Tata Potwora

Blog szalonego taty

Niechcący dobrze wyszło

Wygląda na to, że młody wyrasta na dobrego i empatycznego człowieka. To zapewne dziedziczy po mamie, bo gdyby dziedziczył po mnie, to pewnie nienawidziłby już całego świata i wyrastał na dyktatora i despotę. Może trochę tutaj przesadzam, ale tylko odrobinkę. Tymczasem Potwór przejmuje się losem innych ludzi, zwierząt, a nawet bohaterów bajek. Czyni mnie to niezwykle dumnym, bo jak to widzę, to myślę sobie “moja krew”. A potem dopada mnie refleksja, że w połowie moja i że akurat ta moja połowa to raczej nie odpowiada za cechy specjalnie pozytywne.

dobre dziecko

Myślę sobie wtedy, że młody po mnie ma ośli upór, zapalczywość, niechęć do podporządkowania się regułom i ogólne lekceważenie usystematyzowanej nauki. Mógłbym tak wymieniać dalej, ale zostawiam to na specjalny wpis o wychowawczych błędach, które z premedytacją popełniam na każdym kroku.

W święto Trzech Króli, z bolącym gardłem udałem się z młodym na sanki, co mogliście zobaczyć na Facebooku. Byłoby fajnie, gdyby nie to, że młody postanowił po kilku zjazdach bawić się z koleżanką na placu zabaw. W rezultacie nie biegałem co chwila pod górę i po prostu zmarzłem. Efekt? Gorączka, dreszcze, katar i umieranie w stylu męskim. No dobra, też przesadzam, bo nie lubię umierać, więc ugotowałem obiad, ogarnąłem co nieco w mieszkaniu itp. A potem padłem z zatokowym głowybólem na kanapie pod kocem.

Młody, który budował coś w swoim pokoju, zajrzał co u mnie słychać. Podszedł cichutko, pogłaskał mnie po głowie i powiedział: – Kocham cię Tato, odpoczywaj sobie.

Gdy go za to pochwaliłem wzruszył ramionami i odparł: – Już taki jestem z natury.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Dobra zmiana?

Rok 2016 był dla mnie bardzo dobry. Jednak w 2017 czeka mnie pewnie zmiana. I to nawet nie jedna. Przede wszystkim kończę z formą pisania połowy wpisu w trzeciej osobie. Jest to potwornie, nomen omen, męczące i nie pozwala na oddanie wszystkiego, co bym chciał przekazać. Poza tym automatycznie uniemożliwia mi tworzenie wpisów, dzięki którym buduje się oglądalność. Wiecie, tych wszystkich “5 powodów, dla których nigdy nie będziesz dobrym ojcem”, albo “Trzy rodzicielskie błędy, których już nie popełniam”. Wiadomo, że ludzie lubią poczytać co innym nie wyszło, bo w to, że czynią to dlatego, aby stać się lepszymi raczej nie wierzę. Ponad pół roku pracy w jednym z największych portali internetowych w Polsce pozbawiło mnie skutecznie takich złudzeń.

zmiana

Zatem zmiana pierwsza – koniec z pisaniem w trzeciej osobie

Kolejna zmiana dotyczy publikowanych materiałów. Oczywiście dalej będą się tu pojawiać anegdotki związane z młodym. Choć im starszy się robi tym poważniejszy i trudniej wyłapać jakąś perełkę. Dojrzewa tak strasznie szybko i jeszcze chwila i skończą się przytulasy, usypianie, wspólne czytania i wiele innych drobiazgów. One z jednej strony irytują, a z drugiej wiem, że jak tylko się skończą, to będzie mi ich potwornie brakować. Dlatego korzystam ile wlezie, choć oczywiście jestem bardzo niedobrym tatą, o czym nie omieszkam was poinformować w stosownym wpisie o jakże ambitnym tytule “5 powodów, dla których…”.

Zatem zmiana druga – pojawią się treści poradnikowe

Trzecia zmiana dotyczy również materiałów. W grudniu wrzuciłem na youtube materiał z budowania modelu LEGO. Poczułem się jak bohater ambitnego newsa “Zrób to, a efekt cię zaskoczy”. Naprawdę efekt mnie zaskoczył, bo tę nieudolną próbę poklatkowej animacji obejrzało, jak dotąd ponad 3000 ludzi. Wiem, że to nic w porównaniu z tuzami wideo, ale pokazuje mi, że warto to robić. Po pierwsze dlatego, że ktoś to jednak ogląda, a po drugie dlatego, że sprawia mi to frajdę. Dlatego będę robił filmiki, wideorecenzje, testy zabawek i to w różnych formach i pewnie też językach, bo rzeczy dotyczące zabawek oglądają ludzie z całego świata. Planuję również występy przed kamerą, tylko się najpierw ogolę, choć bardzo mi się nie chce.

Będę też musiał kupić kamerę, aparat oraz jakieś statywy i znaleźć specjalną żarówkę w miejsce stłuczonej przez młodego (przez przypadek i nie dostał za to bury – to nie jest jeden z tych “5 powodów, dla których…”). Wiem, że jest platforma Patronite, gdzie można przedstawić swój pomysł i zbierać datki na jego rozwój. Choć żebraniną się brzydzę, to dobra przyjaciółka kopie mnie w kostkę, że powinienem tam wystawić mój projekt (kopie mnie też, że powinienem napisać książkę, bo ponoć mam znośne pióro). Pewnie to zrobię, ale z zastrzeżeniem, że oddam wszystkie pieniądze, jak już się dorobię (cha, cha, cha – śmiech przez łzy).

Zatem zmiana trzecia – treści wideo

Ponieważ młody rośnie, będzie też więcej o mnie samym, a raczej o tym, jak skutecznie nie radzę sobie z dorosłością i obowiązkami (“5 powodów…”). Opowiem wam na przykład o pewnej puszce, która stoi na parapecie i straszy datą 2014, o walce z depresją, nienawiści do komunikacji miejskiej i innych radościach dnia każdego. Będzie ubaw po pachy, gwarantuję.

Zatem zmiana czwarta – więcej o mnie

Szykują się też inne zmiany, ale raczej nie nastąpią w najbliższym czasie i w związku z tym nie będę jeszcze o nich pisał. Dość powiedzieć, że mnie przerażają i nie nastrajają specjalnie optymistycznie. Jestem człowiekiem, który lubi mieć poukładane w życiu i z grubsza wiedzieć, co może na niego czekać za zakrętem. Niepewność wywołuje strach i zniechęcenie. Miejmy nadzieję, że poradzę sobie z tym, co nadchodzi i grozi kompletnym przemodelowaniem tego co mam. Najlepsze lub najgorsze jest to, że te mityczne, majaczące w oddali zmiany nijak nie wpływają na te powyższe. Zapowiada się szaleństwo.

Także ten – stay tuned!

 

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Starość nie radość?

Starość zbliża się nieuchronnie do Taty Potwora. Za rok przekręci się pierwsza cyfra w liczniku zostawiając w dali smutną trójkę. Tata Potwora coraz lepiej rozumie ponury żart, że jak nic rano nie boli, to znaczy, że się umarło. Można zatem śmiało stwierdzić, że żyje obecnie pełnią życia.

starość

Co prawda zwleczenie się z wyra wymaga pewnego samozaparcia oraz wysłuchanie serii trzasków i zgrzytów steranych kości, stawów i czegoś, co Tata nie wie, co to jest, ale wydaje dziwne dźwięki i boli. Generalnie poranki są słabe, a już na pewno nie jest fajnie, jak pobudkę serwuje dziecko o 7 rano w niedzielę – ten jedyny dzień, gdy, w teorii, można się wyspać. Ale potem jest już w zasadzie lepiej. Trochę. Może ciut.

Ale żeby nie było, że tylko marudzę. Ten rok był dla mnie naprawdę dobry. Przyniósł jedną poważną zmianę, która zaowocowała wieloma fantastycznymi rzeczami. Zmiana pracy, powrót do dziennikarstwa, pozwoliła mi na spełnienie dwóch marzeń. Pierwszym była jazda nowiutkim Volvo, co udało mi się zrobić w ramach przedpremierowych testów modelu S90.

Drugim, była wizyta w fabryce LEGO i możliwość poznania pracujących w tej firmie ludzi. Oprócz tego nawiązałem mnóstwo wspaniałych kontaktów z wydawcami i autorami książek i komiksów dla dzieci. W zdecydowanej większości są wspaniali, pełni pasji i tworzą tak fantastyczne treści, że aż strach.

Powoli rozwijam też kontakty w branży producentów zabawek. Tutaj też wiele się dzieje i wydaje mi się, że ich twórcy nie otrzymują uwagi, której są warci. Ale w przyszłym roku będę to zmieniał – wywiady i reportaże powinny pozwolić przybliżyć ich pracę. Przy okazji, jak to piszę, to może ma ktoś dobry namiar na Hasbro?

Żałuję tylko, że doba jest tak krótka i nie wyrabiam czytać, testować i opisywać wszystkiego. Ale robię co mogę i zapewniam, że nikt nie zostanie poszkodowany. Czasem trzeba będzie po prostu chwilę poczekać.

A wiecie, co jest w tym wszystkim jeszcze dodatkowo fajne? Że moja praca bardzo podoba się Potworowi. Już zapowiedział, że jakbym ją kiedyś zmieniał, to się na mnie śmiertelnie obrazi i ucieknie z domu. Normalnie szantaż, nie?

To był fajny rok. Poznałem mnóstwo nowych, wspaniałych ludzi, a jednocześnie nie straciłem kontaktu z tymi, których poznałem w poprzedniej pracy. Otaczają mnie fantastyczne osoby. Wiem, że nie poświęcam im wszystkim tyle czasu ile powinienem, ale staram się o nich chociaż ciepło pomyśleć. Czy kolejny rok będzie równie dobry? Zobaczymy. Poprzeczka została zawieszona bardzo wysoko.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Ciastka i cukierki, czyli urodziny kolegi

W weekend Tata Potwora zabrał potomka na urodziny kolegi. Obowiązkowym elementem takich wydarzeń są czekolada, ciastka i cukierki. Jednak tym razem dzieciarnia była od źródła słodkości odrobinę odizolowana, bowiem atrakcje rozgrywały się na wielkiej hali gimnastycznej, a przekąski we wszelkich formach stały na trybunach. W efekcie słodycze podjadali głównie rodzice. I dobrze, bo coś im się też, kurcze blade, od życia należy. Wcinając delicje i szarlotkę dorośli patrzyli, jak młodzież skutecznie niweluje wysiłki dwojących i trojących się animatorów, którzy próbowali zapanować nad rozbrykanym tłumem dzieci.

cukierki

Zabawy były utrzymane w stylu Pokemonowym i wyraźnie się młodzieży podobały. Oczywiście część miała inne pomysły na spędzanie czasu i animatorzy w końcu trochę się poddali i wyturlali dla nich piłkę. Potwór tymczasem zajmował się wspinaczką na wszystkie strome powierzchnie. Wyraźnie sprawiało mu to frajdę. A potem przybiegł wraz z resztą milusińskich na tort, ciasteczka i cukierki. Również rozbijanie piniaty w kształcie Pikachu cieszyło się powodzeniem. Co prawda rodzice obstawiali, że to trzymający ją na drabinie animator dostanie kijem w “piniatę”, ale nic takiego nie nastąpiło. Pokemon pękł i wysypał mnóstwo cukierków.

Dzieciarnia pozbierała trochę i pastwiła się nad resztkami pojemnika. Potwór pozostał w końcu sam na placu boju. Wziął kawałek piniaty w kształcie miski i załadował wszystkimi pozostałymi na miejscu cukierkami. Przyniósł to cichcem Tacie Potwora i kazał zakamuflować celem zabrania do domu. Tata zapytał organizatorkę czy można, a gdy uzyskał potwierdzenie, zabrał górkę dobroci do domu. Po powrocie, Potwór spojrzał na postawiony na stole pojemnik, zrobił minę cierpiętnika i stwierdził

– Nie mogę już jeść więcej słodyczy.

– O, patrz, delicja. – podstępnie powiedział Tata

– Mniam, mniam, mniam.

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Nie śpię, bo buduję czołg

Wczoraj, w ramach obowiązków służbowych, Tata Potwora dostał czołg. Ale nie byle jaki tam wyrób z marketu za 14,99 zł bez obniżki. Fachowy model PT-76 od Cobi, zapakowany w elegancką blaszaną puszkę. W środku znalazł mnóstwo klocków, sporo elektroniki i kabelków oraz instrukcję składania. Można było się domyśleć, czym Potworniccy będą się zajmować wieczorową porą. Najpierw było rozpakowywanie i oglądanie zawartości pudła, a potem Potwór stwierdził “budujemy”. Ponieważ dziecko dziesięć minut później było gonione do spania, to na polu bitwy został samotny Tata Potwora i dzielnie budował czołg. Kilka razy zaklął szpetnie, gdy przyszło mu podłączać kabelki w ciasnocie, albo coś się przymocowało nie tam, gdzie trzeba.

Czołg PT-76 do Cobi

Namarudził się też sporo, gdy przyszło do składania gąsienic. Każda jedna składa się 33 elementów plastikowych i 33 elementów gumowych, które zapewniają jej przyczepność. 66 klocków razy 2 i chwilę to zajmuje. A potem Potwór przyszedł, zobaczył, że można jeździć samym podwoziem, zakazał Tacie składać ludziki do rana i poszedł spać. A Tata w odmętach nocy budował czołg. Wstawił baterie, dołożył ostatnie elementy i odpalił maszynę. Już na początku spodobały mu się światła – długie i krótkie. Do tego możliwość wprawienia maszyny w stały ruch ciągły i sterowanie tylko skrętami, wypadły na plus.

Czołg ruszył na objazd mieszkania. Z dużego pokoju pojechał do kuchni. Wypłoszył znad miski małego kota i pojechał do przedpokoju. Wygonił dużego kota z okolic kuwety i przejechał koło zamkniętego pokoju Potwora. Zza drzwi dobiegło stłumione “Tata przestań jeździć tym czołgiem, bo nie mogę spać!”. Czołg odjechał więc do dużego pokoju, gdzie Tata Potwora zbudował mu tor przeszkód i przetestował możliwości jazdy w terenie trudnym. A potem zrobiło się strasznie późno i trzeba było iść spać.

Zgadnijcie co dzisiaj wieczorem będzie robił Tata Potwora?

Facebooktwittergoogle_plusmail
Facebook

Page 1 of 56

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén