (tego co nie ma nogi). Okazja była niebagatelna, bo przyjechał też nie widziany od lat znajomy z odległego Olsztyna. Sam będąc ojcem dwóch Potworów (trzeci w drodze) nie obawiał się stada dzieci biegającego po głowie – zresztą sam przyjechał z jednym młodzianem. Tatusiowie, jak na typowych samców przystało, zajęli się ustalaniem ilości piwa, które trzeba kupić oraz tym dlaczego 20 butelek na trzech to będzie za mało. Wspólnie z Mamami przygotowali olbrzymie ilości jedzenia na grilla i uznali, że są gotowi do weekendu. Potwór cieszył się na spotkanie z resztą towarzystwa, pogoda zapowiadała się ładna, więc humory dopisywały. Tata Potwora dojechał do wszystkich ostatni, bo siedział w pracy. Oczywiście, gdy dojechał na miejsce trwało potężne oberwanie chmury, po którym przebiegnięcie z auta do bramy równało się prysznicowi. Na szczęście potem było już tylko lepiej i wszyscy zadowoleni padli spać grubo po północy – dzieciarnia około 21.

rozmowy

Około siódmej rano Rodziców i Wujostwo Potwora obudziły dźwięki dochodzące z pokoju dziecięcego. Potwór wstał jako pierwszy i szurał książkami starając się jakoś zagospodarować czas zanim wstanie towarzyszka zabaw. Niewiele później koleżanka wstała i rozpoczęły się dialogi. Dorośli twardo udawali, że śpią i nasłuchiwali rozmów swoich pociech. Najpierw trwała dyskusja czy można zejść w piżamie na dół na śniadanie. Po ustaleniu, że można, Potwory pognały na parter i zdziwiły się, że nikogo tam nie ma. Rozpoczęły więc powazne dyskusje o wszechświecie i temperaturze na planecie ziemia. Później przeglądały płyty z “Było sobie życie” i rozmowa zeszła na układ immunologiczny człowieka, starzenie się i umieranie. Dorośli nasłuchiwali pilnie. Następnie Potwory ewakuowały się na górę, gdzie podjęły dyskusję o wstawaniu. Właśnie wtedy Potwór strzelił tekstem, który obudził starszeństwo na dobre. “Mój Tata może wstawać ze mną nawet o 6 rano, ale bardzo nie lubi!”.

PS I jeszcze bonus. Towarzyszka zabaw Potwora woła go z głębi domu “Chodź, chodź! Pokażę Ci, jak się wiesza na schodach!”.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Miłość

Wakacje nieubłaganie dobiegały końca. Potwór wyraźnie był przeładowany ilością wrażeń i zaczął tęsknić za domem, przedszkolem i kolegami. Do tego robił się chwilami straszliwie nieznośny. W końcu nadszedł moment, kiedy wszystkie graty zostały spakowane. Potwór pomachał łapką dziadkowi, uściskał babcię, powiedział, że nie będzie tęsknił i wpakował się do samochodu, gdzie zajął się lekturą książeczki LEGO. Potwornickich czekała długa droga przez pół kraju z hakiem. Początkowo Potwór zajął się kontemplowaniem widoków za oknem, a później zaczął nucić w kółko jeden motyw muzyczny, który zaczął doprowadzać Mamę Potwora na skraj histerii. Poproszony o zróżnicowanie repertuaru śpiewał wymyślane przez siebie piosenki (we własnym języku z refrenem “kapusta na głowie”) przez ponad godzinę. Przynajmniej się Tata Potwora nie nudził za kółkiem.

milosc

Jednak już po dwóch godzinach jazdy Potwór zaczął zdradzać oznaki znużenia. “Daleko jeszcze?”, “Kiedy dojedziemy?”, “Ile jeszcze kilometrów?”. Po tem zaczął się złościć, że to jeszcze wiele godzin drogi i że to bez sensu kompletnie jest i że “nie lubi samochodu”. Jednak już za Częstochową zaczęły pojawiać się pierwsze tablice, na których pojawiła się magiczna nazwa “Kraków”. I tu się zaczeło. “Kraków! Jak ja kocham Kraków!” zaśpiewał po raz pierwszy. Przy kolejnej tablicy po raz drugi. Potem trzeci, czwarty, piąty… siedemdziesiąty któryś. Tata Potwora zaczynał powoli gryźć kierowicę, ale bestii to nie przeszkadzało. Zapytany przez Mamę Potwora, co takiego kocha w Krakowie, Potwór odpowiedział “Moje klocki LEGO”. Zgodnie z tym stwierdzeniem pierwszym czym zajął się po powrocie do domu były klocki. I nastała błoga cisza.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Alpinista

Tata i Mama Potwora stawali na rzęsach, aby zapewnić potomkowi moc radości w czasie wakacji. W którymś momencie okazało się, że chyba przesadzają, bo Potwór wyraźnie zaczął zdradzać objawy przeładowania. Jednak wydawało się, że jednej rzeczy nigdy nie będzie dość – klocków LEGO. Z tego powodu Potworniccy odwiedzili Chwaszczyno Swarzewo, gdzie znajdowała się wystawa tych klocków. Potwór pozwiedzał, poogladał, poukładał, a potem się znudził i trzeba było wymyślac kolejne atrakcje. Ponieważ pogoda wskazywała tendencję załamującą wyprawa na plażę w pobliskim Władysłowie wydawała się niespecjalnie kusząca. Dlatego, gdy w gazetce reklamowej Mama Potwora wypatrzyła park linowy z trasą dla dzieci, stwierdzila, że może to być dobra alternatywa.

alpinista

Potwór na widok ludzi wiszących nad głową najpierw zamarł, a potem oczy rozszerzyły się mu z zachwytu i pognał do kolejki. Dziecięca trasa dla Potworów okazała się strzałem w dziesiatkę. Przebiegł ją dwukrotnie z pełnią werwy, po czym postanowił zwiększyć dawkę wrażeń. Mama Potwora uznała jednak, że bestia nie poradzi sobie z przepinaniem karabinczyków, co wywołało straszliwą rozpacz Potwora. Zalany łzami ledwo dał się zaciągnąć na plażę, gdzie podczas budowy zamków z piasku zapomniał o problemie. Tata Potwora jednak nie zapomniał i podczas wyprawy do Łeby postanowił zabrać rodzinę do kolejnego parku linowego. Tutaj ponownie przegonił bestię po trasie dla maluchów po czym przeszyła kolej na trasę z linami, wiszeniem nad przepaściami itp. Tata Potwora asekurował stwora na całej, pełnej emocji, trasie. Potwór był szczęśliwy, gnał do przodu i pokonywał przeszkody z wprawą godną małpiszona. Tata Potwora ledwo nadążał przepinać stworka na kolejne liny i zamierał co chwila ze strachu. Zwłaszcza podczas przejazdu na linie, gdzie musiał puścić go samopas. Jednak Potwór był zachwycony. Już wie, że uwielbia parki linowe i czeka aż podrośnie, aby zdobywać trudniejsze trasy. Tata Potwora jest na zapas przerażony, ale może niesłusznie?

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Wydmy

W ramach wycieczek krajoznawczych Potworniccy wybrali się do Łeby. Tata Potwora był tam dotąd jeden raz i chciał sobie przypomnieć co nieco, a przy okazji uznał, że Potworowi też może się to spodobać. Wiedząc, że w miejscowościach wypoczynkowych autochtoni traktują turystów z lekceważeniem graniczącym z pogardą oraz na każdym kroku szukają okazji, aby pozbawić ich kasy, nie był specjalnie zaskoczony cennikiem. Płatny parking, płatny wstęp do praku, płatny meleks, płatne muzeum w starym bunkrze, płatny statek… Wszystko do ogarnięcia – kredyt będzie się spłacać przez kolejne 20 lat, ale czego się nie robi dla dziecka.

wydmy

Mama i Tata Potwora zgodnie uznali, że po przejściu 6 km piechotą bestia będzie się nadawała jedynie do powrotu na barkach ojca i uiścili opłatę za przejazd meleksem. Po drodze opowiadali Potworowi o lesie i wdychali powietrze o jakim w Krakowie mogą tylko śnić. Później nadeszły wydmy. Potwór zdobył najwyższą szturmem, po czym zwyczajem wszystkich dzieci sturlał się na dół i wdrapał na górę. A potem jeszcze raz zbiegł, a potem stwierdził, że się zmęczył i żeby Tata Potwora wniósł go na górę. Tata nie wyraził aprobaty dla pomysłu i powlekli się razem dołem wydmy w stronę morza. Tam bestia stwierdziła, że wracamy plażą i lazł brzegiem niespotykanie spokojnego morza, którego temperatura bliska była zamarzania. Później wrócił do lasu i skierował swe kroki na statek, którym rodzina powróciła do parkingu. Jeszcze tylko wbieg na wieżę widokową i można jechać. Na sakramentalne pytanie, jak mu się podobało Potwór odpowiedział: “Wydma fajna, ale za dużo wspinania. Jest prawie tak niefajnie, jak w górach”.

PS. Przy okazji tej wyprawy Tata Potwora podsłuchał dialog innego Taty, który wędrował z potomkiem i przytacza go poniżej w całej krasie:

Syn: Jakbym ja był taką wydmą, to bym do Warszawy się przesypał w godzinę.

Tata: Biorąc pod uwagę, jak ty się do wszystkiego zbierasz, to twoje wydmienie zajęłoby dwa razy więcej czasu niż tej tutaj.

 

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Page 2 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén