Tata Potwora

Blog szalonego taty

Month: Marzec 2014 (Page 2 of 2)

Zmieniamy przedszkole

Tata Potwora nie przepada za drastycznymi zmianami. Ceni sobie stabilizację, o ile w przypadku Potwora można mówić o jakiejkolwiek stabilizacji. Dlatego zwykle dostaje zmianą po głowie w najmniej oczekiwanym momencie. Tak było parę lat temu, gdy Mama Potwora zakomunikowała, że “bierzemy drugiego kota”. Tata Potwora wpadł wtedy do domu z jęzorem do ziemi, bo przejechał jakieś 40 km na rowerze w upale i nie bardzo mógł złapać oddech, więc jakby z automatu się zgodził. Dlatego wieść “Zmieniamy przedszkole”, jakoś go specjalnie nie zaskoczyła. Okoliczności były też jakoś mniej dramatyczne. Tata Potwora specjalnie się nie przejął, zdążył tylko pomyśleć, co jak wiemy zdarza mu się nieczęsto, że Potwór może na te zmiany zareagować bardzo różnie. Tym bardziej, że nowe przedszkole ma być prowadzone tą jakąś metodą Montepotwori, co Tata Potwora się wyłącza, jak mu tłumaczą o co chodzi, po 10 sekundach. No może z grubsza wie z czym to się je, ale nie ogarnia. Znajoma Taty Potwora próbowała rozjaśnić jego wiedzę tłumacząc, że to takie miejsce, gdzie Potwory pozostają Potworami. Tata Potwora nie wie czy tego chce. Nauczony wieloletnim doświadczeniem wie również, że kiedy widzi entuzjazm Mamy Potwora, to nie powinien z nim walczyć, bo do niczego to nie prowadzi – sprawa jest przesądzona. A Mama Potwora przejawiała entuzjazm, oj przejawiała.

Zmieniamy przedszkole

Zmiany, zmiany i po zmianach. Potwór poszedł do nowego przedszkola. Ponieważ jest ono bliżej domu, to Mama Potwora przejęła poranny obowiązek dostarczenia latorośli do przedszkola, a Tata Potwora przestał się w końcu spóźniać do pracy. Pech chce, że w dniu zmiany, Tata Potwora miał jakiś pierdyliard rzeczy do zrobienia w pracy i po pracy, dzięki czemu dotarł do domu późno i jedyną relację o przedszkolu usłyszał w tzw. międzyczasie przez telefon. Potwór był w wyraźnie radosnym nastroju. Na pytanie jak było w przedszkolu odpowiedział “Fajnie”. A na zagadnięcie, co mu się podobało najbardziej odparł “LEGO. Ale tam nie było instrukcji”. Tata Potwora dowiedział się też, że Potwór nie bardzo chciał jeść i był grzeczny. Generalnie zmiana spłynęła po nim jak po kaczce. To chyba dobrze, ale Tata Potwora przeczuwa, że wykształcony na Montepotwori Potwór da się mu jeszcze we znaki.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Wizytacja

Tata Potwora pracuje. To się podobno niektórym przytrafia. Potwór dobrze o tym wie i dość regularnie domaga się zabrania go do biura. Jakoś nie przyjmuje do wiadomości, że nie może tam bywać co drugi dzień, tylko może raz na pół roku, jak Tata Potwora odkopie się z grubsza z roboty na tyle, by widzieć spod sterty papierów blat biurka. Codzienne wiercenie dziury w brzuchu musiało jednak przynieść efekt i Tata Potwora postanowił ulec. Termin został z grubsza ustalony, ale Tata Potwora postanowił zrobić współpracownikom niespodziankę, niech też coś mają od życia. Drugim powodem wyboru terminu była świadomość, że mogliby po prostu uciec z miejsca pracy w panice narażając firmę na straty wizerunkowe.

Wizytacja

Tata Potwora podjeżdża pod przedszkole. Udaje mu się ubrać Potwora i zapakować do pojazdu mechanicznego. “Ale jak to pracujesz ciągle w tym samym miejscu?” – pyta w drodze Potwór, jakby znał dobrze warunki panujące na rodzimym rynku pracy. Na szczęście zanim Tata Potwora zdąży wymyślić jakąś wymijającą odpowiedź Potwór interesuje się fioletowym samochodem jadącym w przeciwnym kierunku. Wprowadzony do budynku firmy Potwór włącza tryb wstydliwego-psotnika, który powoduje te wszystkie “achy” i “ochy” u kobiet płci nieodmiennej, a Tatę Potwora niezmiennie doprowadza do szału. Po trzykrotnej gonitwie dookoła recepcji i porwaniu cukierków z misy Potwór daje się odrobinę opanować. Co prawda nieufnie podchodzi do osoby, która oferuje mu gadżet świnkę, ale po namowach raczy łaskawie przyjąć dar. Potem udaje się do pokoju, gdzie rezyduje Tata Potwora. Tam, zgodnie z przewidywaniami, zajmuje się Tatowymi klockami LEGO, demoluje działową papugę, próbuje świsnąć szefowej Taty Potwora czekoladę z biurka, nudzi się i postanawia dręczyć koleżankę lekturą książki o wszechświecie. Po jej wyjściu zamyka się w gabinecie szefowej i zajmuje kolorowaniem obrazków wychodząc na chwilę jedynie po to, żeby pisać na komputerze Taty Potwora, oczywiście w ultra ważnym pliku. W drodze do wyjścia zahacza jeszcze o inne pomieszczenie, gdzie zwędza chipsa, dostaje dwa gadżety (samochodzik i tańczącego robocika), gasi światło inżynierowi i wykurza z gabinetu jednego z dyrektorów. Przy recepcji wycygania jeszcze lizaka i zadowolony udaje się do auta. Na pytanie zmordowanego Taty Potwora, co mu się najbardziej podobało odpowiada “Te dwie ciocie na pierwszym piętrze, bo dały mi takie fajne gadżety”.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Pyskata buła

Mama Potwora wykryła, że może pozbyć się męskich Potworów z domu w niedzielę wysyłając ich na warsztaty piekarnicze. Zwleczony z łoża o poranku Tata Potwora już o dziesiątej niedomaga i nie bardzo ma siły myśleć, a co dopiero gdzieś chodzić czy jechać. Turla się jednak z Potworem do garażu. Ten głośno wyraża swoje niezadowolenie ze spaceru “Nogi mnie bolą! Dlaczego nie przyprowadziłeś samochodu? Ja nie chciałem iść do garażu, bo to jest nudne!”. Tata Potwora wcale się mu nie dziwi, bo sam jest śmiertelnie znudzony, a slalom gigant między psimi odchodami trudno uznać za godziwą rozrywkę. Zapięty w foteliku Potwór prosi o hałaśliwą muzykę. Tatę Potwora czerep nawala tak, że przed oczami latają mu wściekłe satanistyczne nietoperze, ale sam sobie zgotował ten los.

Pyskata buła

Zawiązany w fartuszek i czepek piekarski Potwór jest wyraźnie zaintrygowany. Najpierw nie chce zostać sam, ale już po chwili rozrabia jak pijany zając w kapuście na warsztatach i gada niczym wiking Pyskacz z „Jak wytresować smoka”. Wzbija w górę chmurę mąki, a potem marudzi “Nie lubię mazi! To jest kleiste!”. Słychać go najbardziej z całego stada Potworów. Ciasto lata w powietrzu, ale widać, że dla personelu to nie pierwszyzna i szybko ustawiają towarzystwo do pionu. Potwór lepi bułę, jakby rogalik i coś co Tata Potwora nie wie, bo wyobraźnia ogłosiła strajk prewencyjny. Kelnerki przynoszą pierniczki, które dziatwa smaruje różnymi lukrami. Z niejakim zdziwieniem Tata Potwora odkrywa, że potomek ma lukier w uchu, bo na nosie można się było spodziewać. Potwór pożera przygotowane pierniczki i pół pojemnika słonecznika – Tata Potwora podejrzewa, że inni rodzice sądzą, że go w domu głodzi. Później następuje wypad na rynek, gdzie przez kwadrans Potwór stara się przyprawić o zawał każdego napotkanego gołębia. Nadeptuje jednego na ogon, a drugiego trafia “z dyńki”, gdy ten przelatuje obok. Wygląda na bardzo zadowolonego z siebie. W samochodzie regeneruje siły bułeczką. “Wiesz Tato, to chyba nie jest moja bułeczka, ale nie szkodzi, bo też dobra”.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Page 2 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén